- To stanowisko na otarcie łez. Kanclerz Merkel nie chciała dopuścić Steinbach do prac w Widocznym Znaku [muzeum wypędzonych budowane przez rząd w Berlinie], więc musieliśmy jej coś zaoferować w zamian. Mam nadzieję, że Polacy to zrozumieją - mówi wysoko postawiony polityk chadecji.
Steinbach będzie w radzie gazociągu drugim niemieckim politykiem, po byłym socjaldemokratycznym kanclerzu Gerhardzie Schröderze, który wszedł do niej pod koniec 2005 r. , krótko po odejściu z polityki. Wcześniej, jako szef rządu forsował projekt gazociągu, nie zważając na protesty Polski. Łączący
Niemcy i Rosję gazociąg ma zostać ułożony na dnie Bałtyku i omijać nasz kraj. Warszawa obawia się, że dzięki temu Rosjanie będą mogli odciąć nas od gazu, nie odcinając dostaw Niemcom.
Steinbach jako polityk do tej pory nie zajmowała się gospodarką, więc trudno powiedzieć za co będzie się w radzie gazociągu odpowiadać . Jej nowe stanowisko wiąże się jednak z sutą gażą. Prasa spekulowała, ze Schröder rocznie zarabia milion euro. Były kanclerz te informacje dementował.
Jest pewne, że nominacja Steinbach na pewno wywoła w Polsce kontrowersje. Warszawa od lat krytykuje szefową Związku Wypędzonych za fałszowanie historii i próby zrzucania na Polaków odpowiedzialności za powojenne deportacje Niemców. Ostatnio twierdziła, że Polska chciała ich wypędzić jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej.