Takie propozycje zgłosił w weekend Martin Werlen, opat benedyktyńskiego klasztoru w Einsiedeln pod Zurychem. I wywołał burzę w szwajcarskim Kościele katolickim. Głos opata Werlena zabrzmiał donośnie, bo ma on rangę równą biskupowi i jest jedną z najbardziej wpływowych postaci w liczącym ponad 3 mln wiernych szwajcarskim Kościele. Jest też bardzo medialnym hierarchą - często wypowiada się dla gazet i pisze na Twitterze.
Opat żąda utworzenia w Rzymie centralnego rejestru księży skazanych za pedofilię, do którego dostęp mieliby biskupi. Dzięki temu mogliby sprawdzać przeszłość księży przenoszonych do ich diecezji i nie dopuszczać pedofilów do pracy z dziećmi.
Opata wsparł biskup St. Gallen Markus Büchel. - Nie może być tak, że ksiądz skazany za pedofilię w Szwajcarii, wyjeżdża do pracy w Austrii czy Niemczech - mówił. Pod apelem Werlena podpisał się też biskup pomocniczy Bazylei Roland-Bernhard Trauffer, a także czołowi politycy chadecji współrządzącej Szwajcarią.
Opat Werlen chce, by sprawą pedofilów szwajcarski episkopat zajął się na nadzwyczajnym posiedzeniu. Ale o czarnej liście nie chce słyszeć przewodniczący episkopatu bp Norbert Brunne. Odrzuca on też inne postulaty reformatorów, którzy chcą, by o każdym przypadku pedofilii u podwładnych biskupi natychmiast informowali prokuraturę.
- Tej sprawy nie wolno rozwiązywać wewnątrz Kościoła - mówi biskup Büchel.
- Bez oficjalnego doniesienia jesteśmy bezsilni, bo nie możemy wszcząć śledztwa, a ofiary same się do nas nie zgłoszą. Czemu w takich sytuacjach
Kościół nie zachowuje się tak jak np.
domy dziecka? - pyta Andreas Brunner, główny prokurator kantonu Zurych.
Postulaty, które padają w Szwajcarii, to najradykalniejsze wezwania do rozprawy z pedofilami. W Niemczech, przez które przetacza się fala pedofilskich skandali w instytucjach katolickich, biskupi próbują sprawę łagodzić, a o donoszeniu na księży hierarchowie nie chcą słyszeć.
Jednak Helweci nie prowadziliby pewnie takiej dyskusji, gdyby skandale nie wybuchły i u nich. W zeszły poniedziałek we wsi Aadorf pod Zurychem został aresztowany ksiądz podejrzany o molestowanie nieletnich. Wcześniej do wykorzystywania dzieci przyznał się jeden z proboszczów w diecezji Chur. Poza nim w diecezji naliczono jeszcze ziewięć przypadków pedofilii.
W Bazylei miejscowy biskup ściągnął księdza, choć wiedział, że pracując w Austrii, wykorzystywał seksualnie chłopców.
Szwajcarska prasa pisze o 60 przypadkach wykorzystywania dzieci przez duchownych. Jest to tym bardziej bulwersujące, że od osiem lat w szwajcarskim Kościele obowiązują ostre przepisy o zwalczaniu pedofilii. Bardzo dokładnie sprawdza się kandydatów do seminariów duchownych (na testach psychologicznych odpada co drugi) i samych seminarzystów. A mimo to pedofilii nie udaje się wyplenić. Nie uchronił się przed nią nawet klasztor opata Werlena, gdzie jeden z zakonników miał wykorzystywać dzieci. Opat zapowiedział stworzenie niezależnej komisji do zbadania tej sprawy.