http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polak mądry przed szkodą

Dariusz Dobosz
2010-03-24, ostatnia aktualizacja 2010-03-24 14:02

Jak bezpiecznie kupić używany samochód? Wcale nie tak łatwo. Pułapek jest mnóstwo i nie opłaca się ich bagatelizować. Jak więc się zabezpieczyć przed oszustwem?

ZOBACZ TAKŻE
W 2008 r. z UE sprowadzono do Polski aż 1,1 mln używanych samochodów, w zeszłym - ponad 800 tys. Niestety, ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Rynek zdominowali handlarze wyszukujący tanie oferty aut mocno wyeksploatowanych i powypadkowych. Sprowadzają samochody, które w Niemczech, we Francji czy w Wielkiej Brytanii byłyby kwalifikowane jako złom. W efekcie 90 proc. używanych aut na naszym rynku przeszło mniej lub bardziej zaawansowane naprawy. I nie dotyczy to tylko prywatnych ogłoszeń czy giełdy, ale też komisów. A koszty napraw niesprawnego samochodu nierzadko mogą przekroczyć jego wartość. Kolejna plaga to auta pochodzące z kradzieży. Policja je rekwiruje, odzyskanie ich nie zawsze jest możliwe. Bądźmy więc mądrzy przed szkodą, kupujmy bezpiecznie.

Krok pierwszy - legalnie

Nie ma sensu kontrola nadwozia czy silnika, jeśli poprawność znaków identyfikacyjnych lub dokumentów auta wzbudzi nasze wątpliwości. W takim przypadku rezygnujemy z transakcji.

** dowód rejestracyjny - Druk musi być oryginalny. Zwróć uwagę na skreślenia, zamazania, poprawki niepotwierdzone przez odpowiedni urząd komunikacji.

Jeśli w dowodzie jako właściciele wpisane są dwie osoby, obie powinny być przy transakcji i obie powinny przy nas podpisać umowę. Upoważnienie pokazywane przez sprzedającego to dokument łatwy do podrobienia.

** numer VIN z dowodu musi się zgadzać z numerem identyfikacyjnym wybitym na nadwoziu. VIN, ciąg 17 znaków, to umowny międzynarodowy kod stosowany przez producentów samochodów. Zawiera informację nie tylko o numerze seryjnym, ale również o roczniku, rodzaju silnika, wyposażeniu oraz miejscu produkcji. Na jego podstawie można sprawdzić dane, porównać je z wpisami do dokumentów i stanem faktycznym. Uwaga! Nie wszyscy producenci kodują tyle informacji. Różne są również miejsca nabijania numeru VIN. Można go znaleźć na przegrodzie czołowej, gnieździe kolumny przedniego zawieszenia, podłodze w przedziale pasażerskim, w bagażniku, na desce rozdzielczej (widoczne w dolnym narożniku przedniej szyby) - ale to nie standard.

Niestety, właśnie znaki identyfikacyjne są najczęściej przerabiane przez złodziei. Numery są nie tylko przebijane, ale również nabijane w nowych miejscach. Musimy więc ocenić, czy czcionka jest oryginalna, a sposób nabicia i miejsce charakterystyczne dla danego producenta. Szukajmy też podejrzanych spawów w okolicy VIN, bo nieuczciwi sprzedawcy potrafią wstawiać całe fragmenty karoserii z zupełnie innym kodem. Naszą wzmożoną czujność powinny wzbudzić wszelkie zabiegi lakiernicze w pobliżu numeru, zmiany odcienia farby czy zmieniona faktura powierzchni.

Ważne! Jeśli nie wychwycimy oszustwa związanego z VIN, jego sprawdzenie w policyjnej bazie danych nic nie da - nie znajdziemy tu przebitego, nowego numeru. Lepsze rezultaty może dać spisanie kodu, rozszyfrowanie go w punkcie dealerskim marki i sprawdzenie z papierami auta.

Dobra wiadomość - od czerwca, dzięki nowelizacji ustawy o informatyzacji, kupujący będą mogli na http://epuap.gov.pl sprawdzić markę samochodu, numer rejestracyjny, serię i numer dowodu rejestracyjnego (także pozwolenie czasowe), datę rejestracji auta, dane właściciela (właścicieli),zgodność numeru VIN.

Krok drugi - kontrola techniczna

** Bezwypadkowość. Szukamy śladów wypadków i określamy, jak duże było uszkodzenie. Na co przede wszystkim powinniśmy zwrócić uwagę? Niepokojące są wszelkie zmiany odcienia lakieru, pofalowane blachy (często schowane pod dywanikami), rozmaite „wyklejki” kryjące ślady klepania lub rozciągania (zwłaszcza na progach i słupkach), nierówne odstępy między elementami, nieoryginalne podzespoły, ślady farby na uszczelkach lub szybach, warstwy szpachli (do wykrycia prostym przyrządem do sprawdzania grubości lakieru).

** Stan techniczny. Najlepiej skontrolować samochód w wyspecjalizowanym warsztacie lub centrum diagnostycznym, gdzie sprawdzą geometrię, stan podwozia (ok. 50 zł), kondycję silnika przy użyciu testera (100-200 zł), to, czy wymiary płyty podłogowej są prawidłowe (300-500 zł). Jazda próbna pozwoli wychwycić jedynie drobne wady podwozia i sprawdzić działanie hamulców, skrzyni biegów czy układu kierowniczego tylko w podstawowym zakresie.

Uwaga! Jeśli sprzedający zgodzi się na kontrolę w serwisie, to my musimy wybrać miejsce. Nieuczciwy sprzedawca może nas przecież zaprowadzić do warsztatu, który z nim współpracuje i wbrew faktom wystawi dobrą opinię.

** Stan licznika. Bez wizyty u dealera marki nie ustalimy też faktycznego przebiegu samochodu (bywa nagminnie fałszowany - dzięki temu cena auta rośnie o 10-20 proc.). Przedstawienie przez sprzedającego książki serwisowej też nie przesądza sprawy. Niestety, taki dokument można bez problemu kupić i spreparować. Przy sprawdzaniu przebiegu kierujmy się zasadą: małe auta pokonują przeciętnie 10 tys. km rocznie, większe - 15-20 tys., diesle - nawet 30 tys., a służbowe (w tym taksówki) 50-100 tys. Wynajmij eksperta.

Wynajmij eksperta

Nie wystarczy wiedza, gdzie szukać śladów blacharskich i jak sprawdzić mechanikę, musimy umieć oszacować przebieg i ocenić, czy w przeszłości była montowana instalacja gazowa. Zaprzyjaźniony mechanik to za mało. Pomoże wychwycić wady, ale nie wystawi opinii na piśmie. A właśnie pisemna opinia specjalisty jest niezwykle cenna przy ewentualnych postępowaniach sądowych.

Dlatego dobrze jest korzystać z pomocy rzeczoznawców, np. ze Stowarzyszenia Rzeczoznawców Techniki Samochodowej i Ruchu Drogowego (www.rzeczoznawcy.com.pl) czy Polskiego Związku Motorowego (www.pzm.pl). Wynajęcie eksperta to koszt 100-300 zł - niewiele, jeśli weźmiemy pod uwagę cenę, jaką możemy zapłacić za niefrasobliwy zakup samochodowego złomu.

Krok trzeci - dobra umowa

Umowa kupna-sprzedaży nie musi być podpisana w obecności prawnika, nie wymaga się specjalnego druku ani konkretnych zapisów - polskie przepisy są bardzo liberalne w tej sprawie. Pamiętajmy jednak, że musi w jak najszerszy sposób chronić nasze interesy.

Nie zgadzajmy się więc na umowę z niekorzystnymi dla nas zapisami, które sprzedający uzasadnia „wymogami prawa”. Przykład: „Stan techniczny jest znany kupującemu i nie będzie on rościł z tego powodu żadnych pretensji”. Jeśli sprzedawca upiera się przy takim punkcie, to dopiszmy, że nie dotyczy to wad ukrytych, które wyjdą na jaw w dalszej eksploatacji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów