W czwartek w Senacie dyskusja i głosowanie nad nowelizacją ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu. Główny spór toczy się o zakaz palenia w pubach, klubach i restauracjach. Według aktualnych przepisów wystarczy wydzielić tam strefy dla palących - często nie są nawet oddzielone drzwiami.
Senacka komisja zdrowia w miniony czwartek zarekomendowała: całkowity zakaz palenia w lokalach gastronomicznych. I nad taką poprawką będzie głosował Senat. Wiadomo jednak, że nie przejdzie.
Po pierwsze, senatorzy skonstruowali ją tak, iż nigdzie nie wolno by organizować palarni - również w żadnym zakładzie pracy. Przeciw temu zaprotestował nawet przewodniczący komisji Władysław Sidorowicz (PO), lekarz, były minister zdrowia, który podpisał się wcześniej pod listem otwartym do Sejmu popierającym ostry zakaz palenia w lokalach.
- Całkowity zakaz, brak palarni to zbyt radykalne - komentuje Sidorowicz.
Poza tym poprawkę musiałby zaakceptować Sejm. A ten przyjął nowelizację ustawy z kompletnie przeciwnymi zapisami: palarnia w każdym lokalu, a właściciele tych poniżej 100 m kw. zdecydują sami, czy pozwolą gościom palić.
O tym, że jego poprawka nie ma żadnych szans, senator-lekarz Rafał Muchacki (PO) wiedział już wtedy, kiedy ją zgłaszał.
- Chciałem tylko dać sygnał, że senatorom ze środowiska medycznego zależy przede wszystkim na zdrowiu - tłumaczy Muchacki "Gazecie".
Na to przewodniczący Sidorowicz zapowiedział kontrpoprawkę - do przełknięcia i w Senacie, i w Sejmie. Palarnie mają pozostać - z wyjątkiem szpitali i szkół - ale w pubach i restauracjach ma obowiązywać zakaz palenia. Posłowie z PO jednak wytargowali jeszcze jedno ustępstwo.
- Proponujemy sale dla palących, ale tylko tam, gdzie są co najmniej dwa pomieszczenia - mówi Jarosław Katulski, poseł PO.
To Katulski przekonał klub Platformy, a potem Sejm, żeby właścicielom małych lokali zostawić wybór, czy dopuszczają palenie. - Inaczej będą plajtować - tłumaczył. To było w lutym, po przedstawieniu przez Konfederację Pracodawców Polskich wyników badań OBOP, w których co czwarty ankietowany właściciel lokalu gastronomicznego przyznał, że wprowadzenie zakazu może zmniejszyć zatrudnienie.
Czemu poseł teraz zmienił zdanie? Mówi, że po ubiegłotygodniowej wycieczce do Paryża - na zaproszenie Światowej Organizacji Zdrowia kilkoro posłów pojechało rozmawiać z francuskimi parlamentarzystami o tym, jak im się udało wprowadzić całkowity zakaz palenia w lokalach.
- Właściciele francuskich restauracji też protestowali. Ale po zdrowotnej akcji propagandowej dali się przekonać. I nie było plajt - mówi dzisiaj Katulski.
Przewodniczący Sidorowicz powiedział nam wczoraj, że pójdzie na kompromis proponowany przez posłów: - Na bardziej radykalny zakaz nie ma politycznej zgody. Dodatkowy warunek, że sala dla palących ma być specjalnie wentylowana i że dym nie może się przedostawać do innych pomieszczeń, będzie dla restauratorów tak trudny do spełnienia, że prawdopodobnie niewielu się zdecyduje - mówi.
Kilka dni temu stowarzyszenie MANKO (organizator kampanii społecznej "Lokal bez papierosa.pl") zakończyło badania na temat zakazu palenia w lokalach w Krakowie. Prawie połowa barmanów i kelnerów opowiedziała się za wprowadzeniem zakazu, ponad 60 proc. zaobserwowało negatywny wpływ przebywania w zadymionych pomieszczeniach, większość - prawie 80 proc. - nie obawia się utraty pracy po wprowadzeniu zakazu. Do akcji "Lokal bez papierosa.pl" przyłączyło się już ponad 1,3 tys. lokali z 65 miast w Polsce.