Akcja trwa od początku roku. Cel: zachęcenie szefów firm i urzędów, by namawiali pracownice do profilaktycznych badań. Problemem okazało się hasło kampanii.
- To seksistowskie hasło, kojarzące się ewidentnie z molestowaniem. Traktuje kobiety jak przedmioty i nie odbiega poziomem od reklam, na których dziewczyny pokazują cycki, ślizgając się po maskach samochodów. Ciekawe, czy sytuacja byłaby równie zabawna, gdyby zamienić hasło na: "Penisy moich pracowników kontroluję sam" - mówi Joanna Piotrowska, szefowa fundacji Feminoteka. - Nie mam nic do idei akcji, ale jej hasło jest obleśne. To zaprzeczenie kampanii społecznej, która powinna jednoczyć ludzi wokół jednej idei, a nie ich obrażać.
Iza, 25-letnia opolanka pracująca w firmie prawniczej, wspomina, że gdy do jej szefa przyszły materiały kampanii, wywołały salwy śmiechu. - Śmialiśmy się wszyscy, bez względu na płeć - wspomina. - Mnie to hasło nie kojarzy się z molestowaniem seksualnym. Ale dostrzegam w nim męski szowinizm. Bo znaczy, że szefem kobiety jest zawsze mężczyzna.
Pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Elżbieta Radziszewska, która rzadko zabiera głos w sprawach kobiecych, tym razem interweniowała. W piśmie do Centrum Onkologii zapewniła, że ideę popiera, ale sugeruje zmianę hasła.
- Szukaliśmy sposobu na dotarcie do kobiet i uważam, że to nam się udało - odpowiada Wiesława Kaczmarek, szefowa opolskiego ośrodka koordynującego program profilaktyczny. - Hasło ma w nietypowy sposób zwrócić uwagę na istotne sprawy. Może jest prowokacyjne, ale o to nam chodziło - tłumaczy Kaczmarek. Zaznacza, że najważniejsze, iż na kampanię pozytywnie odpowiedziało wiele instytucji i firm.
Paweł Prochenko, prezes zarządu Fundacji Komunikacji Społecznej: - Zamieściliśmy informację o tej kampanii na naszej stronie internetowej i wywołała lawinę komentarzy. Kampanie społeczne opierają się na budowaniu zaufania różnych grup, w tym wypadku tak nie jest. Hasło ewidentnie przedstawia punkt widzenia mężczyzny.
Źródło: Gazeta Wyborcza