http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dlaczego zatonął okręt Południowej Korei

Maria Kruczkowska
2010-03-27, ostatnia aktualizacja 2010-03-26 21:06

W piątek zatonął południowokoreański okręt, ale Seul nie oskarża o to Korei Północnej. Nieco wcześniej Pjongjang ostrzegł Seul i Waszyngton, by nie próbowały obalać ustroju Korei Płn.

Cheonan na zdjęciu archiwalnym
Fot. AP
Cheonan na zdjęciu archiwalnym
Na Morzu Chińskim w pobliżu granicy obu państw koreańskich zatonął okręt o wyporności 1500 ton, ze 104 marynarzy przeżyło 58, a pozostali są zabici lub zaginieni. Południowokoreańska agencja Yonhap pisała też, że okręt Korei Południowej ostrzelał potem niezidentyfikowaną jednostkę, która oddaliła się w stronę wybrzeża Korei Płn.

Na wieść o tym w Seulu w trybie nadzwyczajnym zwołano naradę szefów resortów odpowiadających za bezpieczeństwo. Jednak władze starały się zmniejszać wagę incydentu. - Jest przedwczesne by mówić o przyczynach zatonięcia. Nie jest też jasne czy za atakiem stoi Korea Północna - mówił rzecznik pałacu prezydenckiego. Wieczorem ministerstwo obrony podało, że z nieznanych przyczyn na okręcie powstała dziura, która spowodowała zatonięcie. Zdaniem Seulu obrazy satelitarne nie pokazywały obecności jednostek północnokoreańskich w pobliżu miejsca katastrofy.

Wiadomo, że kilka godzin przed incydentem północnokoreańska armia ogłosiła komunikat skierowany do Seulu i Waszyngtonu: "Ci, którzy chcą obalić system panujący w Korei Północnej niezależnie od tego, czy odgrywają aktywną, czy bierną rolę, padną ofiarami bezprecedensowych ataków nuklearnych niezwyciężonej armii". Jak napisała północnokoreańska agencja prasowa, to reakcja Pjongjangu na opublikowany przez seulskie media raport o przygotowywanych planach na wypadek destabilizacji w Korei Płn.

Ponieważ Pjongjang często ucieka się do takich gróźb, więc Seul i Waszyngton zareagowały spokojnie, zwyczajowo wzywając reżim Kim Dzong Ila, by wrócił do międzynarodowych negocjacji w sprawie programu nuklearnego Korei Płn. Niedługo potem doszło do incydentu na Morzu Żółtym.

Między obiema Koreami dochodzi sporadycznie do wymiany ognia zwłaszcza w rejonie granicy morskiej na Morzu Żółtym. Rok temu okręty obu państw ostrzeliwały się, ale obyło się bez ofiar.

Mimo oświadczeń Seulu piątkowy incydent wydaje się najpoważniejszym w ciągu ostatniej dekady, a doszło do niego w okresie, gdy Korea Północna szykuje się do sukcesji po schorowanym 67-letnim Kim Dzong Ilu.

Sytuację wyczerpanej Północy i jej gospodarki pogarsza budowa arsenału nuklearnego i skutki nieudanej reformy pieniężnej. W środę dowódca sił USA w Korei Płd. generał Walter Sharp powiedział przed komisją Kongresu, że trzeba być gotowym na nagłe załamanie się Północy.

Od 1953 roku, kiedy podpisano rozejm wstrzymujący działania wojenne na Półwyspie Koreańskim. oba kraje pozostają w stanie wojny. Półwysep dzieli strefa zdemilitaryzowana, a położony od niej o pół godziny jazdy samochodem Seul jest w zasięgu północnokoreańskiej artylerii.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':