Władysław Stasiak, szef kancelarii, zapowiedział, że jeśli
Lech Kaczyński do Moskwy pojedzie, to również dla generała "znajdzie się miejsce" w samolocie. Jaruzelski odparował, że "nie jest walizką". Riposta w sam raz do sztambucha prezydenckich urzędników.
Prezydent Kaczyński uzależnia swój udział w uroczystościach od miejsca, które organizatorzy przewidzieli dla naszej delegacji. Ma rację, bo nie powinna powtórzyć się sytuacja sprzed pięciu lat, gdy jego poprzednika ustawiono w trzecim rzędzie, a prezydent Putin nie wspomniał o wkładzie Polski w zwycięstwo nad III Rzeszą.
Dzisiaj warto docenić to, że wbrew początkowym zapowiedziom Rosjanie oficjalnie zaprosili polskiego prezydenta. I że w obchodach weźmie udział delegacja polskich kombatantów.
Wśród nich będzie gen. Jaruzelski - jeden z niewielu już żołnierzy II wojny i zarazem przywódców państw. Prezydent Kaczyński powinien uznać, że uhonorowanie generała będzie hołdem złożonym także innym kombatantom.
Lech Kaczyński nie powinien słuchać podpowiedzi "życzliwych", którzy namawiają go, by na moskiewskie uroczystości i udział gen. Jaruzelskiego spojrzał z wyborczego punktu widzenia. Jako na gest zwiększający szanse na poparcie wyborców lewicowych podczas drugiej tury elekcji prezydenckiej.
Pomoże jak umarłemu kadzidło. W sprawie obchodów wojny najmniej dziś potrzeba kalkulacji partyjnych i wypuszczania fałszywych sygnałów do polskiej i międzynarodowej opinii publicznej.
Prezydent Kaczyński powinien być 9 maja w Moskwie, bo to święto przede wszystkim byłych żołnierzy. Wraz z innymi przywódcami powinien zademonstrować światu, że olbrzymie ofiary tej wojny nie poszły na marne.