Włosi wybierali w niedzielę i poniedziałek władze 13 spośród 20 regionów, w tym prezydentów najbogatszych i najznaczniejszych, jak Lombardia, Piemont, Wenecja Euganejska oraz stołeczne Lacjum.
Choć wielu socjologów zapowiadało, że zmęczeni skandalami obyczajowymi i podejrzeniami korupcyjnymi wobec premiera Włosi dadzą mu wyborcze cięgi, to jednak centroprawicowa koalicja mogła wczoraj odtrąbić kolejne zwycięstwo. Partia premiera Lud Wolności (PDL) zdobyła bowiem blisko 27 proc. głosów, a jej rządowa koalicjantka Liga Północna - aż 12,7 proc. Na główną siłę opozycji - Partię Demokratyczną - głosowało ok. 26 proc. wyborców.
Opozycja zachowała wprawdzie urzędy prezydenta w siedmiu regionach, które są tradycyjnymi bastionami lewicy (jak np. Umbria), ale ludzie popierani przez Berlusconiego odebrali jej prestiżowe Lacjum, Piemont, Kalabrię oraz Kampanię i z wielką przewagą potwierdzili swą władzę w dwóch północnych regionach, gdzie rządzą już od wielu lat.
- Berlusconi się cieszy, ale powody do prawdziwego triumfu ma jego sojusznik Umberto Bossi z Ligi Północnej. Jego pozycja w koalicji z Berlusconim wzmacnia się z roku na rok - mówi politolog Roberto D'Alimonte.
Populistyczna Liga Północna, która w latach 90. domagała się secesji północnych Włoch, będzie miała po raz pierwszy w historii swych prezydentów regionów (w Piemoncie oraz Wenecji Euganejskiej). Choć w wyborach prezydentów Liga i partia Berlusconiego popierały wspólnych kandydatów, to rywalizowały w jednoczesnych wyborach do rad regionalnych. I tu Liga pobiła swój kolejny historyczny rekord, bo wygrała wybory samorządowe w Wenecji Euganejskiej (ze stolicą w Wenecji). Zdobyła tam 36 proc. głosów, bijąc na głowę inne partie z prawicy.
Liga, która zdołała podwoić swe notowania od poprzednich wyborów regionalnych w 2005 r., zdobywa popularność dzięki obietnicom walki z nielegalną imigracją, przestępczością oraz - to główny powód oskarżeń o ksenfobię - prostym wiązaniem tych dwóch problemów w hasłach wyborczych, że "kradną i zabijają obcy". Politycy Ligi przejęli głosy bardzo wielu północnowłoskich robotników, którzy jeszcze w latach 90. głosowali na socjalistów i komunistów. Źródłem ich frustracji z powodu bezrobocia i groźby spadających płac nie są już złowrodzy przemysłowcy, lecz masowa imigracja.
- Dzięki naszym świetnym wynikom szybko wprowadzimy federalizm podatkowy - obiecywał wczoraj Bossi, które przed dekadą wezwania do secesji zamienił na obietnice autonomii północnych Włoch oraz zatrzymania przepływów podatkowych z tej najbogatszej części kraju do Rzymu oraz na biedne Południe. Choć Berlusconiemu przez lata udawało się cichcem sabotować te plany koalicjanta, to rezultaty wyborcze Ligi utrudnią teraz lekceważenie jej postulatów w rządzie. Niewykluczone, że Berlusconi będzie też musiał zaostrzyć politykę antyimigracyjną.
Przegrana centrolewica, która od dawna cierpi na brak charyzmatycznych przywódców, zrzuca część winy za porażkę na monopol Berlusconiego w telewizjach. Premier jest bowiem właścicielem trzech głównych kanałów prywatnych oraz ściśle kontroluje dwa spośród trzech kanałów publicznej RAI. Pomimo gorszących opisów bachanaliów 73-letniego Berlusconiego z prostytutkami centroprawicę popiera
Kościół, który także przed ostatnimi wyborami przypomniał, aby nie głosować na polityków postulujących liberalizację in vitro czy wprowadzenie związków gejowskich.