http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Hawana wzywa dysydenta do zaprzestania głodówki

mas
2010-03-23, ostatnia aktualizacja 2010-03-22 17:39

Oficer kubańskiej bezpieki nakłaniał głodującego Guillermo Farinasa do zaprzestania protestu. - Nie dogadaliśmy się, gadaliśmy o bejsbolu - powiedział potem dysydent

ZOBACZ TAKŻE
Do tej pory dyktatura nie porozumiewała się pojednawczo z dysydentami czy więźniami politycznym, których wszystkich bez wyjątku uważa albo za bandytów, albo za zdrajców i prześladuje.

Tym razem postąpiła inaczej. Do szpitala w Santa Clara, gdzie Farinas leży pod kroplówką, od kiedy zasłabł po przeszło dwóch tygodniach głodówki, przyjechał wysoki oficer służby bezpieczeństwa ds. kontrrewolucji Hector de la Fe. "W imieniu MSW" wyraził "głęboką troskę" o zdrowie Farinasa, który w ciągu ostatnich kilkunastu lat spędzonych głównie w więzieniach głodował już wiele razy oraz namawiał go do przerwania protestu.

Wcześniej przyjaciele i koledzy dysydenci, a także Lech Wałęsa i rządy kilku krajów prosili Farinasa, by przerwał głodówkę i nie poświęcał życia choćby w najsłuszniejszej sprawie. Hiszpania proponowała mu azyl, a Hawana zgodziła się na jego wyjazd. Ale Farinas pozostał nieprzejednany.

Teraz też odmówił. Powiedział oficerowi bezpieczeństwa, że nie przestanie głodować, dopóki władze nie uwolnią 26 chorych więźniów politycznych. - Domagam się mniej niż Unia Europejska, która chce zwolnienia wszystkich, czyli ponad 200 więźniów politycznych - powiedział Hectorowi de la Fe.

Ten nic na to nie odpowiedział. - Ponieważ się nie dogadaliśmy, dalej rozmawialiśmy o bejsbolu, bo kibicujemy tej samej drużynie - opowiada Farinas.

Opozycjonista zaczął głodówkę 24 lutego, kiedy zagłodził się na śmierć inny więzień i dysydent Orlando Zapata. Odsiadywał on 36-letni wyrok i żądał statusu więźnia politycznego.

Śmierć Zapaty oraz głodówki lub ich zapowiedzi następnych dysydentów wywołały na świecie niespotykane od lat oburzenie na dyktaturę. Dlatego Fidel i Raul Castro mają nadzieję, że jeśli głodówki ustaną, świat znowu zapomni o Kubie.

Nie dają o sobie zapomnieć także Damy w Bieli, czyli matki i żony kilkudziesięciu dysydentów siedzących w więzieniach od 2003 roku. Przez ostatni tydzień, w siódmą rocznicę pogromu demokratycznej opozycji, codziennie maszerowały ulicami Hawany, domagając się wolności dla synów i mężów.

Najpierw bezpieka pozwoliła je nękać, a nawet poturbować tzw. zdrowym elementom społecznym, czyli cywilnym bojówkarzom, ale w sobotę i niedzielę otoczyła marsz Dam w Bieli kordonem i nie dopuściła już do rękoczynów.

W niedzielę w mszy w kościele Santa Rita w intencji więźniów wzięli udział obok Dam w Bieli liczni dyplomaci europejscy. Po mszy Damy poszły do budynku parlamentu, gdzie zażądały uwolnienia politycznych więźniów. W sumie protestowały na ulicach Hawany przez siedem dni z rzędu - tak długotrwałego publicznego protestu od dawna na Kubie nie było.

Damy zwróciły się także do Unii Europejskiej o większe poparcie dla sprawy wolności Kubańczyków.

W piątek i sobotę Lech Wałęsa organizuje w Madrycie konferencję o tym, co Europa powinna zrobić wobec rosnących żądań wolności na Kubie. Weźmie w niej udział kwiat kubańskiego uchodźstwa oraz politycy hiszpańscy i europejscy. O konferencji Instytutu Lech Wałęsy w sprawie Kuby czytaj na: www.solidarnizkuba.pl.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':