http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rurka w gardle

Adam Czerwiński
2010-03-24, ostatnia aktualizacja 2010-03-24 01:56

Pielęgniarki ze szpitala w Wieruszowie nie chciały sparaliżowanym pacjentom wtykać do gardła plastikowych rur. Wolały karmić po ludzku - łyżeczką. NFZ uznał, że to oszustwo, i ukarał szpital

Pielęgniarka Ewa Duś i jedna z pacjentek szpitala w Wieruszowie
fot. Dariusz Kulesza / Aencja Gazeta
Pielęgniarka Ewa Duś i jedna z pacjentek szpitala w Wieruszowie
Godz. 13.30. Codziennie o tej porze pani Michalina je obiad. W miseczce dostaje papkę zmiksowaną z warzyw i mięsa. W środę była gotowana marchewka z kurczakiem, w czwartek wieprzowina zamiast drobiu. Sama jej nie zje. Przeszła ciężki udar mózgu i jest zupełnie sparaliżowana. Karmi ją pielęgniarka Ewa Duś.

Kiedy przychodzi z jedzeniem, pani Michalina jest jakby w letargu - śpi z szeroko otwartymi ustami. Chrapie. Pielęgniarka siada obok niej, dotyka za ramię, strzepuje poduszkę i podnosi oparcie łóżka. - Teraz zjemy obiadek - ogłasza. Staruszka otwiera oczy, wygląda jak zaspane dziecko. Pielęgniarka wprawnym ruchem podsuwa jej łyżkę z ciepłą papką. - Połykamy, połykamy - zachęca. Po trzech łyżkach kobieta się ożywia. Nie trzeba już jej namawiać. Łyka ze smakiem, otwiera usta i czeka na następną porcję. Pielęgniarka opowiada, jaka jest pogoda, wyciera jej usta, karmi dalej. I tak przez 20 minut. Kiedy miska już jest pusta, pani Michalina uroczo ziewa. Widać, że jest zadowolona.

- Dla takich pacjentów to jedna z niewielu dostępnych przyjemności - mówi Eunika Adamus, prezes szpitala w Wieruszowie. - Ale NFZ uważał, że zamiast karmić łyżeczką, powinniśmy takim pacjentom włożyć do gardła plastikową rurkę i w nią strzykawką pompować jedzenie.

Niedawno do szpitala przyszła kontrola z NFZ. Inspektorów interesowało, jak szpital rozliczał się z opieki nad pacjentami takimi jak pani Michalina. Bo według rozporządzenia prezesa NFZ obowiązującego do września, jeśli pacjent nie był w stanie samodzielnie jeść, za opiekę nad nim należało się 200 zł na dobę. Jeśli zaś potrzebował jedynie pomocy przy krojeniu i smarowaniu chleba masłem, stawka za opiekę była niższa o 140 zł.

Prezes Adamus: - Zgodnie z prawdą wpisywaliśmy do dokumentacji, że karmimy pacjentów, bo nie są w stanie samodzielnie jeść. Oczywiście łyżeczką. Bo żaden nie ukroi sobie ani tym bardziej nie posmaruje kromki chleba.

Kontrolerzy NFZ uznali jednak, że placówka, samowolnie rezygnując ze stomii, wyłudzała pieniądze. Werdykt kontrolerów: placówka musi oddać 46 tys. zł za pacjentów, którzy nie mieli założonych rurek. I jeszcze zapłacić dodatkowo 3 tys. zł kary.

Adamus: - Ci ludzie byli w takim stanie, że mogliśmy im wepchnąć do gardła rurkę. To nieludzkie, nie robiliśmy tego ze względów humanitarnych. Bo pacjent nie jest narzędziem do robienia pieniędzy.

- Pan by chciał mieć w gardle plastikową rurę? Chorzy traktują to jak najgorszą krzywdę. Potrafią sobie te rurki wyrywać - mówi Beata Krasoń, naczelna pielęgniarka z Wieruszowa. - Po co robić coś takiego, skoro można leczyć po ludzku?

Beata Aszkielaniec, rzeczniczka łódzkiego NFZ: - Rozporządzenie wydaje się jasne. Skoro nie zakładano rurek, nie należały się pieniądze. Dlatego szpital musiał je oddać. Wymagamy sond, bo są dla pacjentów bezpieczniejsze. Jeśli pielęgniarka karmi łyżeczką, człowiek może się zakrztusić. Poza tym nie zawsze uda jej się dać pacjentowi tyle jedzenia, ile dostanie przez sondę.

We wrześniu zeszłego roku - o czym pisaliśmy - NFZ jeszcze bardziej zaostrzył przepisy dotyczące karmienia obłożnie chorych pacjentów. W 2008 r. płacił szpitalowi 200 zł na dobę, jeśli "pacjent nie był w stanie samodzielnie jeść". Od stycznia do września 2009 r. - jeśli "nie był w stanie samodzielnie jeść i był karmiony przez zgłębnik lub gastrostomię". Dziś taka stawka przysługuje tylko, gdy "nie jest w stanie przełykać".

Szpital w Wieruszowie zapłacił karę. - I tak do leczenia w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym dokładamy - mówi Adamus. - Pani Michalina potrafi przełykać. My nie włożymy jej rurki, by dostać 140 zł więcej. Ale potrafię sobie wyobrazić, że w jakimś szpitalu, mając na uwadze dodatkowe pieniądze, ktoś zrobi coś takiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':