http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Google otwiera Chińczykom oczy

Rozmawiał Vadim Makarenko
2010-03-26, ostatnia aktualizacja 2010-03-25 16:45

Google to unikalna firma, superpotęga. I stać ją na to, by mieć własną politykę wobec Chin. Nie uważam, że dowolna inna firma ma możliwość pójścia w jej ślady - mówi Michael Anti, chiński bloger i pracownik biura "New York Timesa" w Pekinie

Vadim Makarenko: Jakie konsekwencje może mieć decyzja Google'a o przeniesieniu wyszukiwarki do Hongkongu, by uniknąć cenzury, dla chińskiego internetu i jego użytkowników?

Michael Anti: To dzwonek alarmowy dla chińskich internautów. Podobnie jak internauci na świecie Chińczycy są podzieleni na dwie grupy. Pierwsza jest wolna, bo używa połączeń kodowanych za pomocą specjalnych programów pozwalających unikać zasieków i korzystać z sieci tak jak ludzie w większości innych krajów. Większość jednak nie używa specjalnych programów i korzysta z cenzurowanej wersji sieci.

Gdy Google.cn poddał się autocenzurze w 2006 r., większość użytkowników w ogóle nie była świadoma, że coś takiego jak cenzura istnieje. Traktowali ją jako normalną regulację prawną. Decyzja Google'a nada kwestii cenzury w sieci znaczenie, więcej ludzi będzie zdawało sobie sprawę z problemu. To szalenie ważne, bo najbardziej skuteczna cenzura to taka, o której nie wiesz. Nikt nie zakłada, że należy mu się dostęp do filtrowanego świata, i nikt nie chce być obywatelem drugiej kategorii. Myślę, że teraz więcej chińskich internautów będzie inwestowało w programy kodujące połączenia z siecią.

Czy używanie tej technologii nie ściągnie na głowę chińskiego internauty represji? System śledzenia widzi, że używasz kodowanego połączenia, a więc masz coś do ukrycia.

- Nie. To bezpieczne i legalne, Chiny to nie Iran. Problem polega jednak na tym, że to kosztuje 40 dol. rocznie, a do wykupienia tej usługi trzeba mieć kartę kredytową akceptowaną za granicą. I właśnie to dla większości Chińczyków jest barierą, podczas gdy pracownicy zachodnich firm i dziennikarze używają tego na co dzień, a władze na to pozwalają.

A zatem decyzja Google'a była słuszna?

- Tak, w pełni ją popieram, bo będzie miała pozytywny wpływ na chińską sieć. Trzeba jednak pamiętać, że inne usługi spółki, jak np. oprogramowanie do telefonów komórkowych czy mapy cyfrowe, wciąż będą w Chinach dostępne.

Pytanie, jak długo. Dostawcy i partnerzy Google'a w Chinach znaleźli się pod presją rządu i zaczynają wypowiadać spółce umowy.

- Myślę, że te biznesy zostaną, nie powróci natomiast wyszukiwanie.

Bo jest największym wrogiem chińskich władz?

- Tak.

Czy decyzja Google'a nie pogłębi przepaści między chińskim internetem a globalną siecią?

- Nie. Zwiększy natomiast podział wśród chińskich internautów. Więcej z nich - podobnie jak ja - będzie pomagać światu walczyć z chińską cenzurą.

Chińscy naukowcy powiedzieli magazynowi "Nature", że wycofanie wyszukiwarki Google'a z Chin utrudni im pracę.

- To samo mogą powiedzieć wszyscy, których praca polega na swobodnym dostępie do informacji. To wina cenzury, a nie Google'a.

Ale oni wciąż mogą używać Google'a za pośrednictwem programów do kodowania połączenia.

- Tyle że to wymaga pieniędzy i kart kredytowych.

Nie rozumiem jednak, dlaczego decyzja Google'a utrudni im pracę. Przecież wcześniej jego wyszukiwarka i tak była cenzurowana, więc miała dla nich ograniczoną wartość.

- To prawda.

Poza tym oni nadal mogą używać do pracy innych wyszukiwarek, np. chińskiego potentata Baidu.

- Baidu bardzo słabo porusza się po anglojęzycznych obszarach sieci, więc nie nadaje się do zbierania informacji. Niewielu naukowców jej używa, to przede wszystkim chińska wyszukiwarka.

Czy inne zachodnie firmy pójdą w ślady Google'a?

- Google to unikalna firma. To nie jest spółka internetowa, to źródło innowacji nowego pokolenia i superpotęga. I stać ją na to, by mieć własną politykę wobec Chin. Nie uważam, że dowolna inna firma ma możliwość pójścia w jej ślady.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':