Znakomita amerykańska dziennikarka Anne Applebaum opisała w niedzielnym wydaniu internetowego magazynu "Slate" swoje przeżycia jako żony kandydata na kandydata PO w czasie zakończonych w sobotę partyjnych prawyborów PO. Jej uwagi są gorzkie, pouczające i zastanawiające.
Oto fragmenty, całość na "The Candidate's Wife" "Gdy pytają mnie o politykę energetyczną Unii Europejskiej, lub o znaczenie wyborów ukraińskich, mogę mówić cały dzień. Ale gdy pytają "dlaczego zakochałam się w moim mężu", niemieję. Przecież nie mogę powiedzieć - "Nie pamiętam, szczerze, to wszystko jest takie rozmyte ", bo to nie nadaje się dla śniadaniowej TV. Zbyt późno zorientowałam się, że nie jest ważne co mówisz, ale jak to mówisz: złożoność, ambiwalencja źle brzmi przed kamerą. Dodatkowe szczegóły np. że "podczas naszego pierwszego spotkania był ze swoją dziewczyną, którą polubiłam" mogą popsuć narrację.
(...)Przed kampanią mój mąż był najpopularniejszym politykiem w kraju. (...) Lecz po ogłoszeniu, że ubiega się o najwyższy urząd, zalało nas tsunami złych emocji, które pojawiło się nie wiadomo skąd. Nagle stało się OK wymyślanie najbardziej żałosnych historii o nim - i o mnie - i drukowanie ich w gazetach. Nie można było ich prostować, bo człowiek naraziłby się na śmieszność.
(...)Oczywiście, nie zagłosowałabym na Radka Sikorskiego, tego z wątpliwym obywatelstwem i sfałszowanym dyplomem. I nie wyszłabym także za niego za mąż, ponieważ taki Radek nie istnieje.
(..) Widocznie, te cechy które Polacy podziwiają u ministra spraw zagranicznych - obce języki, doświadczenie dyplomatyczne, nawet poczucie humoru - to nie są tymi, których pożądają u głowy państwa. Niech tak będzie. I choć powinno było się przygotować na taką nagłą zmianę postrzegania, i powinno się być gotowym na te złe emocje, to jakoś się nie jest. (...)
Chyba po raz pierwszy poczułam się solidarna z
Hillary Clinton: "Nie podoba się wam, to nie głosujcie na niego". Ale po nie mówcie mi o tym, OK.?"
(przekład i skróty od redakcji)