http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Debatę prawyborczą PO oceniają Raciborski, Środa, Szawiel

opr. red
2010-03-21, ostatnia aktualizacja 2010-03-22 15:23

prof. Jacek Raciborski
Fot. Robert Kowalewski / AG
prof. Jacek Raciborski
Tadeusz Szawiel
Fot. Waldemar Kompala /AG
Tadeusz Szawiel
ZOBACZ TAKŻE
prof. Jacek Raciborski, socjolog z UW

To nie było bardzo istotne wydarzenie polityczne. Ujawniły się wszystkie ograniczenia publicznej debaty wewnątrzpartyjnej. Mało emocji i brak zasadniczego sporu programowego. Lepiej wypadł marszałek Komorowski. Przedstawił wizję prezydentury bliższą społecznym oczekiwaniom i przeciwstawił się obecnym w PO tendencjom do marginalizacji tego urzędu. Wykonał zręczny ukłon w stronę wyborców o lewicowej orientacji, przywołując nazwisko Blidy jako ofiary PiS. Niefortunna była tylko jego wyprawa na teren eugeniki, gdy zaczął sugerować jakieś kryteria doboru par w związku z in vitro. W czasie całej debaty Komorowski prezentował się jako człowiek rozważny i właściwie był już w skórze prezydenta.

Sikorski nie wypadł źle, chociaż początek miał nieudany. Zręcznie zagrał na emocjach narodowych, formułując krytykę polityki Wilna wobec Polaków na Litwie. Upowszechniane przez niego schematy, za pomocą których starał się zdefiniować rywalizację w debacie załamały się jednak: młody - stary, prezydentura eksportowa - krajowa, obyty w świecie - nieobyty.

Właściwie to już jest po prawyborach w PO. Wygrał Komorowski. Od początku zresztą był na uprzywilejowanej pozycji. Dalszym skutkiem tych prawyborów będzie silniejsza pozycja Komorowskiego jako prezydenta niż byłaby w przypadku nominowania go przez konwencję, czyli w praktyce przez Tuska. Ciekawy jestem bardzo losów instytucji prawyborów w partiach.

Magdalena Środa, filozof, etyk

Wczorajsza debata pokazała, że kandydaci PO na prezydenta nie zdają sobie absolutnie sprawy z tego, że naród, którym będą ewentualnie rządzili, składa się nie tylko z Polaków, ale i Polek. I że zadaniem prezydenta jest troska o rzeczywistą konstytucyjną równość obywateli i obywatelek, której w Polsce nie ma.

Pytanie, jak to zmienić, jest znacznie ważniejsze niż to, czy premier i prezydent będą latali jednym samolotem, gdzie zamierzają podróżować i kogo zatrudnić w kancelarii. Ale w czasie spotkania kandydaci dostali zaledwie jedno pytanie, które dotyka problematyki kobiet w sposób pośredni - mianowicie o zapłodnienie in vitro.

Sikorski wykazał się daleko idącą obojętnością wobec tego problemu (zapłodnienie tak, ale bez refundacji). Komorowski natomiast wsparł ograniczoną refundację, zapominając o konstytucji, na której straży jako prezydent powinien stać. Otóż każdy obywatel i każda obywatelka mają w konstytucji takie same prawa, a więc uzasadnienie refundacji in vitro skutecznością i "warunkami wychowawczymi" - co proponował Komorowski - jest z konstytucją niezgodne.

Ogólnie widać było, że każdy z panów jest przygotowany do zarządzania krajem, w którym żyją mężczyźni. A kobiety? Nie mają, jak się okazało, żadnych problemów godnych prezydenckiej debaty, bo z takim prezydentem czy innym, będą musiały same dawać sobie radę. Jak zawsze.

Tadeusz Szawiel, socjolog z UW

Sytuacja obu kandydatów w debacie była całkowicie inna. Komorowski przyszedł jako praktycznie pewny kandydat PO na prezydenta według opinii mediów i sondaży. Natomiast Sikorski jako ten, który utracił wyrównane jeszcze miesiąc temu szanse wskutek własnych błędów. Strategia Komorowskiego to zaprezentowanie się potencjalnemu elektoratowi jako kandydat Platformy. Strategia Sikorskiego - naprawa błędów, odbudowa wizerunku poważnego polityka w partii i budowanie pozycji na przyszłość.

Komorowski dobrze wywiązał się ze swojego zadania - jego przekaz był prostszy i bardziej wyrazisty. Prezydentura służby: łącząca, spokojna, współpracy z rządem, a program dla Polski to dogonić cywilizacyjnie i gospodarczo stare kraje Unii, mieć odwagę bycia prekursorem w Unii w stosunkach z Rosją, Ukrainą czy Białorusią.

Sikorski, biorąc pod uwagę jego sytuację, również wypadł dobrze. Uniknął błędów, które mu zaszkodziły: słownej agresji, brawury, wątpliwych pomysłów. Sprawiał wrażenie gotowego w większym stopniu podporządkować prezydenturę interesom szefa rządu i pomysłom partii. Nie wziął jednak pod uwagę, że konstytucja poprzez bezpośredni wybór daje ogromną legitymizację prezydentowi, który nie może tego lekceważyć. Dopóki wybieramy prezydenta w powszechnych wyborach, nierealistyczne jest redukowanie jego urzędu i roli.

Komorowski wypadł bardziej naturalnie, był wyluzowany. Sikorski bardziej spięty, bardziej wchodzący w szczegóły, operował bardziej technicznym językiem (G20!), co niekoniecznie było plusem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':