Na dzisiejsze spotkanie Netanjahu został wezwany dopiero w niedzielę, za pośrednictwem amerykańskiego wysłannika na Bliski Wschód George'a Mitchella. Chociaż Mitchell podkreślał, że amerykańsko-izraelskie relacje są "niezachwiane", tajemnicą poliszynela jest to, że izraelski premier poleciał do Waszyngtonu na dywanik.
Napięcie w izraelsko-amerykańskich stosunkach trwa już ponad tydzień, od kiedy Izraelczycy wbrew stanowisku
USA ogłosili budowę 1,6 tys. domów we wschodniej części Jerozolimy. W dodatku tę kontrowersyjną decyzję ogłosili w dniu wizyty amerykańskiego wiceprezydenta Joe Bidena.
Obama, dla którego jednym z priorytetów polityki zagranicznej jest rozwiązanie konfliktu palestyńsko-izraelskiego, wielokrotnie podkreślał, że kontynuując rozbudowę osiedli, Izrael spowalnia proces pokojowy. Tuż po ogłoszeniu decyzji o budowie kolejnych domów Palestyńczycy ogłosili, że nie usiądą do negocjacji, dopóki rozbudowa nie zostanie wstrzymana.
Jeszcze przed wylotem do Waszyngtonu Netanjahu powtarzał, że się nie ugnie. - Nasza polityka w tej sprawie jest niezmienna od 42 lat - stwierdził. - Budowanie w Jerozolimie nie różni się dla nas od budowania w Tel Awiwie.
Jednak dla świata różnica jest wyraźna. Chociaż Izraelczycy formalnie zaanektowali wschodnią Jerozolimę jako swoją "niepodzielną, odwieczną stolicę", większość krajów nie uznała tej decyzji. To dlatego USA czy Polska mają ambasady w Tel Awiwie, a nie w Jerozolimie.
Premierowi Netanjahu dostało się już wczoraj od szefowej dyplomacji USA
Hillary Clinton. - Nowe osiedla podważają wzajemne zaufanie i narażają na fiasko rozmowy, których potrzebują obie strony. Podważają też zdolność Ameryki do odgrywania kluczowej roli w procesie pokojowym - mówiła na kongresie Amerykańsko-Izraelskiego Komitetu Spraw Publicznych. Clinton zapewniła jednocześnie, że nic nie naruszy amerykańskich gwarancji dla izraelskiego bezpieczeństwa, szczególnie w związku z rozwojem programu atomowego przez
Iran.
Decyzją o budowie Izraelczycy narazili się nie tylko Amerykanom. - Ta decyzja musi zostać odwołana - stwierdziła szefowa dyplomacji UE Catherine Ashton, a szef brytyjskiego
MSZ David Miliband nazwał ją "złą decyzją podjętą w fatalnym momencie".
Rozmowa z izraelskim analitykiem Marta Urzędowska: Obama zbeszta dzisiaj premiera Netanjahu? Yossi Alpher*: Na pewno nie będzie to przyjemne spotkanie. Netanjahu będzie się gęsto tłumaczyć z decyzji o budowie nowych domów we wschodniej Jerozolimie i z fatalnego momentu jej ogłoszenia. Ostra reakcja Amerykanów na ten incydent pokazuje, że był to dla nich duży policzek. Jednak raczej nie będzie to główny temat spotkania. Skupią się pewnie na Iranie, bo zarówno dla Izraelczyków, jak i Amerykanów właśnie Iran jest dzisiaj największym zagrożeniem.
Czyli izraelski premier pójdzie na ustępstwa w sprawie palestyńskiej, byle nie popsuć stosunków z USA? - Netanjahu już poszedł na ustępstwa, by w ogóle móc spotkać się z Obamą: obiecał wypuszczenie kolejnych palestyńskich więźniów, rozluźnienie blokady Strefy Gazy, większą kontrolę procedur rozbudowy żydowskich osiedli. Prawdopodobnie dzisiaj po cichu zapewni Obamę, że budowa tych nieszczęsnych 1,6 tys. domów będzie opóźniana w nieskończoność.
Nie może po prostu cofnąć tej decyzji? - To mogłoby być dla niego polityczne samobójstwo. Politycy prawicowej koalicji, którą rządzi, nie godzą się na takie ustępstwa. Nie wiadomo, czy Netanjahu poważnie myśli o procesie pokojowym. Z jednej strony zgodził się na budowę dwóch państw - izraelskiego i palestyńskiego - obiecał też częściowe wstrzymanie rozbudowy osiedli. Z drugiej strony musi być lojalny wobec swojej koalicji, czego najlepszy dowód mamy teraz. Jednak w tej chwili, jeśli zestawi się wypowiedzi polityków izraelskich i palestyńskich, jasno widać, że szanse na porozumienie są nikłe.
Czyli pokojowa inicjatywa Obamy nie ma sensu? - W tej chwili administracja waszyngtońska powinna się skupić na dwóch sprawach - poważnie rozmawiać z Syrią, bo to pomoże im w Iranie, oraz opracować zupełnie nową strategię wobec Strefy Gazy, bo wszystko, co do tej pory w tej sprawie zrobiono, zakończyło się kompletną porażką. Nic nie dała blokada ekonomiczna, Hamas nadal rośnie w siłę. Dopóki nie zneutralizujemy Gazy, można dać sobie spokój z procesem pokojowym.
*
Yossi Alpher był oficerem izraelskiego wywiadu, doradcą premiera Ehuda Baraka w sprawach procesu pokojowego z Palestyńczykami. Współwydawca Bitterlemons - portalu, w którym izraelscy i palestyńscy publicyści komentują bieżące wydarzenia