O odroczenie wyroków prosił Komitet ds. Praw Człowieka ONZ. Obaj skazańcy zwrócili się do niego z wnioskiem o rozpatrzenie ich spraw przez organ niezależny od białoruskiego sądownictwa.
Chodzi o 26-letniego Andreja Żuka i 31-letniego Wasila Juzepczuka. Żuk przyznał się do podwójnego zabójstwa i jego wina nie budzi wątpliwości. Z Juzepczukiem sytuacja jest inna. Ten Rom analfabeta na pierwszym przesłuchaniu przyznał się do zabicia sześciu staruszek, ale później odwołał zeznania i twierdził, że zostały one wymuszone przez milicjantów torturami.
Od kilku miesięcy Żuk i Juzepczuk przebywali razem w celi śmierci mińskiego więzienia. Prezydent
Aleksander Łukaszenka odrzucił wnioski o ich ułaskawienie.
Białoruś jest jedynym krajem w Europie, gdzie nadal wykonywana jest kara śmierci. Jak wygląda egzekucja, ujawnił po swej ucieczce na Zachód płk Aleg Ałkajeu, szef więzienia w Mińsku. W książce "Ekipa do zabijania" opisał, że kat ma specjalny pistolet o słabej sile rażenia - tak by po strzale w potylicę kula pozostała w czaszce. Ciało grzebane jest na jednym ze stołecznych cmentarzy w anonimowym grobie, a rodzina skazańca nie jest informowana o miejscu pochówku. Sam Ałkajeu przyznał się do udziału w 134 egzekucjach.