- Jako partia jesteśmy to winni Kohlowi. Dla mojego pokolenia jest symbolem, trzeba go wreszcie docenić - mówi "Gazecie" polityk CDU.
Hasło nadania byłemu kanclerzowi tytułu honorowego przewodniczącego partii rzucił prof. Otto Wulff, szef partyjnej organizacji seniorów, do której należy prawie 40 tys. członków półmilionowej CDU. - Jego zasługi są niepodważalne - uzasadniał. Pomysł popierają przedstawiciele klasy średniej, którzy w CDU też mają swoją strukturę.
Tytuł honorowego przewodniczącego Kohl miałby otrzymać 3 kwietnia na 80. urodziny. Wówczas władze Berlina mają przyznać mu honorowe obywatelstwo miasta.
Po raz pierwszy honorowym przewodniczącym CDU Helmut Kohl został w 1998 r. Wówczas po dotkliwej porażce wyborczej z SPD przestał być kanclerzem i zrezygnował z kierowania partią. Ale w styczniu 2000 r., gdy wybuchła afera czarnych kont CDU, złożył i ten urząd. Wyszło wtedy na jaw, że pod jego rządami chadecja brała nielegalne darowizny od handlarzy bronią.
Kohl wziął całą odpowiedzialność na siebie, odmówił wyjaśnień i wycofał się z polityki. Wówczas narodziła się gwiazda Angeli Merkel, która jako pierwsza zaatakowała Kohla i zażądała, by partia się od niego odcięła. Miesiąc po wycofaniu się Kohla z polityki Merkel stanęła na czele CDU, a w 2005 r. została kanclerzem.
On zaś zaszył się w rodzinnym Ludwigshafen i zaczął pisać wspomnienia. Stał się symbolem upadłego polityka i stopniowo pogrążał się w niebycie. Prasa zwykle pisała o jego pogarszającym się stanie zdrowia albo o ślubie z młodszą o 35 lat urzędniczką z ministerstwa rolnictwa (wcześniej jego pierwsza żona popełniła samobójstwo).
Przypomniał się pod koniec października 2009 r. na uroczystościach z okazji 20. rocznicy upadku muru berlińskiego. - Zjednoczenie Niemiec napełnia mnie dumą - mówił wówczas, a tłum słuchaczy zgotował mu owację na stojąco. Wtedy Kohl znowu stał się symbolem zjednoczonych Niemiec.
- Wiadomo, że jest zbyt stary, by angażować się w bieżącą politykę. Ale partia potrzebuje takiego patrona. Tym bardziej że za symbol uznają go także zieloni i socjaldemokraci. Coraz częściej mówią np., że zrobiłby coś lepiej niż dzisiejsi politycy - mówi nam działacz CDU.
Problem w tym, że powrót Kohla do partyjnych struktur publicznie wykluczyła
Angela Merkel. Za bardzo wzmocniłby on konserwatywne skrzydło w partii, które nie kocha liberalnej Merkel. Po drugie, opinia publiczna znowu zaczęłaby się interesować aferą czarnych kont.
- A przecież Kohl nigdy za nią się nie pokajał ani nie próbował jej wyjaśnić. Nie miał dystansu do siebie - we wspomnieniach pisze, jak samotnie walczył o zjednoczenie Niemiec, tak jakby nie było Reagana, Gorbaczowa ani "Solidarności". A przed 1989 r. kierował partią w sposób autorytarny. Dlatego nie wierzę w to, że kanclerz Merkel go zrehabilituje - mówi Gunter Hofmann, publicysta "Die Zeit".