http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pilot śmigłowca uniewinniony po sześciu latach

Bogdan Wróblewski
2010-03-23, ostatnia aktualizacja 2010-03-22 20:14

Sąd uwolnił wczoraj od odpowiedzialności pilota śmigłowca, który w 2003 r. awaryjnie lądował z premierem Leszkiem Millerem na pokładzie.

Podpułkownik pilot Marek Miłosz
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Podpułkownik pilot Marek Miłosz
- Nie zawsze jest tak, że ktoś był winny. To był wypadek - podsumował sędzia wojskowego sądu okręgowego mjr Mirosław Kolanowski. Koledzy ppłk Marka Miłosza, lotnicy pilotujący tak jak on maszyny z VIP-ami na pokładzie, wyrok przyjęli brawami.

Mi-8P z Millerem i kilkunastoma innymi osobami na pokładzie rozbił się 4 grudnia 2003 r. pod Warszawą. Wcześniej zgasły silniki, bo dostały się do nich okruchy lodu. Dowódca maszyny, wówczas major Miłosz, awaryjnie lądował, stosując tzw. manewr autorotacji.

Miller miał uraz kręgosłupa, ranna została szefowa jego gabinetu politycznego Aleksandra Jakubowska, pracownicy Centrum Informacyjnego Rządu, lekarz, oficerowie BOR, piloci i stewardesa, ale wszyscy przeżyli.

- Dzięki zimnej krwi i umiejętnościom udało się przyziemić śmigłowiec w taki sposób, że nikt nie zginął - podkreślał wczoraj sędzia mjr Kolanowski. I cytował Millera, który mówił publicznie, że Miłoszowi "zawdzięcza życie".

Wojskowa prokuratura oskarżyła Miłosza o nieumyślne spowodowanie wypadku lotniczego oraz o umyślne sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy, bo pilot nie przełączył systemu odladzania śmigłowca z automatycznego na ręczny. Maszyna podchodziła do lądowania na Okęciu w temperaturze poniżej 5 stopni, a wtedy instrukcja zaleca przejście na ręczne odladzanie.

Zawinił człowiek, maszyna czy system, w jaki organizowane są loty VIP-ów (bo zabrakło precyzyjnej informacji o warunkach meteorologicznych)? Na takie pytanie starali się odpowiedzieć sędziowie w toczącym się od marca 2007 r. procesie.

Z ustaleń komisji lotniczej i biegłych wynika, że czujnik automatyczny nie wykazał oblodzenia - prawdopodobnie nie był sprawny. Co więcej, nad Warszawą tego dnia wystąpiło zjawisko silnej inwersji - temperatura na wysokości 1500 m wynosiła 7 stopni, a na wysokości 700 m - zero.

Jednak oskarżyciel płk Ireneusz Szeląg zarzucił Miłoszowi, że "świadomie" - nie włączając ręcznego systemu odladzania - przyczynił się do katastrofy. Zażądał skazania ppłk Miłosza na rok więzienia w zawieszeniu i grzywnę.

Sędziowie uznali, że nie ma racji. Mjr Kolanowski tłumaczył, że gdy śmigłowiec startował, na zewnątrz było 3,6 na plusie. Podczas lotu pilot opierał się na wskazaniach zewnętrznego termometru, który wskazywał 7 stopni (później się okazało, że jego dokładność to plus minus 3 stopnie). System automatyczny nie zasygnalizował oblodzenia. Bardzo silnej inwersji nad Warszawą pilot nie mógł przewidzieć.

- Brak było efektywnej współpracy między służbami wojskowymi i cywilnymi. We Wrocławiu leżał komunikat, który przewidywał możliwość oblodzenia, ale nikt go wojskowym nie pokazał, a ppłk Miłosz nie miał obowiązku się z nim zapoznać - mówił sędzia Kolanowski.

Dodał, że po tym wypadku podniesiono próg przełączania systemu odladzania na ręczny do 10 stopni. I zakończył: - Lata się tym, co się ma, na sprzęcie, na który państwo polskie stać. Należało kupić maszyny nowocześniejsze.

Prok. Szeląg odmówił skomentowania wyroku. Z ewentualną apelacją będzie czekał na pisemne uzasadnienie sądu.

Ppłk Miłosz zaś dziękował wszystkim, którzy mimo procesu pozwolili mu dalej latać: - Latałem z byłym i z obecnym prezydentem, premierami, marszałkami Sejmu i oni chcieli ze mną latać. Wiedziałem, że wtedy nie popełniłem żadnego błędu, zrobiłem to, co do mnie należało.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':