- Jeśli politycy zrozumieją, że w tych sprawach, które dotyczą życia ludzi, nie kłótnia, tylko współpraca dają szansę, to możemy razem wygrać więcej niż Polska wygrała w ostatnim roku. Jeśli tego nie zrozumiecie, wyginiecie jak dinozaury - postraszył w piątek Donald Tusk posłów opozycji, których garstka przyszła na debatę o dwuleciu rządu.
- Nie obrażam się za "dinozaury", to jeden z zawczasu przygotowanych bon motów premiera, który miał się przebić na portalach - komentuje Joachim Brudziński z
PiS.
Zaczęło się od dwugodzinnego wystąpienia rządowego. Byli: Tusk, minister finansów Jacek Rostowski i minister Michał Boni. Dominowała więc gospodarka.
- Sposób, w jaki Polacy uporali się z kryzysem, jest imponujący - mówił Tusk.
W zeszłym roku podczas kryzysu na świecie polska gospodarka urosła o 1,7 proc. Ta sztuka nie udała się żadnemu innemu krajowi Unii.
Według Tuska stało się tak dzięki temu, że rząd ignorował wołania opozycji, by zwiększać wydatki publiczne. Premier pochwalił się też "orlikami" i zapewnił, że do końca kadencji te boiska do piłki nożnej i koszykówki powstaną w każdej gminie.
Rostowski wyliczał osiągnięcia rządu: wprowadzenie emerytur pomostowych od stycznia 2009 r., przygotowanie pakietu ustaw tworzących siatkę bezpieczeństwa dla sektora finansowego. Przypomniał, że rząd w zeszłym roku znalazł dodatkowe oszczędności sięgające 30 mld zł. Dzięki temu - jego zdaniem - Polska nie poszła drogą pogrążonej w kryzysie Grecji.
Rostowski powiedział, że założenia do czterech pierwszych ustaw reformujących gospodarkę przedstawił już na początku marca Lechowi Kaczyńskiemu. Chodzi o zapisy ograniczające wzrost wydatków publicznych czy przewidujące reformę służb mundurowych polegającą na włączeniu zaczynających pracę policjantów i wojskowych do powszechnego systemu emerytalnego.
- Liczę, że otrzymam promesę, że nie będzie weta - stwierdził Rostowski.
Boni podkreślał, że rządowi zależy na stworzeniu jak najlepszych warunków dla wzrostu dzietności, opieki nad dziećmi, nauki, wchodzenia na rynek pracy oraz funkcjonowania na rynku pracy osób powyżej 50. roku życia.
Najeżone liczbami wystąpienia nie porwały nawet posłów PO. - Chcecie uśpić opozycję? - spytaliśmy jednego z nich. - Chodzi raczej o to, żeby się nie obudziła - odparł.
PiS i
SLD miały zaledwie po kwadransie. PiS skupił się na gospodarce.
- Rząd mówi tylko o kolejnych planach i projektach - mówiła wiceszefowa partii Aleksandra Natalli-Świat. Jej zdaniem nie wyszły zapowiadane przez rząd ułatwienia dla przedsiębiorców. - Jedno okienko wydłużyło tylko proces rejestracji firm - uważa posłanka. Wytknęła rządowi, że nie udało mu się powstrzymać fali bezrobocia - według resortu pracy w lutym sięgnęło 13 proc. Rząd też - jej zdaniem - nie dbał w kryzysie o najbiedniejszych.
- Nas nie trzeba namawiać do współpracy. W lutym 2009 r. prezes Jarosław Kaczyński proponował: "Pokój nie wojna". Wówczas pan premier nie chciał tego przyjąć, a my wciąż jesteśmy gotowi do współpracy - zakończyła Natalli-Świat.
Przemawiający w imieniu SLD
Grzegorz Napieralski powiedział, że działania rządu młodzież nazwałaby "ściemą", bo premier nie realizuje przedwyborczych obietnic.
Szef Sojuszu zadeklarował, że jest gotów do współpracy - w sprawie reform świadczeń rodzinnych, ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, in vitro.
Chcąc oddalić od siebie zarzuty o koalicję z PiS w mediach publicznych, Napieralski mówił o koalicji ustrojowej PO-PiS, która powołała CBA, zlikwidowała
WSI i podtrzymuje
IPN.
Szef SLD (7 proc. w sondażu "Gazety") pogroził też PO (51 proc.), że za chwilę zbankrutuje, bo ludzie zaczną dostrzegać niespełnione obietnice.
- Genialni nie jesteśmy. Jest dość duże zaufanie Polaków, ale towarzyszy temu rozczarowanie co do niektórych planów. Nie wszystko wyszło jak chcieliśmy - powiedział po debacie Tusk.