- Wczoraj w "Gazecie" opisaliśmy mechanizm pompowania kół w PO. Tam, gdzie są konflikty liderów - np. w pańskiej Małopolsce albo w Łódzkiem - przed zjazdami wyborczymi lawinowo rośnie liczba członków partii. Politycy określają to jako "zbrojenie się", "zbieranie szabel". Namawia się do wstąpienia do partii studentów, rodziny. Co pan na to?
Jarosław Gowin, poseł, członek zarządu PO: Walka o władzę w regionach i "zbrojenie się" może mieć charakter patologiczny. Ale może też zmuszać liderów do ciężkiej pracy, której skutkiem jest zwiększenie liczebności realnych członków partii angażujących się w jej życie.
Ale to pan otwarcie mówił już w sobotę, że Platforma była pompowana. - Nie znam sytuacji w kraju, mogę mówić o konkretnych przypadkach. Ale będę mówił o tym na zarządzie krajowym, a nie w mediach.
Niektórzy w PO mówią, że partia jest w 20 proc. napompowana. - To przesadzony szacunek. Myślę, że martwe dusze to 5-10 proc. z ponad 45 tys. członków PO. Trzeba przyjrzeć się regionom i miastom, gdzie w ostatnim roku doszło do gwałtownego wzrostu liczby członków, i sprawdzić, jaka była frekwencja na zebraniach wyborczych kół, które najbardziej się rozrosły. Może być tak, że powstały bardzo liczne, ale dynamiczne koła. Może się jednak okazać, że są koła całkowicie martwe i służyły tylko liderom do posiadania większej liczby głosów na zjazdach.
Przyjrzeliśmy się - w Krakowie liczba członków PO wzrosła w rok o ponad tysiąc osób. A koło pańskiego siostrzeńca posła Łukasza Gibały rozrosło się od 2008 r. z 70 osób do ponad 300. W tym czasie Gibała walczył o władzę z posłem Ireneuszem Rasiem. - Sprawdzałem, jaka była frekwencja wyborcza w tym kole, i to było 60 proc. Przy tak dużym kole jest ona rekordowo wysoka. Tam nie było pompowania.
Ale sam Gibała pytany o pompowanie powiedział, że to nie on "zaczął ten wyścig", tylko Raś. - Nie potrafię odnieść się do wypowiedzi, których nie znam.
Jeśli w Łodzi do jednego koła w osiem tygodni zapisuje się ponad 200 osób i później to koło przesądza o zwycięstwie szefowej powiatu posłanki Hanny Zdanowskiej, to chyba dziwna zbieżność. - To zbieżność dająca do myślenia, musi zostać sprawdzona. Bez przesądzania z góry o wyniku.
Zaledwie 47,4 proc. członków PO zagłosowało w prawyborach - najważniejszym wydarzeniu partii. To może być efekt pompowania kół? - Wiele osób nie zagłosowało z przyczyn losowych albo nie chciały głosować ani na Komorowskiego, ani na Sikorskiego. Nie ferujmy wyroków przed wynikami audytu głosowania w powiatach. Będziemy o nich rozmawiać po świętach.
Ale jak dojść, ile martwych dusz jest w PO, skoro ci nowo zapisani płacą składki, albo - jak mówią nasi rozmówcy - ktoś za nich płaci? Formalnie wszystko jest w porządku. - Ważnym wskaźnikiem jest obecność na zebraniu wyborczym w kole. Jeśli frekwencja jest niska, to czytelny sygnał, że może mieć takich fikcyjnych członków. Nowe władze w regionach po otrzymaniu danych z biura krajowego powinny przeanalizować sytuację koło po kole.
Jeśli pompuje się koła przed zjazdami, żeby wygrać wybory w terenie, to ich wyniki mogą być sfałszowane. - Są miejsca, gdzie napompowanie kół mogło wpłynąć na wynik wyborów, ale nie generalizujmy. Jeżeli okazałoby się, że gdzieś doszło do rażącego naruszenia zasad demokracji, zarząd krajowy może powtórzyć wybory.
Jak przeciwdziałać pompowaniu? - Trzeba zmienić statut. Liczbę delegatów z koła na zjazd powiatowy trzeba wyznaczać nie w oparciu o liczbę członków koła, ale o liczbę tych, którzy przyszli na zebranie wyborcze w kole. Podobnych zabezpieczeń można wymyślić sporo. Ale najważniejsze jest systematyczne weryfikowanie organicznej pracy kół.
Wiceszef klubu PO Janusz Palikot rozgrywa już niską frekwencję w prawyborach. Mówi, że winny jest Grzegorz Schetyna, dlatego nie powinien być już sekretarzem generalnym. - Czekam na moment, kiedy Palikot ogłosi, że Schetyna odpowiada za globalne ocieplenie. Kolejna wojenka wytoczona przez Palikota szkodzi nie Schetynie, ale Palikotowi i Platformie. Powinniśmy skupić się na analizie słabej frekwencji, a nie wykorzystywać tego do wewnętrznych wojen.