http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Papież powiedział dość?

Tomasz Bielecki
2010-03-22, ostatnia aktualizacja 2010-03-22 08:56

Papież Benedykt XVI
Papież Benedykt XVI
Fot. Bela Szandelszky AP

Czy monachijska przeszłość Benedykta XVI może zaszkodzić wiarygodności papieża w walce z pedofilią w Kościele? - Ujawnijcie dokumenty. Powołajcie niezależną komisję. Zaproście do niej ludzi mediów - apeluje watykanista John Allen.

*Komentarz Jana Turnau *Słowa papieża do Irlandczyków - pełen tekst dokumentu *Grzeszne czyny kościoła



Kardynał Joseph Ratzinger stał na czele diecezji monachijskiej w latach 1977-82, zanim Jan Paweł II poprosił go o objęcie Kongregacji Nauki Wiary. Kiedy przed dwoma miesiącami Niemcy zaczęła zalewać fala oskarżeń o przestępstwa pedofilskie księży, media, w dążeniu prawdy bądź sensacji, rzuciły się do poszukiwań dokumentów, które pokazałyby, jak obecny papież reagował na skargi wobec swych podwładnych.

Niemieckie gazety wciąż opisują jeden przypadek księdza Petera Hullermana, którego pomimo jego pedofilskiej przeszłości diecezja monachijska przyjęła w 1980 r. do siebie, przyznając mu mieszkanie i który wbrew ostrzeżeniom swego psychoterapeuty nie dostał długiego zakazu pracy duszpasterskiej. Choć byli podwładni kard. Ratzingera w Monachium podtrzymywali niedawno inną wersję, najnowszy tygodnik "Der Spiegel" zastanawia, czy się obecny papież mógł uczestniczyć w posiedzeniu diecezjalnej rady duszpasterskiej, na którym omawiano sprawę Hullermana. Ma to potwierdzać protokół obrad.

Spekulacje "Der Spiegla" - jak podkreślają watykańscy rozmówcy włoskich mediów - nie oznaczają jednak, że kard. Ratzinger miał cokolwiek wspólnego z powierzeniem Hullermanowi pracy duszpasterskiej.

- Niech jednak diecezja w Monachium odkryje wszystkie sprawy księży pedofilów z tego okresu. Tylko tak można uzdrowić atmosferę podejrzeń - namawia John Allen, zastrzegając, że nie spodziewa się znalezienia w Monachium czegokolwiek obciążającego papieża.

Sęk w tym, że o ile Benedykt XVI zrobił już wszystko bądź niemal wszystko, aby ułatwić rozliczenie księży bezpośrednio winnych wykorzystywaniu dzieci, to pomimo ostrych słów wobec biskupów w liście pasterskim do Irlandczyków Watykan nie znalazł sposobu na jasną ocenę ich złych rządów. A jak dziś wiadomo, postawa biskupów utrudniała walkę z przestępstwami duszpasterzy.

Kard. Bernard Law, który uciekł do Watykanu z USA przed grożącymi mu procesami za tuszowanie skandali, nadal zajmuje bowiem prestiżowe stanowisko prezbitera papieskiej bazyliki Santa Maria Maggiore. A biskupi, którzy nie donosili policji na księży pedofilów (o co "Der Spiegel" podejrzewa Ratzingera w przypadku Hullermana, a inne niemieckie media obecnego szefa episkopatu), nadal tłumaczą, że kierowali się ojcowską troską o kapłanów oraz kościelnymi przepisami.

Dziś nierzadko trudno wytyczyć granicę między złą wolą poszczególnych biskupów a ich szczerym przekonaniem, że masowe oskarżenia to wymysł mediów wrogich Kościołowi, a poufność pomoże wiernym i ułatwi nawrócenie grzesznym księżom. Zwłaszcza że Watykan porzucił teorie o medialnych knowaniach i na dobre uwierzył w ogromną skalę problemu dopiero w 2002 r., kiedy afery pedofilskie uderzyły w Kościół w USA. - Zdaję sobie sprawę, jak trudno było zrozumieć zakres i złożoność problemu, uzyskać wiarygodne informacje i podjąć właściwe decyzje w świetle sprzecznych porad ekspertów - napisał Benedykt XVI do irlandzkich biskupów.

Watykanista Luigi Accattoli broni papieża: - Wprawdzie Benedykt XVI nie wypowiedział w liście własnego mea culpa, o co apelował m.in. teolog Hans Küng, to jego inne słowa o wstydzie, wyrzutach sumienia Kościoła, pogwałconej godności wiernych wystarczą. Naprawdę, nie da się już powiedzieć silniej o grzechach ludzi Kościoła.

Osłabienie tabu, które otaczało grzechy Kościoła, dość powszechnie tłumaczy się osłabieniem jego hegemonii w krajach katolickich oraz emancypacją świeckich katolików. Dlatego sporo kontrowersji budzi przeciwna diagnoza Benedykta XVI, który - w liście do Irlandczyków - sporą część winy za dramat Kościoła zrzuca na "szybkie zmiany społeczne, które uderzyły w przywiązanie ludzi do nauczania i wartości katolickich".

Ponadto przyczyn zła szuka - to silny wątek obecnego pontyfikatu - w kościelnych wypaczeniach po drugim soborze watykańskim. - Wskutek złej interpretacji soborowego programu odnowy pojawiły się tendencje do unikania kar (...). Właśnie w tym kontekście musimy próbować zrozumieć problem nadużyć seksualnych - napisał Benedykt XVI. - Nowoczesność przyczyną nadużyć seksualnych w Kościele? To nonsens - protestuje Mattias Drobinski, publicysta dziennika "Sueddeutsche Zeitung".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':