http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wojna żon na Wyspach

Jacek Pawlicki
2010-03-23, ostatnia aktualizacja 2010-03-23 10:10

Żony brytyjskiego premiera i szefa opozycji rzuciły się już w wir kampanii wyborczej. Ostatnia na ring wkroczyła żona liberała Nicka Clegga

Siedziba Izby Lordów i Izby Gmin
Fot. Rafa3 Mielnik / AG
Siedziba Izby Lordów i Izby Gmin
SERWISY
Pochodząca z Hiszpanii Miriam Gonzalez Durantez, czyli pani Cleggowa, zaczęła ostro. W weekend zaatakowała żonę przywódcy torysów Samanthę Cameron za to, że na czas kampanii męża wzięła urlop, by go wspierać. - Nie mogę sobie pozwolić na luksus porzucenia pracy na pięć tygodni, sądzę, że w podobnej sytuacji jest większość ludzi w tym kraju - oświadczyła pani Miriam.

W tym samym wywiadzie telewizyjnym żona Clegga zaprzeczyła, jakoby odgrywała jakąś rolę polityczną. Tylko że przeciwstawiając siebie zaangażowanym w kampanię żonom premiera Gordona Browna i Davida Camerona, pani Miriam sama stała się elementem kampanii Liberalnych Demokratów. Jako zwykła kobieta i zarabiająca na chleb matka jest wzorem dla klasy średniej, głównego elektoratu liberałów.

Sympatyzujący z konserwatystami dziennik "Daily Telegraph" pisze już o wojnie żon. Choć panie nie okładają się tak ostro jak panowie, to potrafią skupić na sobie uwagę mediów i wyborców. A jako że brytyjskie wybory są za pasem (odbędą się najpewniej 6 maja), kampania wyborcza weszła w decydującą fazę.

W walce o głosy dla mężów nie wszystkie żony mają takie same szanse. O 47-letniej Sarah Brown, specjalistce od PR, jest najgłośniej, bo jest żoną premiera. W dodatku to ona jako pierwsza zaczęła ofensywę wdzięku na rzecz męża. Już w połowie zeszłego roku zajęła się zmianą wizerunku niepopularnego Gordona uchodzącego powszechnie za ponurego nudziarza.

Atutem Sarah jest normalność, wdzięk i milion osób zapisanych na jej koncie na portalu społecznościowym Twitter, czyli absolutny rekord na Wyspach.

Z kolei pani Cameron słynie z szykownych strojów i arystokratycznych korzeni. Jako dyrektor kreatywny londyńskiej firmy Smythson, od XIX w. produkującej luksusowe wyroby skórzane, uważana jest za kobietę sukcesu, co przemawia do wyższej klasy średniej.

Prawicowe media kreują ją na ikonę londyńskiej mody i zestawiają z piękną żoną prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego Carlą Bruni. Sam David Cameron opowiada, że jego żona to tajna broń. I rzeczywiście, kiedy tydzień temu opowiadała, jak świetnym mężem i wspaniałym człowiekiem jest David, notowania torysów wzrosły na krótko o kilka punktów procentowych.

Eksperci wzdychają, że brytyjska polityka amerykanizuje się, a kult pierwszych dam i uzależnienie od mediów przyciągają większą uwagę niż spór polityczny. Ale przywódcom największych partii to nie przeszkadza, skoro po raz pierwszy w historii zmierzą się przed wyborami w debacie telewizyjnej, którą wymyślili Amerykanie.

Politolog Peter Preston przyznaje, że żony przywódców głównych partii mogą odegrać istotną rolę w kampanii, ale jej nie przesądzą. - Sarah Brown zaangażowała się w kampanię przed wyborami uzupełniającymi w jednym z okręgów w Szkocji i uratowała Partii Pracy mandat, który chcieli jej odebrać szkoccy nacjonaliści - opowiada Preston.

Jego zdaniem wejście żon na scenę polityczną to nowość w brytyjskiej polityce. - Żona premiera Johna Majora pozostawała w cieniu, podobnie jak mąż Margaret Thatcher, nie mówiąc o wcześniejszych premierach - opowiada Preston. - Rolą żon przywódców jest wygładzenie postaci mężów. Partie chcą w ten sposób dotrzeć do szerszej grupy społeczeństwa, zainteresować polityką tych, którzy są nią znudzeni. Czy to się powiedzie, nie wiem - mówi prof. Preston.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':