- Poważnie bierzemy pod uwagę zamknięcie ośrodka w Łomży - przyznaje Ewa Piechota, rzeczniczka Urzędu do spraw Cudzoziemców. - Obserwujemy w tym mieście napięcia, które nie sprzyjają prawidłowemu funkcjonowaniu obiektu i nie służą ludziom, którzy mają za sobą traumatyczne przeżycia.
- Powiedzieli nam już w ośrodku, że mogą go zamknąć i nie wiadomo, gdzie nas przeniosą. Szkoda, bo dzieci już się przyzwyczajają... - mówi Karen Meirabyan, Gruzin z Tbilisi. W Polsce jest od siedmiu miesięcy.
Ośrodek w zajeździe Zacisze funkcjonuje od prawie dziesięciu lat. Spółka-właściciel zajazdu co roku wygrywa przetarg na jego prowadzenie.
Obecna umowa obowiązuje do czerwca. Potem Czeczeni z Łomży będą mogli wybrać ośrodek, do którego chcą się przenieść. Tak samo było w Katowicach, gdzie w 2008 r. pod presją samorządu azyl dla uchodźców zamknięto.
- To będzie trudne przedsięwzięcie - mówi Piechota. - Ludzie to nie kartony z magazynu. Zaczynają układać sobie życie w obcej kulturze, systemie prawnym, a my musimy przenieść ich tak, by nie odnieśli uszczerbku. Ale pozostawienie ich w miejscu, gdzie może dojść do eskalacji konfliktu, jest gorszym rozwiązaniem. Czasem trzeba wybrać mniejsze zło.
W łomżyńskim ośrodku przebywa teraz nieco ponad sto rodzin. Kilkaset osób po wyjściu z ośrodka osiedliło się w mieście.
Kampania nienawiści O likwidację ośrodka zabiegał od września poseł
PiS Lech Kołakowski. Argumentował, że docierają do niego skargi mieszkańców, którzy czują się zagrożeni. Policyjne statystyki tego nie potwierdzały - w 2009 r. odnotowano tylko osiem drobnych incydentów wywołanych przez uchodźców. W tym roku nie było żadnych zgłoszeń.
Krótko po nagłośnieniu wniosku posła na ulicy pobite zostały dwie Czeczenki. Napastnik krzyczał: - Taliban do Czeczenii.
Starszyzna w ośrodku i pracownicy pomagającej uchodźcom fundacji Ocalenie musieli tłumić nastroje odwetowe.
Apel posła znalazł odzew. Na forach popierali go internauci, a w lutym miasto zasypały ulotki i nalepki z hasłami po rosyjsku: "My tu was nie chcemy" i "Won z naszego miasta". Anonimowe listy przeciwko "obcym" zaczęły zalewać biura prezydenta, rady miejskiej, parlamentarzystów, podlaskie redakcje. W lutym do dyrektora generalnego Urzędu wpłynęła podpisana przez 772 osoby petycja przeciwko ośrodkowi.
Wszystkie protesty łączy osoba posła Kołakowskiego. To on użyczał niezadowolonym swojego biura na spotkania i podawał swój adres do korespondencji. - Nie widzę w tym nic złego - mówi poseł.
Wsłuchuję się w głosy Czy poseł Kołakowski jest z siebie dumny? - Jaka tam duma - macha ręką. - Rolą posła jest wsłuchiwanie się w opinie wyborców, a wiele osób - na dyżurach, na ulicy - zgłaszało mi problemy z uchodźcami. Wsłuchuję się w głosy mieszkańców, działam na rzecz naszej małej ojczyzny.
Gdy pod koniec września opisaliśmy sprawę po raz pierwszy, poseł na chwilę zmienił front. Zadeklarował, że będzie teraz działać na rzecz uchodźców. W świetle kamer wręczał czeczeńskim dzieciom stuzłotowe banknoty. - To moja prywatna sprawa - tłumaczy dziś.
Już w połowie października poseł powtórzył jednak, że będzie dalej działał na rzecz usunięcia ośrodka z miasta. - Idą wybory, a uchodźcy to najłatwiejsza droga do zdobycia głosów - twierdzi Satsita Khumaidowa, pracująca dla fundacji Ocalenie. - Może mieszkańcom się wydaje, że poseł jest tym jedynym potrzebnym Łomży zbawcą. Ale problemy nie znikną razem z uchodźcami. Będzie źle, nawet jeśli ani jednego Czeczena tu nie będzie.
Lech Kołakowski: - Może grupa mieszkańców widziałaby obecnego parlamentarzystę na czele samorządu, to miłe, ale dziś jeszcze za wcześnie na podejmowanie decyzji o kandydowaniu. Sprawa uchodźców nie była po to, by mi w czymkolwiek pomagać czy przeszkadzać.
Stracą wszyscy Sprawie biernie przygląda się z łomżyński samorząd. - Problem przerósł nasze możliwości. Potrzebne są systemowe rozwiązania rządu - powiedział nam prezydent miasta Jerzy Brzeziński.
- Likwidacja ośrodka nas odciąży - przyznaje wprost Wiesław Jagielak, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. I wylicza wydatki gminy na uchodźców w zeszłym roku: zasiłki okresowe dla 74 rodzin po programie - 94 tys. zł, pomoc w zakresie dożywiania dla 54 osób - 64 tys. zł, zasiłki celowe dla 31 osób - 9,5 tys. zł. - Kiedy uchodźcy wychodzą z rocznego programu integracyjnego, dofinansowanie raptownie spada. Zimny prysznic. Ciężko patrzeć, ale nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć ich wszystkich potrzeb... Często brakuje im na leki, na żywność, nie mówiąc o mieszkaniach komunalnych, na które jest długa kolejka. Im uchodźców będzie mniej, tym łatwiej będzie ich, mówiąc brzydko, zagospodarować.
Łatwość, z jaką Urząd likwiduje ośrodek, jest zaskoczeniem dla fundacji Ocalenie. - To niekonsekwentna polityka, niebezpieczny precedens, który otwiera pole do podobnych ksenofobicznych wystąpień w innych polskich miastach - ocenia Kamil Kamiński z fundacji Ocalenie. - Uchodźcy czują się podwójnie wygnani. Na likwidacji stracą w perspektywie i sami mieszkańcy Łomży. Bo protestuje tylko mała grupa, niebędąca wyrazicielami poglądów większości, ale jako ośrodek nietolerancji postrzegane będzie całe miasto.
Uchodźcy w Polsce Największą grupą są Czeczeni oraz - od ubiegłego roku - Gruzini. Tylko w 2009 r., do 10 grudnia, z wnioskiem o nadanie statusu uchodźcy zwróciło się 5216 osób z obywatelstwem rosyjskim i aż 4134 z gruzińskim. Miesięcznie o ochronę w Polsce prosiły setki osób, np. w listopadzie - 509 obywateli Rosji (to Czeczeni) i 143 Gruzinów, w grudniu - odpowiednio 716 i 137. Z początkiem roku liczba napływających do nas uchodźców gwałtownie spadła (w styczniu zaledwie 245 Czeczenów i sześciu Gruzinów). Urząd planuje więc zmniejszenie w tym roku liczby ośrodków o pięć.