http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak premier Silvio Berlusconi nienawidzi włoskich sędziów

Tomasz Bielecki
2010-03-24, ostatnia aktualizacja 2010-03-24 09:17

"Najgorsza patologia", "plutony egzekucyjne", "talibowie w togach" - tak premier Silvio Berlusconi nazywa włoskich sędziów, którzy nie sprzyjają jego partii w wyborach regionalnych

Silvio Berlusconi
Fot. Alberto Ramella AP
Silvio Berlusconi
Najnowsza bitwa między Berlusconim a włoskim wymiarem sprawiedliwości zaczęła się od kanapki z szynką parmeńską, której zachciało się Alfredowi Milioniemu, gdy 27 lutego stał w kolejce do komisji wyborczej, aby zarejestrować tam listę kandydatów partii premiera Lud Wolności (PDL) w wyborach regionalnych w Lacjum (region ze stolicą w Rzymie).

Milioni poszedł kupić kanapkę, zagadał się z kolegami i zapomniał wrócić do komisji. Sęk w tym, że był to ostatni dzień rejestracji kandydatów, więc wskutek nieroztropności tego byłego kierowcy autobusu partia Berlusconiego straciła szanse na odbicie Lacjum z rąk centrolewicy w wyborach 28 i 29 marca.

Wprawdzie premier, któremu opozycja od lat zarzuca tworzenie ustaw na swój użytek, błyskawicznie napisał dekret uchylający żelazne terminy rejestracji list partyjnych i uzyskał pod nim podpis prezydenta Giorgia Napolitana, ale po kilku tygodniach prawniczych batalii dekret upadł przed sądami zarzucającymi mu sprzeczność z prawem regionalnym oraz konstytucją. - Spisek! Lewicowi sędziowie chcą być mądrzejsi od wyborców. Chcą nam odebrać zwycięstwo w Lacjum - perorował Berlusconi.

Podgrzewaniu bitewnej atmosfery sprzyjały też kłopoty PDL w Lombardii, skąd wywodzi się Berlusconi. Nad listami jego partii długo wisiało tam niebezpieczeństwo wykluczenia z wyborów za podejrzane podpisy pod poparciem partii premiera, ale lombardzki Lud Wolności ostatecznie wybronił się przed mediolańskim sądem administracyjnym.

Jednak z racji tych problemów premier, który początkowo zamierzał wykorzystywać w kampanii przede wszystkim status "niewinnej ofiary opozycji" po ataku szaleńca w grudniu 2009 r. (rzucił w premiera turystycznym suwenirem), kolejny raz postawił na mobilizowanie elektoratu wokół haseł walki z "knującymi przeciw prawicy" sędziami i prokuratorami.

Ten stary chwyt, który Berlusconi stosuje zawsze, gdy przychodzi mu bronić się przed podejrzeniami korupcyjnymi, na razie nie jest nazbyt skuteczny. Popularność rządu spadła ostatnio z 50 proc. (w grudniu) do 38 proc., a notowania premiera z ponad 50 proc. do 45 proc. - Włosi nas kochają. Mamy 70 proc. poparcia! - zapewnia Berlusconi, tradycyjnie powołując się mityczne, nieznane mediom sondaże.

Najbliższe wybory regionalne obejmą 13 spośród 20 regionów Włoch. W 11 z nich rządzi opozycyjna centrolewica, a koalicja Berlusconiego spodziewała się, że łatwo odbije władzę pięciu z nich. W Lacjum już się nie uda, więc walka toczy się już tylko o cztery regiony.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':