Co nas wnerwia w biurokracji? Czekamy na listy: bubleprawne@agora.pl
Związek Gmin Wiejskich złożył w lutym w Sejmie projekt ustawy, zgodnie z którym radni nie musieliby już zamieszczać w internecie oświadczeń majątkowych. - Ludzie sukcesu, przedsiębiorcy, którzy mogliby wiele zrobić w gminie, ani myślą brać udział w wyborach. No bo gdy taki człowiek ma podać do publicznej wiadomości, ile ma pieniędzy,
nieruchomości, to rezygnuje. Niech takie informacje ma skarbówka, ale nie sąsiad. Po co mu wiedzieć, że jego kolega ma 10 tys. na lokacie? - pyta Edward Trojanowski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich.
Ale wiedzieć mamy prawo, osoby publiczne mają być przejrzyste.
Zdaniem Pozarządowego Centrum Dostępu do Informacji Publicznej na liście informacji, których nie sposób w Polsce otrzymać, królują te o wydanych pozwoleniach na budowę (zwłaszcza w atrakcyjnych turystycznie miejscowościach, gdzie stawia się budynki szpecące okolicę) oraz umowy i faktury ze spółek gminnych (np. w tym roku trudno było mieszkańcom dobić się do faktur za odśnieżanie ulic).
Jak obywatel może dziś zdobyć informację publiczną?
Składając zapytanie. A instytucja powinna w ciągu 14 dni odpowiedzieć. W teorii. Za udostępnianie informacji publicznych instytucje nie powinny też brać pieniędzy. Ale w praktyce za wydanie kopii dokumentów urzędowych potrafią zażądać wysokiej zapłaty.
Radny powiatowy w Wołominie zwrócił się z pytaniem do starostwa, interweniując w interesie lokalnego przedsiębiorcy. Szczęka mu opadła, gdy za 291 stron dokumentów dostał rachunek na... 1891 zł.
Jeśli ktoś nie może się doczekać informacji z gminy czy urzędu, może iść do sądu. Tak zrobiła Fundacja Przedsiębiorczości Akademickiej, która pozwała Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. PARP miała w styczniu wypłacić Fundacji 137 tys. zł. Ale oświadczyła, że nie ma takich pieniędzy.
- Wystąpiliśmy do PARP z zapytaniem o stan konta na 31stycznia, ale odpowiedzi nie dostaliśmy - opowiada Przemysław Wiśniewski z FPA. Po decyzji sądu PARP przyznała, że 31 stycznia miała na koncie ponad 100 mln zł i ponad 500 tys. euro.
Informacje powinny też dostarczać tzw. BIP-y, czyli Biuletyny Informacji Publicznej. To specjalne strony internetowe.
- Są po to, aby nie trzeba było chodzić do urzędu, stać w kolejkach, żebrać o uwagę urzędnika, żeby coś wytłumaczył - wyjaśnia Szymon Osowski z Pozarządowego Centrum Dostępu do Informacji Publicznej.
Można tu np. sprawdzić, jak zarejestrować
samochód w urzędzie i jakie dokumenty trzeba ze sobą wziąć. Rodzic chce się dowiedzieć, na co
szkoła jego dziecka wydaje pieniądze? Zagląda do BIP-u szkoły i widzi, jak wygląda jej plan finansowy.
BIP-y powinno prowadzić 80 tys. urzędów, szkół, przedszkoli, teatrów, organizacji pozarządowych, które korzystają ze środków publicznych. A prowadzi ledwie 9 tys. Dlaczego?
- Jeżeli mam wybierać między pieniędzmi na leczenia a uruchomieniem BIP-u, to wybieram leczenie - twierdzi dyrektor Ewa Oboza z Miejskiej Przychodni "Batory" w
Łodzi. - Były już u mnie osoby, które proponowały, że zajmą się procedurą związaną z informacją publiczną. Ale mnie na to nie stać. To wydatek kilku tysięcy. Gdyby BIP był bezpłatny, to co innego.
Za nieprowadzenie BIP-u nie grożą konsekwencje.
MSWiA chce to zmienić. Jak? Jeszcze nie wiadomo.