Aleksandra Klich: Czy przedszkola zmieniają świat?
Teresa Ogrodzińska: Odpowiem anegdotką. W ramach naszej akcji "Obywatel dziecko" dorośli pytali dzieci, co im przeszkadza, czego brakuje, z czym się źle czują w swoim otoczeniu. Dzieci ze świetlicy we wsi Ludwichowo w Borach Tucholskich powiedziały, że chcą mieć porządną toaletę. Bo wstydzą się przed dziećmi z innych wsi i przed turystami, że muszą korzystać ze sławojki. Na posiedzeniu rady sołeckiej pani świetliczanka powiedziała: "Nawet dzieci się wstydzą, że nie mamy toalety w świetlicy", i stał się cud. Rada zdecydowała o budowie toalety.
I co? Czy dzieci nie mają siły zmieniania świata?
Ale co mają do tego przedszkola?
- Dobre przedszkola wypuszczają dzieci, które są ciekawe świata, samodzielne, chętnie pracują w grupie, są pewne siebie. Chcą się uczyć, dostrzegają rzeczy, których my, dorośli, nie widzimy. I komunikują nam to.
W dobrym przedszkolu stają się obywatelami, którzy w przyszłości zmienią nasz kraj. Dlatego tak ważne jest, żeby przedszkoli przybywało i żeby były coraz lepsze.
Co to jest dobre przedszkole?
- Takie, które ma dobrych nauczycieli, dobry program pracy z dziećmi i dobrą współpracę z rodzicami. Dobry nauczyciel traktuje każde dziecko jak jednostkę, potrafi dopasować program pracy do jego indywidualnych potrzeb. Jest krok za dzieckiem, nie przed nim, by nie zabijać jego kreatywności, uważnie je obserwuje i stara się zrozumieć, jak myśli. Nie zżyma się, gdy dziecko narysuje czarne jabłko albo zielone słońce. Dobra nauczycielka ustala z dziećmi "co dzisiaj robimy?". Dzieci nie mają ochoty malować wiosny? To wyjdziemy i poszukamy jej w parku.
I bardzo ważne: dobre przedszkole to takie, które ojca i matkę traktuje jak pierwszych ekspertów w dziedzinie wychowywania dziecka. Wychowanie przedszkolne nie może być niezgodne z systemem wartości panującym w domu.
Rodzice pytają: po co posyłać trzyletnie dziecko do przedszkola, skoro tam się tylko bawi.
- Edukacja to nie są literki, liczenie. Do naszych wiejskich punktów przedszkolnych przychodzą czterolatki, które nigdy nie trzymały w rękach kredki ani ołówka. Dziecko, które dostaje kredkę, szybko znajduje radość w rysowaniu. Ktoś jednak musi podsuwać dzieciom możliwości, rozwiązania, zabawki, które będą stymulować ich rozwój.
Nie może tego robić mama albo babcia?
- Może. Dziecko się rozwija, jeżeli mama albo babcia z nim dużo rozmawia, czyta mu książki, podsuwa klocki i kredki, śpiewa z nim piosenki, robi ćwiczenia gimnastyczne. Ale ani mama, ani babcia nie zastąpią dziecku rówieśników. Dzieci bardzo wcześnie nabywają umiejętności społecznych i potrzebują kontaktów z innymi dziećmi. Dlatego już dwulatek powinien mieć możliwość codziennego kontaktu z rówieśnikami.
A jeśli wychowuje się w wielodzietnej rodzinie? Może wtedy nie warto wysyłać malucha do przedszkola?
- Żeby dziecko dobrze się rozwijało, to poza poczuciem bezpieczeństwa, które zapewnia mu rodzina, potrzebuje wyzwań. W rodzinie wie, z kim jest mu po drodze. Łatwo i szybko oswaja sobie sytuację. W przedszkolu jest inaczej, trzeba się dogadywać z rówieśnikami i z wychowawczynią, radzić sobie z kłótliwym kolegą czy koleżanką.
Obserwowałam, jak dwuletni chłopiec usiłował namówić kolegę, by ten dał mu mały samochód strażacki. Najpierw próbował włączyć się do zabawy, potem przyniósł inny samochodzik - na wymianę. Bez żadnej przemocy, wyrywania udało mu się załatwić to, co chciał. Dzieci same wypracowują różne techniki negocjacyjne, ważne jest tylko, żeby stymulować takie umiejętności. Dobre przedszkole to świetny trening do życia społecznego. Im wcześniej rozpoczęty, tym lepsze daje rezultaty. Dzieci lepiej się odnajdują w szkole, nie tracą czasu na stresującą adaptację.
Na wsi dzieci same się wychowują w grupie, na podwórkach. Biegają po lasach, polach. One też potrzebują wczesnego przedszkola?
- Dzieci wiejskie są tak samo osamotnione jak miejskie. Też rodzi ich się mniej. Nie biegają po polach i lasach z rówieśnikami, bo rodzice się o nie boją i zamykają je w domu, na podwórkach. Ogromną rolę w ich życiu odgrywa telewizja. Siedzące w domu mamy namiętnie oglądają seriale, a dzieci, niestety, często im w tym towarzyszą.
Opiekujecie się dwustoma ośrodkami przedszkolnymi, w większości wiejskimi. Szkolicie nauczycieli, pilnujecie, czy przedszkole dobrze działa. Ale pieniądze muszą dawać samorządy. Łatwo je namówić?
- Mówimy im, że mózg dziecka jest najbardziej chłonny w ciągu pierwszych kilku lat życia. Że z ekonomicznego punktu widzenia inwestycja w małe dzieci zawsze się zwraca. Że łatwo i szybko można rozpoznać problemy zdrowotne, że dzieci po przedszkolu mają łatwiejszy start w szkole. Z amerykańskich badań wynika, że dorośli, którzy w dzieciństwie korzystali z dobrych programów edukacyjnych, więcej zarabiają, są lepiej wykształceni, w znacząco mniejszym stopniu korzystają z opieki socjalnej.
Źródło: Gazeta Wyborcza