Vadim Makarenko: Jakie konsekwencje może mieć decyzja Google'a o przeniesieniu wyszukiwarki do Hongkongu, by uniknąć cenzury, dla chińskiego internetu i jego użytkowników? Michael Anti: To dzwonek alarmowy dla chińskich internautów. Podobnie jak internauci na świecie Chińczycy są podzieleni na dwie grupy. Pierwsza jest wolna, bo używa połączeń kodowanych za pomocą specjalnych programów pozwalających unikać zasieków i korzystać z sieci tak jak ludzie w większości innych krajów. Większość jednak nie używa specjalnych programów i korzysta z cenzurowanej wersji sieci.
Gdy Google.cn poddał się autocenzurze w 2006 r., większość użytkowników w ogóle nie była świadoma, że coś takiego jak cenzura istnieje. Traktowali ją jako normalną regulację prawną. Decyzja Google'a nada kwestii cenzury w sieci znaczenie, więcej ludzi będzie zdawało sobie sprawę z problemu. To szalenie ważne, bo najbardziej skuteczna cenzura to taka, o której nie wiesz. Nikt nie zakłada, że należy mu się dostęp do filtrowanego świata, i nikt nie chce być obywatelem drugiej kategorii. Myślę, że teraz więcej chińskich internautów będzie inwestowało w programy kodujące połączenia z siecią.
Czy używanie tej technologii nie ściągnie na głowę chińskiego internauty represji? System śledzenia widzi, że używasz kodowanego połączenia, a więc masz coś do ukrycia. - Nie. To bezpieczne i legalne,
Chiny to nie
Iran. Problem polega jednak na tym, że to kosztuje 40 dol. rocznie, a do wykupienia tej usługi trzeba mieć kartę kredytową akceptowaną za granicą. I właśnie to dla większości Chińczyków jest barierą, podczas gdy pracownicy zachodnich firm i dziennikarze używają tego na co dzień, a władze na to pozwalają.
A zatem decyzja Google'a była słuszna? - Tak, w pełni ją popieram, bo będzie miała pozytywny wpływ na chińską sieć. Trzeba jednak pamiętać, że inne usługi spółki, jak np. oprogramowanie do telefonów komórkowych czy mapy cyfrowe, wciąż będą w Chinach dostępne.
Pytanie, jak długo. Dostawcy i partnerzy Google'a w Chinach znaleźli się pod presją rządu i zaczynają wypowiadać spółce umowy. - Myślę, że te biznesy zostaną, nie powróci natomiast wyszukiwanie.
Bo jest największym wrogiem chińskich władz? - Tak.
Czy decyzja Google'a nie pogłębi przepaści między chińskim internetem a globalną siecią? - Nie. Zwiększy natomiast podział wśród chińskich internautów. Więcej z nich - podobnie jak ja - będzie pomagać światu walczyć z chińską cenzurą.
Chińscy naukowcy powiedzieli magazynowi "Nature", że wycofanie wyszukiwarki Google'a z Chin utrudni im pracę. - To samo mogą powiedzieć wszyscy, których praca polega na swobodnym dostępie do informacji. To wina cenzury, a nie Google'a.
Ale oni wciąż mogą używać Google'a za pośrednictwem programów do kodowania połączenia. - Tyle że to wymaga pieniędzy i kart kredytowych.
Nie rozumiem jednak, dlaczego decyzja Google'a utrudni im pracę. Przecież wcześniej jego wyszukiwarka i tak była cenzurowana, więc miała dla nich ograniczoną wartość. - To prawda.
Poza tym oni nadal mogą używać do pracy innych wyszukiwarek, np. chińskiego potentata Baidu. - Baidu bardzo słabo porusza się po anglojęzycznych obszarach sieci, więc nie nadaje się do zbierania informacji. Niewielu naukowców jej używa, to przede wszystkim chińska wyszukiwarka.
Czy inne zachodnie firmy pójdą w ślady Google'a? - Google to unikalna firma. To nie jest spółka internetowa, to źródło innowacji nowego pokolenia i superpotęga. I stać ją na to, by mieć własną politykę wobec Chin. Nie uważam, że dowolna inna firma ma możliwość pójścia w jej ślady.