http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sztuka wyjęta spod prawa

Roman Pawłowski
2010-03-29, ostatnia aktualizacja 2010-03-29 18:39

Czy można oszukać artystę i nie zapłacić mu za jego prace? Tak, o ile ich treść narusza "zasady współżycia społecznego" - uznał Sąd Rejonowy dla Krakowa-Podgórza

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Tomasz Kozak, artysta sztuk wizualnych z Lublina, do dziś nie może otrząsnąć się po wyroku, jaki zapadł jesienią w sprawie, którą wytoczył krakowskiemu wydawcy Andrzejowi M.

Należąca do M. Oficyna Wydawnicza Mireko z Krakowa chciała w 2006 r. wydać kalendarz z reprodukcjami prac Kozaka. Wydawca podpisał z nim umowę na 4 tys. zł, ale nie zapłacił. Kalendarz zaś ukazał się potem - jak twierdzi Kozak - bez jego wiedzy.

Sprawa ciągnęła się trzy lata, aż w październiku sędzia Edyta Barańska oddaliła powództwo, uznając, że umowa między artystą i wydawcą od początku była nieważna, ponieważ prace, których dotyczyła, są "sprzeczne z zasadami współżycia społecznego". Sędzia oceniła obrazy Kozaka jako "wulgarne", "makabryczne" i o "wątpliwych wartościach artystycznych". Budzą one także podejrzenia o propagowanie faszyzmu, pornografii i znieważanie flagi państwowej. W efekcie uznała, że wydawca nie musi płacić artyście.

- Pomyślałem, że skoro mogę być okradziony w majestacie prawa jako artysta nieobyczajny, to dlaczego nie wygnać mnie z miasta batogami? - mówi Tomasz Kozak.

Obrazy zamieszczone w kalendarzu Kozak pokazywał wcześniej na indywidualnej wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie zatytułowanej "Wprowadź mnie do głębszych mocy" (to cytat z twórczości Tadeusza Micińskiego) oraz na zbiorowej wystawie "Za czerwonym horyzontem" w tej samej galerii. Nawiązuje w nich z jednej strony do narodowej polskiej mitologii (np. obrazów Grottgera), a z drugiej do estetyki propagandy nazistowskiej, obie traktuje wywrotowo i krytycznie, zestawiając je z obrazami perwersji i sadyzmu.

- Kultura demokratyczno-liberalna koncentruje się na postulatach bezpieczeństwa i stosowności. Mnie zajmują antytezy tej rzeczywistości - idee niebezpieczne i niestosowne - mówi Kozak.

Jego prace cieszą się od lat dużym zainteresowaniem krytyki, pisała o nich m.in. prof. Maria Janion w "Niesamowitej Słowiańszczyźnie". Co więcej, prokuratura na wniosek tego samego krakowskiego sądu już kilka lat temu sprawdzała, czy obrazy Kozaka nie naruszają prawa. Artysta był przesłuchiwany, jednak dochodzenie umorzono z powodu niewykrycia cech przestępstwa.

- Jeżeli można moim obrazom cokolwiek zarzucić, to raczej obrażanie czci Hitlera (patrz zdjęcie ). Mógłbym narazić się brunatnym pałkarzom - śmieje się Kozak.

Sprawę Kozaka nagłośniła inicjatywa w obronie wolności twórczej Indeks 73, zainteresowała się nią także Helsińska Fundacja Praw Człowieka, która w tym miesiącu objęła ją Programem Spraw Precedensowych. Opinia prawników fundacji nie zostawia na wyroku suchej nitki. "Sąd nie powinien określać funkcji, jakie powinna pełnić sztuka, i na tej podstawie dokonywać oceny zgodności przejawów twórczej aktywności z zasadami współżycia społecznego. W kompetencji sądu nie powinno leżeć w ogóle dokonywanie oceny walorów estetycznych dzieł artystycznych, a także definiowanie sztuki".

Zdaniem Fundacji Helsińskiej wyrok krakowskiego sądu narusza zarówno prawo polskie, jak i europejską konwencję praw człowieka, bo ogranicza bez uzasadnienia swobodę artystyczną. Fundacja zwraca także uwagę na nadgorliwość sędzi, która oceniała jakość artystyczną prac Kozaka, mimo że sprawa nie dotyczyła w ogóle tej kwestii.

W ubiegłym tygodniu Sąd Apelacyjny w Krakowie, do którego odwołał się artysta, uchylił wyrok sądu rejonowego z powodów proceduralnych. Uznał, że sprawą powinien zająć się sąd okręgowy, a nie rejonowy, i przekazał ją do ponownego rozpatrzenia. Nie odniósł się jednak do treści wyroku, według którego można nie płacić artyście, jeśli jego sztuka narusza "zasady współżycia społecznego".

Na całej sprawie najbardziej skorzystał wydawca - nakład kalendarza rozszedł się na pniu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 55 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    34 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':