- Gdybyśmy się teraz zatrzymali, zaprzepaścilibyśmy wszystko, co osiągnęliśmy. Zaufaliście mi, że zmodernizuję Francję, i zrobię to - mówił Nicolas Sarkozy, który w środę po posiedzeniu rządu wygłosił transmitowane przez telewizje przemówienie.
Wypowiadając się po raz pierwszy od niedzielnej klęski jego partii UMP w wyborach do rad regionów (województw), zapowiedział, że nie odstąpi od niepopularnej reformy emerytur. Ma ona polegać m.in. na wydłużeniu wieku emerytalnego. - Nie będę działał siłowo. Partnerzy społeczni dostaną konieczny na dyskusję czas. Ale obiecuję, że w ciągu sześciu miesięcy podjęte zostaną konieczne i sprawiedliwe decyzje - mówił.
M.in. z powodu tej reformy strajkowali ostatnio we Francji kolejarze, nauczyciele. Sarkozy zapowiedział też, że zrezygnuje z pomysłu wprowadzenia podateku od emisji dwutlenku węgla ze zużywanej energii, m.in. paliw samochodowych i ogrzewania budynków. Dzięki niemu
Francja miała dokonać pierwszego kroku w odchodzeniu od opodatkowywania pożądanych zjawisk jak praca czy inwestycje i opodatkowywania zjawisk niepożądanych jak emisja CO2.
Obywatele, szczególnie biedni lub zmuszeni korzystać z aut, bo np. mieszkają daleko od transportu publicznego, mieli dostać rekompensaty gotówkowe. Wszyscy usłyszeli jednak przede wszystkim słowo "podatek".
Zresztą niektóre zapisy ustawy zakwestionował już trybunał konstytucyjny i rząd miał je modyfikować. We wtorek premier François Fillon zdradził jednak, że rząd w ogóle odkłada sprawę na półkę do czasu, aż tego typu rozwiązania przyjmie cała Unii Europejska. Inaczej francuskie firmy mogłyby się stać mniej konkurencyjne.
Prezydent dodał, że konieczny będzie podatek na granicach UE, by firmy z zanieczyszczających środowisko krajów nie wygrywały z francuskimi. - Dumping środowiskowy zagraża naszym miejscom pracy. Byłoby absurdem opodatkowywać francuskie firmy i dawać przewagę krajom zanieczyszczającym środowisko - mówił. Nie wyjaśnił jednak, dlaczego wcześniej rząd nie dostrzegał absurdalności tego rozwiązania.
Prezydent, który mówił wczoraj o wielu sprawach, zapewniał, że raczej skłonny byłby wywołać kryzys w Unii, niż odstąpić od wspólnej polityki rolnej. Uderzył też w tony, którymi zdobywał głosy na prawicy, mówiąc m.in., że rodzice powinni lepiej pilnować dzieci, a ci, których potomstwo wagaruje, powinni tracić zasiłki. Zapowiedział też zdecydowaną akcję przeciw agresji na stadionach, w środkach transportu i szkołach.
Sarkozy musi się bardzo starać przed wyborami prezydenckimi 2012 roku. Według ogłoszonego w środę sondażu 59 proc. Francuzów życzy dziś sobie, by zwyciężyła w nich lewica. Pozostania prawicy u władzy chce tylko 37 proc. badanych.