Do Kabulu wysłał ich Gulbuddin Hekmatjar, weteran wojny partyzanckiej z lat 80. przeciwko Armii Radzieckiej, a także jeden z najważniejszych uczestników wojny domowej z lat 90. Po amerykańskiej inwazji na
Afganistan w 2001 r. Hekmatjar stanął po stronie talibów. Jego ugrupowanie Hezb-e Islami jest najsłabszą z trzech wielkich armii partyzanckich walczących przeciwko rządowi Karzaja i wspierających go wojskom zachodnim.
W przeciwieństwie do talibów mułły Omara i partyzantów również z nimi sprzymierzonego Dżalaluddina Haqqaniego i jego synów oddziały Hekmatjara z rzadka uczestniczą w walkach. W zeszłym miesiącu doszło natomiast do krwawych starć między partyzantami Hekmatjara i talibami w północnej prowincji Baghlan. Rozgromieni przez talibów tamtejsi partyzanci Hekmatjara przeszli na stronę wojska rządowego. Wielu byłych zauszników i współpracowników Hekmatjara już wcześniej złożyło broń i weszło do rządu, administracji i parlamentu w Kabulu.
O powadze misji wysłanników Hekmatjara świadczy to, że komendant wyznaczył do niej swojego zastępcę Kutbuddina Hilala oraz zięcia Hajrata Bahira posyłanego na najważniejsze rokowania.
Do Kabulu zabrali 15-punktowy plan pokojowy przewidujący m.in. rozpoczęcie już latem ewakuacji zachodnich wojsk z Afganistanu, powołaniu na początku przyszłego roku nowego, przejściowego rządu koalicyjnego z udziałem partyzantów. Gabinet ten w ciągu roku przeprowadziłby nowe wybory i przyjął nową konstytucję będącą połączeniem obecnej i tej z czasów, gdy Afganistanem rządzili talibowie.
Prezydent Karzaj zabiega o rozmowy i rozejm ze wszystkimi zwalczającymi go ugrupowaniami partyzanckimi. Twierdzi, że rozmawiał też z talibami, których zamierzał zaprosić na wielką radę szurę, którą chce zwołać w Kabulu na przełomie kwietnia i maja.
Urzędnicy Karzaja twierdzą jednak, że plany prezydenta storpedowali Pakistańczycy, którzy w styczniu aresztowali akurat wszystkich tych przywódców talibów z zastępcą emira mułłą Abdulem Ghanim "Baradarem", którzy gotowi byli układać się z Kabulem.