Lady Europa czy Frau Germania? Kim będzie dziś Angela Merkel? - pytają greccy dyplomaci przekonani, że sięgnięcie do niemieckiej kieszeni powinno być oczywistym "odruchem solidarności europejskiej".
W najbliższych dwóch miesiącach Grecy muszą znaleźć 20-25 mld euro, aby uniknąć ogłoszenia niewypłacalności groźnej dla całej strefy europejskiej waluty. Grecy chcą mieć pewność, że jeśli tych pieniędzy nie uda się pożyczyć na rynku, tanie pożyczki zaoferują pozostałe kraje euro.
Jednak Niemcy - główni płatnicy do unijnego budżetu - nie mają ochoty rzucać Grekom koła ratunkowego. Przynajmniej nie teraz.
-
Grecja na razie nie potrzebuje naszych pieniędzy. Poczekajmy miesiąc, półtora - mówi "Gazecie" wysoki rangą niemiecki dyplomata. - Jeśli pomożemy Atenom, następne kraje UE ustawią się w kolejce po pomoc - ostrzegają Niemcy.
Merkel ma jeszcze inny powód, by czekać - chce sprawdzić, czy Grecy naprawdę realizują zapowiedziane reformy. Bo jeszcze niedawno oszukiwali Brukselę, manipulując statystykami.
Trzeci powód, najważniejszy: przeciwni pomocy dla Grecji są sami Niemcy. To ważne dla Merkel, bo już w maju czekają ją wybory lokalne w Nadrenii Północnej-Westfalii.
Niemiecki opór oznacza jedno - przywódcy krajów euro, którzy zapewne dziś spotkają się przed oficjalnym szczytem UE (lub w przerwie obrad), znów nie zaproponują Grekom nic konkretnego. - Otrąbią porozumienie podobnie jak w lutym, aby uspokoić rynki finansowe. Ale Grecy pozostaną bez nadziei na szybki dostęp do żywej gotówki - mówi Simon Tilford z Centre for European Reform.
Chyba że inne kraje UE zdołają przekonać Niemców. Francja, Belgia,
Włochy i Hiszpania wolałyby, żeby już dziś padła konkretna deklaracja pomocy dla Greków. Bo pożar w strefie euro się rozszerza. Wczoraj ostrzeżenie kolejnemu krajowi - Portugalii - dała agencja ratingowa
Fitch, która obniżyła jej ocenę wiarygodności kredytowej, tłumacząc to złą sytuacją finansów publicznych. Portugalia ma 9,3-procentowy deficyt, a
dług publiczny przekroczył 76 proc.
PKB.
Reakcja inwestorów na decyzję Fitcha była natychmiastowa - kurs euro spadł do 1,33 dol. Europejska waluta była najtańsza od dziesięciu miesięcy.
Rząd w Lizbonie próbuje ratować sytuację. Jeszcze przed eskalacją kłopotów zaproponował ambitny program cięć budżetowych. Przewiduje on zamrożenie pensji w sektorze publicznym na cztery lata, podwyżki podatków, odłożenie inwestycji publicznych, a także plan prywatyzacji za 6 mld euro. Dziś ma nad nim debatować portugalski parlament. Rząd nie ma jednak większości, a nie wiadomo, co zrobi opozycja.
Ekonomiści coraz częściej zwracają uwagę na to, że europejski kryzys finansów publicznych zmusi Unię do zaostrzenia kontroli nad gospodarkami poszczególnych krajów. - Kryzys finansów publicznych pogarsza wizerunek całej Europy - ocenia prof. Dariusz Filar, były członek Rady Polityki Pieniężnej.
Kłopoty Grecji i Portugalii to problem także dla Polski. Wejście do strefy euro w przyszłości będzie trudniejsze. - Nowi członkowie będą ściśle kontrolowani, czy spełniają kryteria - mówi Filar. - Pytanie, jak zmusić obecnych członków, by też się do nich stosowali. Być może wreszcie trzeba zacząć stosować przewidziane kary, np. zabierać fundusze unijne.