Nie było prawdą - wyliczała w piątek sędzia Małgorzata Borkowska - że: - Mąka podżegał do składania fałszywych zeznań przeciwko Zbigniewowi Wassermannowi lubelskiego oficera
ABW; - bezprawnie uzyskał mieszkanie w stolicy; - groził dziennikarzowi Wojciechowi Sumlińskiemu, gdy zajmował się on sprawą owego
mieszkania.
Wszystkie te rewelacje znalazły się najpierw w liście pożegnalnym Sumlińskiego, który napisał w lipcu 2008 r. przed próbą samobójczą związaną z groźbą aresztowania w korupcyjnym śledztwie związanym z likwidacją
WSI (jesienią 2009 r. dziennikarza oskarżono). Sumliński twierdził w liście, że Mąka się mści. Fakty nieprawdziwe przytoczyła "Rz". Broniła się przed sądem działaniem w interesie publicznym. Ale sędzia Borkowska stwierdziła, że podając fałszywe informacje bez sprawdzenia, nie można się tym zasłaniać.
Mąka też wczoraj w części przegrał, bo sąd nie przyznał mu zadośćuczynienia (żądał 60 tys. zł na Polską Akcję Humanitarną). Bo sąd nie mógł rozstrzygnąć, co bardziej wiceszefowi ABW zaszkodziło: artykuły "Rz", czy akcja jego prawnika. Polegała na próbie włączenia do procesu cywilnego m.in. stenogramów podsłuchów Sumlińskiego uzyskanych z akt śledztwa przeciwko niemu. Nagrała się m.in. rozmowa Cezarego Gmyza z "Rz" (dzwonił z komórki Sumlińskiego) z Bogdanem Rymanowskim (
TVN 24). Po ujawnieniu tego proces Mąki stał się głośny. Sędzia Borkowska uznała, że stenogramów w procesie cywilnym wykorzystać nie można.
Wyrok nie jest prawomocny. Osobno Mąka toczy proces z Cezarym Gmyzem, autorem "Rz".