Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Odkąd w piątek Hanna Gronkiewicz-Waltz ogłosiła wyniki frekwencji w prezydenckich prawyborach, w Platformie nie milkną spekulacje, że partyjne struktury są napompowane. Zagłosowało zaledwie 47,4 proc. z ponad 45 tys. członków PO.
Co ciekawe, najsłabiej wypadły regiony z największą liczbą członków. W najliczniejszej w kraju małopolskiej PO (4,6 tys. członków) frekwencja wyniosła 45 proc., w Łódzkiem (3,4 tys. członków) - 41 proc.
- Bardzo niska frekwencja świadczy o tym, że w niektórych regionach struktury były pompowane - mówił "Gazecie" już w sobotę poseł
Jarosław Gowin z zarządu PO. A poseł Sławomir Neumann dorzucił, że powinien być przegląd partyjnych struktur.
Kraków napompowany? Według wielu naszych rozmówców pompowanie szczególnie widać w regionach, gdzie trwają wojny o władzę lokalnych liderów.
Jeszcze na początku 2009 r. PO w Krakowie liczyła 1,3 tys. osób. Teraz - 2,4 tys. Niektóre koła podwajały swą liczebność w dwa, trzy miesiące.
Jaki jest mechanizm pompowania kół? By wygrać na lokalnym zjeździe walkę o przywództwo, trzeba mieć jak najwięcej szabel, czyli delegatów. Ich liczba uzależniona jest z kolei od liczby członków w kołach. Dlatego opłaca się przyciągać nowych, nawet fikcyjnych członków.
- Temu, kto zapisze do koła nowych członków, paru znajomych czy członków rodziny, obiecuje się korzyści, np. dobre miejsce na liście do rady miasta. Składka członkowska to 5 zł miesięcznie. Niewiele, można ją za nową osobę nawet zapłacić - zdradza jeden z członków krakowskiej PO.
O władzę w Krakowie walczyły dwa obozy - posła Łukasza Gibały (siostrzeńca Gowina) oraz posła Ireneusza Rasia (związanym z silnym w krakowskiej Platformie Grzegorzem Lipcem). Podczas niedzielnego zjazdu o jeden głos wygrał Gibała, założyciel jednego z największych w Polsce kół PO.
- W 2008 r. to koło miało ponad 100 członków, teraz jest 285 - mówi zwolennik posła Rasia. - Albo koło młodych. W ciągu ośmiu miesięcy ub.r. z 20 osób wzrosło do 167, a więc osiem razy.
- Nic nie pompowałem, przyjmowałem osoby, które istnieją. Frekwencja na zebraniu wyborczym wyniosła 60 proc. przy średniej frekwencji 30 proc. w innych kołach - zapewnia Gibała.
Ale wcześniej na tego typu zarzuty odpowiadał w prasie, że to nie on "zaczął ten wyścig". Jako przykład podawał, że w trzech ostatnich miesiącach 2008 r. liczba członków PO w Krakowie wzrosła o prawie 300 osób, i to "głównie w kołach kojarzonych z Grzegorzem Lipcem".
Gibała informował wówczas o tym nawet Pawła Grasia, a gdy nie doczekał się reakcji, sam "rozpoczął aktywny nabór do kół".
Co z nauczką z czasów UW? Platforma próbowała zabezpieczyć się przed pompowaniem. Jej politycy pamiętają, jak w czasach Unii Wolności zdarzało się nawet zapisywanie do partii nieistniejących osób. W statucie PO jest zapis, że głos na zjeździe mają tylko ci, którzy należą do partii co najmniej pół roku.
Ale - jak mówią nasi rozmówcy - działacze i na to znaleźli sposób. Pompują koła rok czy kilka miesięcy przed wewnętrznymi wyborami. Najwięcej osób do małopolskiej czy łódzkiej Platformy zapisało się właśnie w ciągu ostatniego roku: w Małopolsce - ponad 1 tys. osób, w Łódzkiem - ponad 1,7 tys.
- To na pewno nienaturalny przyrost członków - komentuje szef śląskiej PO Tomasz Tomczykiewicz, członek zarządu Platformy. - Na pewno jest związany ze zbliżającą się walką w wewnętrznych wyborach. We wszystkich partiach tak się dzieje, a w partii władzy ta konkurencja jest jeszcze większa.
Zdaniem Tomczykiewicza do zapisania się do partii często namawia się rodzinę czy współpracowników. A czy nowi członkowie mają poglądy zgodne z tym, co głosi PO? - Lepiej by było, gdyby to byli członkowie z przekonania. Ale jak o wyborze na szefa powiatu czy regionu decyduje liczba głosów, to dzieje się tak, jak się dzieje. Ludzie się zbroją przed lokalnymi bitwami - tłumaczy Tomczykiewicz.
Polityk z zarządu PO: - Dobrym łowiskiem są uczelnie. Słyszałem, że szef jednego koła w Krakowie chodził pod
uniwersytet i namawiał wychodzących studentów.