Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Największy producent trumien w Polsce nazywa się Lindner. Produkuje 130 tysięcy trumien rocznie. - I nikt o tym nie wie - ubolewa Bartłomiej Lindner, syn właściciela i szef marketingu. - Postanowiłem to zmienić, wydając ten oto kontrowersyjny kalendarz.
"Potrzebujesz wrażeń? Zamów nasz kalendarz na rok 2010! 12 pięknych trumien i 12 fantastycznych dziewczyn w polskiej scenerii! Musisz go mieć!" - napisał na internetowej stronie firmy z Wągrowca. Zrobił coś jeszcze: wysłał kalendarz do zakładów pogrzebowych oraz redaktorów naczelnych największych gazet w Polsce.
W "Wyborczej" przesyłka trafiła do zastępcy naczelnego - Pawła Ławińskiego. Po odpakowaniu z jego gabinetu zaczęły dochodzić okrzyki zgrozy, wzmagające się w miarę dołączania kolejnych osób zwabionych zamieszaniem.
Następnie został wezwany dziennikarz. "Opisz to kuriozum".
Dziennikarz przez trzy miesiące szukał osoby, która zdjęciami z kalendarza nie byłaby zszokowana (wydawanie okrzyków zgrozy przez kolejnych rozmówców nieco utrudniało mu pracę). W końcu wysłał skany kalendarza profesorowi Zygmuntowi Baumanowi. Nie zawiódł się. "To mnie nie dziwi, takie czasy" - odpisał filozof.
Wyróżniaj się lub zgiń Bartłomiej Lindner skończył anglistykę. Teraz pracuje w firmie ojca, którą kocha. - Chcę być po śmierci skremowany i żeby urna została ustawiona w naszej firmie, która produkuje najlepsze trumny w Polsce. Również trumny kremacyjne - mówi.
Marketingu uczył się sam. Z książek. Ulubiona to "Wyróżniaj się lub zgiń". - Znalazłem w niej fragment o amerykańskiej firmie Batesville, która jest największym producentem trumien na świecie - wspomina. - Autor pisze mniej więcej tak: zanim dojdziesz do końca tej strony, na pewno nie będziesz pamiętać nazwy Batesville, nie da się bowiem wypromować marki producenta trumien. Podziałało to na mnie jak płachta na byka. Jak to się nie da? Stąd ten kontrowersyjny kalendarz. Mamy też hasło reklamowe, które umieściłem na kilkudziesięciu naszych samochodach. Krążą po całej Polsce i utrwalają markę.
- A jakie to hasło?
- "Lindner. Trumny, w których wyglądasz jak żywy".
- A po co to wszystko?
- W Polsce mamy dwa tysiące producentów trumien. Dwa tysiące! Trzeba się jakoś wyróżnić. Nasze produkty są najlepsze. Weźmy dno. Większość firm robi je z byle jakich deszczułek łączonych poprzecznie. W trumnach Lindnera ma pan dno z solidnych desek łączonych wzdłuż. Czy nie chciałby pan zostać pochowany w produkcie najwyższej jakości?
- Chyba mi wszystko jedno.
- Ale pańskiej rodzinie - już nie. To w końcu pana ostatnia droga, powinno być solidnie i godnie. Mogę wysłać panu zdjęcia poglądowe. Wnętrze zwykłej trumny i wnętrze trumny Lindnera. Różnica kolosalna. Podnoszą trumnę w kościele, a tu trociny się z niej sypią. Tak bywa. Wytwarzam znakomity produkt o nazwie "trumna drewniana" i chcę, żeby świat się o tym dowiedział.
Ten kalendarz nie ma sensu Kalendarz obejrzał Szymon Gutkowski, współwłaściciel agencji reklamowej DDB (jednej z największych w Polsce, wymyślała reklamy m.in. dla Algidy, Allianz Banku, Grolscha, Henkela i sieci McDonald's).
- Obrzydliwe, głupie, świadczące o całkowitym braku wrażliwości, chamskie - ocenia zdjęcia z kalendarza.
- Ale skuteczne, bo o nich rozmawiamy.
- I co z tego! Z punktu widzenia interesów tej firmy taki rozgłos jest kompletnie bez sensu. Rozpoznawalność marki? Dla producenta trumien to bez znaczenia. Czy rodzina zmarłego zastanawia się, jakiej marki trumnę kupić? Bzdura. O wyborze producenta trumny decyduje zakład pogrzebowy.