- Oskarżony popełnił niezwykle tchórzliwe i perfidne morderstwo, plamiąc w ten sposób swój żołnierski honor. To było zwykłe morderstwo popełnione przez zwykłego mordercę - uzasadniał surowy wyrok sędzia.
Boere, który od lat mieszka w domu starców pod Akwizgranem, słuchał tych słów, siedząc niewzruszony na wózku inwalidzkim. W mowie końcowej jego obrońca wnosił o uniewinnienie. - W ogóle nie znałem tych ludzi. Dostaliśmy ich nazwiska, powiedziano nam, że to partyzanci i terroryści. Myśleliśmy, że postępujemy właściwie - zapewniał podczas procesu Boere, syn Holendra i Niemki.
Do SS wstąpił na ochotnika w 1940 r. Służył na froncie wschodnim, potem w oddziale SS "Feldmeijer", które zabijało po cichu Holendrów sympatyzujących z ruchem oporu. Oddział ma na koncie ponad 50 morderstw, sam Boere ma na rękach krew trzech osób. Po wojnie holenderski sąd skazał go za to zaocznie na śmierć.
Esesman uniknął jednak kary, bo władze Niemiec odmówiły jego ekstradycji. Żył sobie spokojnie pod holenderską granicą i pracował jako górnik. W latach 80. zeszłego wieku prokuratora po raz kolejny uznała, że Boere nie można karać za zabicie cywilów, bo chodziło o dopuszczalną przez prawo walkę z partyzantami, a poza tym musiał on wykonywać rozkazy. Dopiero w 2007 r. sąd w Akwizgranie stwierdził, że akcja skrytobójczego zabijania Holendrów była zbrodnią i proces Boerego mógł się rozpocząć. Były esesman ze względu na zły stan zdrowia wyrok będzie odsiadywał w więziennym szpitalu.
Wczorajszy wyrok to z pewnością jeden z ostatnich wydanych na nazistowskich zbrodniarzy, którzy dziś przekroczyli lub dobiegają 90 lat. Rok temu sąd w Monachium skazał na dożywocie porucznika Wehrmachtu Josefa Scheungrabera za masakrę włoskich cywilów w Toskanii. Przed tym samym sądem trwa proces Johna Demianiuka, strażnika z obozu zagłady w Sobiborze. Prawdopodobnie w tym roku będzie gotowy akt oskarżenia przeciwko Samuelowi Kunzowi, esesmanowi z obozu w Bełżcu.