Grażynę Szołtysik, wiceprezydent Katowic, zatrzymano w marcu 2007 r. Przewieziona do najgorszej izby zatrzymań na Śląsku (konwojenci szydzili, że jedzie do "Hiltona"), pozbawiona środków higieny osobistej i części odzieży, spędziła 48 godzin w celi z "twardym łożem". Prokurator postawił jej rekordową liczbę - 1687 zarzutów.
Rok później sprawa została umorzona.
Krakowscy przedsiębiorcy Lech Jeziorny i Paweł Rey zostali zatrzymani we wrześniu 2003 r. Przez dziewięć miesięcy siedzieli w areszcie bez przesłuchania. Oskarżono ich o działanie w grupie przestępczej i szkody wartości ponad 60 mln.
Ich zakłady mięsne - Krakmeat - upadły. W grudniu 2009 r. prokuratura umorzyła sprawę z powodu niestwierdzenia przestępstwa.
Krzysztofa Piotrowskiego, prezesa Stoczni Szczecińskiej, aresztowano w lipcu 2002 r. na trasie Toruń - Warszawa. Zatrzymanie pokazywała
telewizja. W areszcie spał na podłodze, w wieloosobowej celi. Na wizyty do lekarza chodził ze skutymi rękami i nogami, badania odbywały się w obecności strażników więziennych.
Postawiono mu zarzut działania na szkodę stoczni. W 2009 r. został uniewinniony. Majątek stoczni w międzyczasie rozprzedano.
Henryk Dziewior, były prezydent Katowic, został aresztowany w 2004 r. Telewizja dostała zgodę na sfilmowanie sceny, jak w izbie zatrzymań zdejmuje pasek od spodni. Kamera uchwyciła moment, jak spadają mu spodnie. Tę scenę pokazywano potem w lokalnych programach.
Oskarżony o nadużycia w spółkach, którymi kierował, został uniewinniony w drugiej instancji.
Bohaterowie tych spraw (wiele opisywała "Gazeta") opowiadali wczoraj swoje historie w Warszawie podczas konferencji "Państwo wrogie przedsiębiorcy?" zorganizowanej przez Business Center Club, Krajową Izbę Gospodarczą, Forum Obywatelskiego Rozwoju i Fundację Helsińską.
Przedsiębiorca, czyli podejrzany - Politycy w Polsce doszli do wniosku, że można zbić polityczny kapitał na zamykaniu przedsiębiorców i trzymaniu ich bez końca w areszcie - mówił Janusz Steinhoff, b. wicepremier i minister gospodarki, dzisiaj szef KIG. Przypomniał sprawy b. ministrów skarbu Janusza Lewandowskiego i Emila Wąsacza, którzy z prokuratorskimi zarzutami żyli kilkanaście lat. - To obraza sprawiedliwości - mówił.
Równie ostre wystąpienie miał b. wicepremier i szef
NBP Leszek Balcerowicz. - W prawie mamy zapisane domniemanie niewinności, ale w praktyce domniemanie winy - mówił. Jego zdaniem główne przyczyny "niesprawiedliwości w wymiarze sprawiedliwości" to: negatywny dobór na stanowiska prokuratorów; brak szkoleń prokuratorów i sędziów w zakresie nowoczesnej ekonomii; niejasne zasady odpowiedzialności za prowadzone śledztwa (inny prokurator stawia zarzuty, inny staje przed sądem); brak systemu rozliczania prokuratorów.
Na systemie suchej nitki nie zostawiali też prawnicy. Prof.
Zbigniew Ćwiąkalski, b. minister sprawiedliwości, mówił, jak próbował przekonywać prokuratorów, że aresztowanie nie jest jedynym środkiem zapobiegawczym, oraz jak zakazał udostępniania mediom zdjęć z zatrzymań: - Prokurator, który podjął błędną decyzję, nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Największym problemem jest przewlekłość postępowań. Dopóki nie zmusimy sądów i prokuratur do szybszego działania, nic się nie zmieni.
Prof. Andrzej Zoll, b. rzecznik praw obywatelskich, powiedział, że w Polsce "z prawa zrobiono instrument walki politycznej". - To najprostsza droga do zdobycia wyborców, pokazania, że walczy się z przestępcami - stwierdził.
Inny b. szef resortu Andrzej Kalwas powiedział, że wyborcom "podoba się, kiedy przedsiębiorca jest poniżany i naruszana jest jego godność". - Pokutuje u nas przeświadczenie, że przedsiębiorca nie jest obywatelem w pełni praw, że ktoś, kto się wzbogacił, jest podejrzany - mówił prof. Marek Zubik, zastępca rzecznika praw obywatelskich.
Co na to minister? Organizatorzy konferencji ogłosili na koniec apel (patrz obok). Napisali w nim, że ze względu na brak reformy wymiaru sprawiedliwości obywatele muszą się zmagać z nadużyciami władzy czy przewlekłymi procesami. "Szczególnie dotyka to przedsiębiorców - aktywnych uczestników życia gospodarczego - doprowadzając do upadku wielu firm i likwidacji licznych miejsc pracy. (...) Jedynie dzięki zdecydowanym działaniom możliwe jest odzyskanie przez przedsiębiorców zaufania do własnego państwa".
Nie wiadomo, co na to minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski - do którego m.in. skierowany był apel. Pojawił się na spotkaniu, ale wyszedł po pół godzinie i nie wziął udziału w dyskusji, której miał być uczestnikiem.
O co apelują przedsiębiorcy 1. Ochronę godności i prywatności osób zatrzymywanych lub rewidowanych.