http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ten kraj potrafi się naprawić sam

Marcin Bosacki
2010-03-29, ostatnia aktualizacja 2010-03-28 20:50

Obamie i Amerykanom życzę, by USA 2012 różniły się od USA 2008 tak jak fordy model 2010 od fordów 2005 - felieton z cyklu "Tak wygląda Ameryka"

Marcin Bosacki
Marcin Bosacki
Obama przemawia 21 marca po przyjęciu ustawy zdrowotnej. Obok Joe Biden
Fot. JASON REED REUTERS
Obama przemawia 21 marca po przyjęciu ustawy zdrowotnej. Obok Joe Biden
Zrobiłeś to! Wielka pierd.... na sprawa! - powiedział półgłosem do Baracka Obamy wiceprezydent Joe Biden na uroczystości podpisania ustawy o reformie systemu zdrowia.

Wychwyciły to kamery i mikrofony. Biden po raz kolejny narobił prezydentowi ambarasu swym niewyparzonym językiem (mogę się założyć, że do boju o reelekcję Obama wybierze innego kandydata na wiceprezydenta), ale tak naprawdę miał rację. Uchwalenie reformy zdrowia to jest wielka sprawa i najpoważniejsze zwycięstwo polityczne Obamy od wprowadzenia się do Białego Domu.

Notowania podskoczyły samemu Obamie i reformie, choć tylko troszkę. Ludzie od przywódcy, który wszystko zaczyna, ale mało co kończy (Obama przez rok), wolą przywódcę, który może się pochwalić sporym osiągnięciem, nawet jeśli jest ono tak kontrowersyjne jak reforma zdrowia. Bo jej przeciwników nadal jest więcej niż zwolenników. A emocje wciąż szaleją.

Przez ostatni tydzień wysłano groźby lub zbito szyby w kilkunastu biurach kongresmanów demokratycznych, bratu jednego (przez pomyłkę?) przecięto nawet przed domem rurę z gazem. Po drugiej stronie jest podobnie - wiceszef Republikanów dostał w witrynę swego biura w Richmond kulę z karabinu.

Ciekawy jest przypadek demokraty Barta Stupaka, przeciwnika aborcji. Przed głosowaniem otrzymywał w biurze i domu dziesiątki telefonów z wyzwiskami od wyborców (aktywistów?) lewicowych - bo deklarował, że reformy nie poprze. Gdy w ostatniej chwili zmienił zdanie i zagłosował "tak", dostaje pogróżki od prawicowców...

Republikanie chcą wygrać wybory do Kongresu w tym roku oraz prezydenckie w 2012 r. i zmienić reformę. Być może im się uda, jeden z sondaży pokazał właśnie, że aż 62 proc. Amerykanów chce, by prawica "walczyła dalej" w sprawie reformy. Ale to nie skończy się jej cofnięciem, a raczej poprawą.

To, co jest w demokracji, zwłaszcza amerykańskiej, atrakcyjne, to ta bezustanna korekta. Obama jest korektą Busha. Jego reforma zdrowia - korektą skandalu, że 15 proc. Amerykanów nie ma ubezpieczenia (nawet jeśli część z nich dobrowolnie tak wybiera). Ale jednocześnie ta reforma jest kosztowna i zbyt mało zwraca uwagi na galopujące koszty ubezpieczeń, co się ludziom nie podoba. Dlatego możliwa jest kolejna korekta, być może prawica reformę nieco odradykalni i odchudzi. Ale nie wierzę, że cofnie jej dobre strony, jak prawie powszechne ubezpieczenie czy zakaz odmowy polis osobom chorym. W końcu (oby!) wyjdzie kompromis odpowiadający większości Amerykanów.

Ta zdolność Ameryki do bezustannej naprawy, często własnych błędów, jest imponująca. I widać ją na różnych polach. W polityce zagranicznej np. w Iraku. Przez pierwsze trzy i pół roku okupacji tego kraju Amerykanie robili tam niemal wszystko źle. Pod koniec 2006 r., gdy wszyscy, łącznie z większością własnego społeczeństwa i klasy politycznej, wzywali do szybkiej rejterady, zdecydowali się na jeszcze jeden wysiłek uspokojenia kraju (i nie polegał on, jak się z dziwnym uporem w Polsce pisze, na "przekupieniu bandytów"). Udało się, czego ostatnie wybory są dobitnym dowodem.

To niekoniecznie oznacza rehabilitację decyzji o wojnie. Ale dzięki temu Amerykanie zostawią Irak w stanie nie tylko lepszym, niż gdyby zwiali w środku wojny domowej w 2007 r., ale też lepszym niż był za Saddama.

Naprawę błędów widać i w gospodarce, nawet w tak beznadziejnej kilka lat temu dziedzinie jak motoryzacja. Jednym z najciekawszych wydarzeń ostatniego tygodnia było ogłoszenie nowych badań niezawodności aut w USA. Prowadzi niemieckie porsche, ale tuż za nim, obok japońskiego lexusa, są ford, lincoln (też produkt Forda) i buick (General Motors).

Cztery lata temu Ford i nieco później GM, produkujące niemal złom i stojące nad przepaścią, zdecydowały się na radykalne zmiany, Fordowi udało się nawet uniknąć bankructwa i pomocy państwa. I teraz produkuje on lepsze auta niż sławni konkurenci japońscy, ma najwyższy udział w rynku...

Za dwa lata Barack Obama będzie kończył swą pierwszą kadencję i walczył o reelekcję (patrz Liczba tygodnia). Przed Ameryką bardzo wiele rzeczy jest wciąż do naprawienia, wisi nad nią np. kolosalny dług publiczny, z którym Obama walczy tylko na razie hasłami. Jednak Obamie i Amerykanom życzę, by USA 2012 różniły się od USA 2008 tak jak fordy model 2010 od fordów 2005.

Liczby tygodnia - 45-41

Taką przewagę w sondażach ma dziś Obama z najlepszym kandydatem Republikanów na prezydenta Mittem Romneyem. To pokazuje słabość wyboru na prawicy, bo Romney jest politykiem sprawnym, ale tak drewnianym, że wyraźnie przegrał prawybory w 2008 r. z Johnem McCainem. Pozostali kandydaci Republikanów przegrywają z prezydentem dużo wyżej, najbardziej Sarah Palin (34 do 52). Ale jest i zła wiadomość dla Obamy - 54 proc. rodaków uważa, że przegra on za dwa lata wybory.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':