Podjął tę decyzję kilka godzin przed pożegnaniem się z funkcją prokuratora generalnego. Niezależnej prokuraturze zostawił śledztwo postawione 18 lat temu na głowie.
Chodzi o wypadek/zabójstwo 19-letniego Jarosława Ostapkowicza z 1992 r. w Białymstoku. Opisaliśmy sprawę trzy tygodnie temu. Prokuratura uznała, że mężczyzna zginął z powodu przygniecenia przez
samochód, który stoczył się po podjeździe do domu. Matka Jarka podejrzewa, że to było zabójstwo. Podejrzenie rzuca na swojego brata.
Podobieństwo do sprawy porwania i zabójstwa Krzysztofa Olewnika jest uderzające. Najpierw błędy policji po odkryciu ciała. Potem forsowana jedna wersja: wypadek. Pomija się wątpliwości rodziny. A gdy na jaw wychodzą szwindle w prokuraturze (sfałszowanie protokołu wizji), kryje się je kolejnym umorzeniem.
- To była trudna decyzja - przekazała nam słowa ministra Kwiatkowskiego jego rzecznik Joanna Dębek. Bo, jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, Prokuratura Krajowa i Prokuratura Apelacyjna w Lublinie były przeciwne. - Minister sprawiedliwości, prokurator generalny uznał, że prokuratorzy powinni ponownie przeanalizować materiał i wykonać czynności procesowe, by wyjaśnić okoliczności podnoszone przez pokrzywdzonych - informuje Joanna Dębek. Co konkretnie mają zrobić prokuratorzy? - Zdecyduje Prokuratura Apelacyjna w Lublinie - odpowiada.
Wcześniejsze ustalenia lubelskich prokuratorów prof. Andrzej Rzepliński, kryminolog, podsumował tak: "Jarosław Ostapkowicz musiałby czekać na staczający się bardzo wolno samochód, stojąc na rękach i celując głową w zderzak, aby zatrzymać tak staczające się
auto, co w świetle zdrowego rozsądku i doświadczenia życiowego jest zupełnie nieprawdopodobne".
Dlatego wczoraj Walentyna Ostapkowicz, matka zmarłego, czuła radość i niepokój: - Mam nadzieję, że nastąpi sprawiedliwość. Ale ponieważ sprawa idzie do Lublina, boję się, że to będzie tylko walka z wiatrakami. Chciałabym, żeby przekazana została do obiektywnej prokuratury - mówi "Gazecie".