Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
W czwartkowym "Dużym Formacie", dodatku do "Gazety Wyborczej" dokonano medialnego linczu firmy promującej trumny za pomocą kalendarza przedstawiającego produkt (czyli trumnę) prezentowaną przez modelkę. Jednoznacznie potępiono pomysł, od samego tytułu po komentarze autora artykułu. Jednocześnie w tym samym DF nazywa się "sztuką" porno (bo homoseksualne, więc na czasie), a artystą jest ten, kto szokuje. Zresztą od dawna "Gazeta" promuje i broni sztuki kontrowersyjnej do granic dobrego smaku. Dziewczyna z trumną to kicz i obraza dobrego smaku, a gejowskie porno, krzyż w moczu, zbliżenia genitaliów czy wreszcie zwyczajnie kiepskie obrazy o odpowiedniej tematyce to sztuka?
Zestawienie tych dwóch trendów budzi we mnie pytanie - hipokryzja czy niekonsekwencja? Sztuka bez gorsetu a reklama pod ścisłą cenzurą?
Gdzieś w głębi umysłu kiełkuje myśl niepokojąca, budzącą odrazę do samej idei, a jednak niezupełnie absurdalna: "czy oponenci "Gazety" spod znaku moheru i krzyża celtyckiego nie mają może racji, że "Gazeta" gloryfikuje bezwzględnie wszystko co homoseksualne i antykościelne, zarazem forsując dyktaturę lewicowej poprawności politycznej?"
Przeraża mnie jedność myśli z grupą o ciasnych umysłach, tym bardziej przeraża, że mogą mieć rację.
Czytam "Gazetę Wyborczą" od kilkunastu lat. Czytam, bo była trybuną wolności i myśli niezależnej u zarania demokracji. I nie chcę odkryć, że stała się narzędziem propagandy. A wspomniany nekrokalendarz ma moim zdaniem duży potencjał artystyczny. Zdjęcia są naprawdę dobre kompozycyjnie. Tematyka porusza i prowokuje do myślenia. Może gdyby przedsiębiorca zaznaczył, że należy do jakieś prześladowanej mniejszości i kalendarz to wyraz jego buntu, a nie reklama, to wydźwięk artykułu byłby zupełnie inny.