Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Oba przykłady - z ben Ladenem i Hoessem - są na tyle jaskrawe, że zniechęcają do polemiki. A polemizować należy. Sikorski powiedział mniej więcej tyle, że europejskie standardy cywilizacyjno-prawne są gorsetem uniemożliwiającym nam przywrócenie jakże pożądanej kary śmierci. Tak uważa szef polskiej dyplomacji, który aspiruje do prezydentury.
Nie różni się więc Sikorski od prezydenta Kaczyńskiego, który cztery lata temu ubolewał, że przywrócenie kary śmierci jest niemożliwe, i dodał, że w Europie na ten temat "należy dyskutować". Ta uwaga rzucona w wywiadzie radiowym spotkała się z reprymendą przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy Rene van den Lindena. Napisał on w liście do Kaczyńskiego, że tego typu sugestie są "atakiem na nasze wspólne wartości". Można doszukiwać się w tym oznak przeczulenia, niemniej sprawa pokazała, z jaką determinacją europejskie instytucje gotowe są bronić swych aksjomatów.
Znoszącą karę śmierci europejską konwencję praw człowieka ratyfikowały wszystkie kraje naszego kontynentu - poza Białorusią. Konwencja została też uznana w traktacie lizbońskim za oficjalny dokument UE. Dyskutować na temat jej zasadności można, ale należy liczyć się z tym, że poważni partnerzy odmówią udziału w takiej dyskusji. Została ona już bowiem dawno rozstrzygnięta i nie widać podstaw, aby do niej wracać.
W tej sprawie nie różni się także Sikorski od Ligi Polskich Rodzin, która postulowała kilka lat temu przywrócenie kary śmierci wobec pedofilów morderców. Rzecznik
LPR Piotr Ślusarczyk przyznał wówczas: "Ciągle słyszę o europejskiej wartości, jaką jest brak kary śmierci. Nie wiem do końca, z czego to wynika".
Po rzeczniku Ślusarczyku pewnie mało kto się spodziewał znajomości dorobku europejskiej humanistyki, choć już przyswojenie nauk Jana Pawła II byłoby wskazane. Gdy jednak oznaki podobnego niezrozumienia wykazuje
Radosław Sikorski, robi się nieswojo.