Jezus: To nie moja krew, to triki teatralne
Jezus ma 45 lat, zaczyna siwieć. Jest kawalerem, mieszka z mamą, siostrą i szwagrem. Chciał być księdzem, został informatykiem, pracuje w banku. Fascynuje go buddyzm i fizyka. Dba o sylwetkę, korzysta z siłowni przy duszpasterstwie, biega. Ma słabość do coca-coli. Znajomi mówią o nim: - Niesłychanie spokojny człowiek, sympatyczny, skryty.
Wstąpił do seminarium. - Ale widocznie Panu Bogu byłem potrzebny gdzie indziej - mówi. Nie dopuszczono go do święceń. - Właściwie do tej pory nie znam powodów. Nie pasowałem do schematu, tak to sobie tłumaczę.
Temat pracy magisterskiej na teologii: związki między medytacją buddyjską a chrześcijańską. - Stwierdziłem, że coś jest w medytacji buddyjskiej ważnego, co być może w chrześcijaństwie zostało gdzieś zakopane głęboko pod ziemią.
Pracę pisał u ks. Tomasza Węcławskiego, który niedawno wystąpił z Kościoła i dokonał aktu apostazji. - Śledziłem to, on nie tylko odłączył się od Kościoła, ale nawet nie wierzy w Chrystusa jako Boga. To jest przejmujące. Że poszedł w takim kierunku, aż tak... Jeśli Chrystus nie był Bogiem? To nie ma historii zbawienia, żadnej nadziei. Co pozostaje? Nie wyobrażam sobie...
Pracuje na etacie w Gospodarczym Banku Wielkopolski SA. - Jezus? Nie wiem... Nie odpowiadamy za to, co robią nasi pracownicy po godzinach, wiem, że biegają w maratonach i mają różne pasje - odpowiada rzecznik prasowy banku.
Po chwili oddzwania: - Tak, pracuje u nas! Kadrowa go zna. Zaskoczyła mnie pani, tym bardziej że informatycy kojarzą się zwykle z dużym luzem, on jest inny - tłumaczy.
- Sumienny - ocenia go szef. - Nie musi się za bardzo charakteryzować
Koledzy z banku do pasji Ziemowita Howadka podchodzą z szacunkiem. Od 13 lat gra Jezusa.
Kiedy zagrał pierwszy raz, miał lat 33.
- Reżyser zapytał mnie, czy nie zagrałbym głównej roli. "Daję ci jeden dzień, zastanów się". Od razu wiedziałem, że się zgodzę - opowiada Howadek.
- Miałem na oku karmelitę, bardzo był podobny do Jezusa, ale jakoś nie chciał, chyba tego nie czuł. Wybrałem Ziomka, znałem go od lat i też jest podobny, prawda? - dopowiada Artur Piotrowski, reżyser i główny twórca Misterium Męki Pańskiej, które od 1998 roku wystawiane jest na Cytadeli w Poznaniu.
Zaczęło się jako spontaniczne przedsięwzięcie młodych z duszpasterstwa salezjanów - dziś reklamuje się na plakatach jako "największe widowisko pasyjne w Europie". Co roku ogląda je kilkadziesiąt tysięcy widzów - organizatorzy szacują, że nawet 100 tysięcy. Ludzie przyjeżdżają z całej Polski. "Z myślą o mieszkańcach Warszawy i okolic PPKS Warszawa jako Oficjalny Przewoźnik Misterium organizuje specjalne przejazdy komfortowymi autokarami". Widowisko wydano na DVD - na płycie m.in. "12-kamerowa realizacja TV z zapierającymi dech w piersiach ujęciami ze śmigłowca". W tym roku sceny drogi krzyżowej można było oglądać na ustawionym na Cytadeli telebimie. Reżyser zdradza dalsze plany: za rok chciałby wystawić misterium na Służewcu w Warszawie.
Misterium ma swoich ludzi od "kontaktu z mediami". Telefon do "Gazety": - Czy nie chcielibyście zrobić wywiadu z Jezusem Chrystusem?
Kiedy przychodzę na spotkanie, Jezus nie skończył jeszcze udzielać wywiadu innemu dziennikarzowi.
- Pan lubi udzielać wywiadów?
- Wolałbym, żeby było tego mniej. Szczególnie tego ostatniego dnia chciałbym mieć spokój, niestety, od kilku lat jest to niemożliwe, jakaś gazeta nagle się budzi, że potrzebują na jutro wywiad z Jezusem, ktoś chce sesję zdjęciową, jeszcze jakieś nagrania z telewizjami. I taki zmęczony po tym szale z mediami wychodzę na misterium.
- Co pan czuje, kiedy wychodzi jako Jezus i widzi tłumy?
- Ja nie mam właściwie czasu na żadną refleksję, muszę się skupić na tym, żeby jak najlepiej zagrać.
- To dla pana zadanie aktorskie?
Źródło: Duży Format