Dawne UKIE, a od stycznia 2010 r. "europejska" część
MSZ przygotowała poufny dokument o wyzwaniach dla Polski w Unii. Minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz opowiedział nieco o nich w rozmowie z "Gazetą". W jego gabinecie na czwartym piętrze szpiegowca (tak nazywany jest potocznie szklany biurowiec w alei Szucha) uwagę przyciąga wielka czarna teczka stojąca przy biurku. - Tam trzymam projekty logo polskiej prezydencji w UE - mówi Dowgielewicz.
- Na razie jest ściśle tajne, zostanie pokazane publicznie dopiero w przyszłym roku - tłumaczy.
- Czy jest przaśne? Krakowiacy i górale? - pytam.
- Nie, zupełnie nie. Wszyscy zdziwią się, jak zobaczą. Logo polskiej prezydencji, które ma zaskoczyć Europę, jest tylko zapowiedzią większej przemiany. Z tego, co mówi Dowgielewicz, wynika, że polscy decydenci przestali już patrzeć na Unię jak na worek pieniędzy dla rolników, na biedne regiony czy projekty społeczne, o który trzeba się bić przy europejskim stole. Zdaniem ministra największym wyzwaniem dla Polski jest "zmiana paradygmatu Unii", według którego stare i nowe państwa członkowskie różnią się w sprawach gospodarczych.
- W kwestiach politycznych tego podziału już nie ma - uważa Dowgielewicz. - Czas pójść dalej.
Zdaniem ministra trzeba znaleźć równowagę między programami i strategiami rozwoju UE, które mają zapewnić jej globalną konkurencyjność, a koniecznością utrzymania wewnętrznej spójności. Dylemat brzmi, czy więcej inwestować w strategie i programy, z których skorzystają gospodarki największych krajów Unii - brytyjska, niemiecka, francuska, hiszpańska? Czy też postawić na spójność i koherentność Unii, a tym samym sprawić, by Europa stała się dzięki temu bardziej konkurencyjna? Dowgielewicz tłumaczy, że Polska opowiada się za tą drugą drogą. Kluczową rolę powinna tu odegrać Komisja Europejska. Choć nie jest i nigdy nie będzie rządem Unii, musi wykazać się większym przywództwem i dalekowzrocznością. Tylko Komisja ma narzędzia do poważnej oceny skutków regulacji w całej UE i krajach członkowskich. - Więcej solidarności i myślenia o dalekosiężnej spójności UE - podsumowuje Dowgielewicz. Zdaniem ministra, przygotowując strategię rozwoju Unii, Komisja powinna brać pod uwagę nie tylko jej ewentualny wpływ na całą UE, ale na każdy z 27 krajów członkowskich. Celem powinien być
wzrost gospodarczy i tworzenie nowych miejsc we wszystkich krajach Unii, a nie tylko w wybranych. Na przykład
Rumunia, Polska czy
Bułgaria nie skorzystają tak samo z tego, że cała para Unii pójdzie w politykę klimatyczną, jak np.
Wielka Brytania, która ma do zaoferowania nowoczesne technologie prowadzące do zmniejszania emisji gazów cieplarnianych. Według min. Dowgielewicza największym zagrożeniem może być zbytnia emancypacja 16 krajów strefy euro. Już dziś wiele kluczowych decyzji gospodarczych i finansowych zapada na zamkniętych dla nienależących do strefy euro krajów posiedzeniach eurogrupy. Problem w tym, że decyzje te są kluczowe dla całej Unii a ministrowie finansów eurolandu stają się nieformalnym rządem gospodarczym Unii. W Brukseli pojawiają się pomysły, że ściślejsza koordynacja polityki gospodarczej w strefie euro może przyspieszyć wyjście z kryzysu. Zdaniem Dowgielewicza taka koordynacja powinna objąć całą UE. Minister przekonuje, że polska, choć poza strefą euro pozostanie jeszcze przez kilka lat, ma prawo do koordynowania swej polityki z krajami eurolandu. Co ciekawe Dowgielewicz nie obawia się najważniejszej europejskiej bitwy dekady - negocjacji nowego budżetu UE na lata 2014-19. Jego zdaniem przebiegną one dużo szybciej i spokojniej niż można by się spodziewać. Jest nawet szansa, że zakończą się za duńskiego przewodnictwa w UE, czyli do końca czerwca 2012 - Spodziewałbym się, że propozycja budżetu, którą przygotuje Komisja, będzie bardziej uwzględniała interesy wszystkich państw członkowskich, niż było to w przypadku propozycji budżetu na lata 2007-13 - mówi Dowgielewicz. I dodaje, że Polska będzie wcześniej szukała porozumienia w sprawie budżetu z kluczowymi graczami - Niemcami i Francją, gdyż ma do tego narzędzie - Trójkąt Weimarski. - Trójkąt powinien być platformą współpracy i dyskusji nie tylko na tematy polityczne, ale też gospodarcze i budżetowe - mówi minister.