Wyślij nam bubla! bubleprawne@agora.pl
>
1. Podatek od akcji w spadku Nasz czytelnik skarży się na obowiązek płacenia podatku za odziedziczone akcje, obligacje.
Piotr Jaworski, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej: Przepisy w ustawie o PIT mówią, że sprzedaż odziedziczonych papierów wartościowych jest uznawana za przychody. Oznacza to, że należy zapłacić 19-proc. podatek od zysku ze sprzedaży papierów po odjęciu kosztów, czyli wydatków na ich zakup. Jednak może je odliczyć tylko ten podatnik, który je faktycznie poniósł. Przecież osoba, która dziedziczy obligacje, nie ponosi żadnych kosztów ich zakupu.
Dlatego w przypadku odziedziczonych papierów wartościowych podatek powinien być liczony, ale od różnicy między wartością akcji lub obligacji w momencie zakupienia ich przez osobę zapisującą spadek a zyskiem ze sprzedaży spadkobiercy.
Poza tym obecne przepisy są także sprzeczne z obowiązującymi zasadami opodatkowania nieruchomości otrzymanych w drodze darowizny lub spadku.
2. Ułatwienie dla przedsiębiorców Zdaniem naszego czytelnika bublem jest, niestety, "jedno okienko" stosowane przy spółkach rejestrowanych do KRS-u. Odkąd to ułatwienie dla przedsiębiorców zostało wprowadzone, przybyło dokumentów niezbędnych do rejestracji i wydłużył się czas ich weryfikowania. - Do tej pory było to robione od razu w urzędzie, teraz trzeba na to czekać nawet dwa miesiące - skarży się nasz czytelnik i opowiada: - Spółka jest zarejestrowana na następny dzień, można wziąć odpis z KRS-u i... trzeba się dziesięć razy więcej nadzwonić, niż wcześniej nachodzić, żeby zdobyć jakąkolwiek informację, poprosić o przesłanie dokumentów, czekać na odpowiedź itd.
Tym sposobem, mimo że jego spółka jest zarejestrowana, od dwóch tygodni wciąż nie ma NIP-u i REGON-u. - Na nadanie tych numerków trzeba czekać miesiąc, bo urząd jest zalany korespondencją, którą trzeba zarejestrować, przekazać do właściwego działu, nadać numer, przekazać do wysyłki, wysłać do sądu, czekać, aż sąd zarejestruje... - wylicza czytelnik.
Arkadiusz Protas z BCC uważa, że urzędnicy opacznie zrozumieli cel wprowadzenia "jednego okienka" i zamiast ułatwiać życie przedsiębiorcom, ułatwia ono pracę urzędnikom.
3. Firmy muszą płacić za zmianę numerków choć mogłyby zmieniać się same Zdaniem Katarzyny Urbańskiej, dyrektora departamentu prawnego z Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" bublem jest obowiązek zmiany umów spółek z powodu nowego rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD 2007).
PKD obowiązuje każdego przedsiębiorcę - w umowie spółki i na fakturach musi wpisać rodzaj działalności, który wybiera z długiej listy numerów.
Na początku zeszłego roku zaczęła obowiązywać nowa Polska Klasyfikacja Działalności dostosowana do wymogów unijnych. GUS automatycznie zmienia te klasyfikacyjne numerki i wysyła jedynie ankiety do firm z pytaniem, czy wszystko jest w porządku. Jeśli tak, GUS wydaje nowe zaświadczenie REGON.
Ale problem w tym, że zmiany numerów PKD trzeba jeszcze zgłosić do Krajowego Rejestru Sądowego i wpisać od nowa do umowy spółki. Przedsiębiorstwa mają na to czas do końca roku.
- Skoro Główny Urząd Statystyczny dokonuje zmian automatycznie, to podobnie powinien postąpić KRS i rejestrować zmiany na podstawie zaświadczeń GUS - mówi Katarzyna Urbańska i przypomina, że umowy spółek zawierane są w większości przypadków w formie aktów notarialnych.
Jeśli więc przedsiębiorca napisał w umowie spółki, że będzie produkować szczoteczki do zębów, nie musi się przejmować.
Jeżeli jednak skrupulatnie napisał, że będzie produkować szczoteczki do zębów i podał numer PKD, to teraz musi zmieniać umowę. A to kosztuje - według Urbańskiej ponad 1400 zł: 750 zł plus VAT weźmie notariusz, opłata w KRS to 400 zł, a na deser jeszcze ogłoszenie w Monitorze Sądowym i Gospodarczym za 250 zł.
4. Rejestry sprzed kilkudziesięciu lat Naszemu czytelnikowi po wielu bojach udało się zarejestrować stowarzyszenie. Działa ono non profit, nie prowadzi żadnej działalności gospodarczej, nie zatrudnia żadnego pracownika.
Po pewnym czasie nasz czytelnik dostał wezwanie z Krajowego Rejestru Sądowego do uzupełnienia numeru NIP i REGON. - Żeby to zrobić, musiałem wypełnić sześć stron formatu A4 na specjalnych formularzach. I dostarczyć potwierdzone kopie numerów jako załącznik - opowiada.
Inny czytelnik skarży się na NIP-UE. Firma potrzebuje go, jeśli chce handlować wewnątrz Unii. Jeśli jednak robi to tylko w sezonie, czyli przez kilka miesięcy, NIP-UE zostaje jej odebrany przez urząd skarbowy. - Aby otrzymać numer ponownie, trzeba wypełnić dwa druki i czekać nawet miesiąc - wyjaśnia przedsiębiorca i dodaje: - Taki przepis jest tylko w Polsce. W innych krajach UE firmy od razu otrzymują numer. Jest on aktywny aż do likwidacji przedsiębiorstwa.
Zdaniem Jakuba Bojanowskiego, partnera Deloitte, czas na zmiany takich rejestrów jak NIP czy REGON. Przypomina, że były one projektowane przed kilkunastu czy kilkudziesięciu laty. Obecnie nie przystają do możliwości dzisiejszych technologii informatycznych.
- Zasady, którymi obrosła obsługa tych rejestrów, zamiast upraszczać procedury dla przedsiębiorców, konserwują biurokrację - mówi Bojanowski. Dlatego jeżeli obecny rejestr NIP nie spełnia wymogów unijnych, to po pięciu latach od wejścia do Unii, zamiast tworzyć nowy rejestr NIP-UE, system do obsługi NIP powinien zostać odpowiednio zmodyfikowany albo wręcz zlikwidowany i połączony z innymi rejestrami, takimi jak REGON czy KRS.
5. Ścisłe wymiary budynku
- Świeżutki bubel zaczął obowiązywać 14 czerwca - zgłasza nam czytelnik, z zawodu architekt. W rozporządzeniu ministra infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, przywrócono przepis dotyczący wysokości budynku projektowanego w styku z istniejącym budynkiem na działce sąsiedniej. - Teraz ma on w pasie o szerokości trzech metrów od granicy ściśle odpowiadać budynkowi sąsiedniemu co do długości i wysokości - wyjaśnia czytelnik.
- Dziwię się, że nie można na swojej działce za własne pieniądze postawić takiego budynku, jaki się chce - mówi Robert Gwiazdowski z Centrum im. Adama Smitha Roberta
Jego zdaniem ten przepis wcale nie uchroni nas od "brzydkiej architektury". I tłumaczy, że łatwo sobie wyobrazić ładny architektonicznie budynek, komponujący się z budynkiem sąsiednim, który nie będzie spełniać narzuconych wymogów. I odwrotnie - może wprawdzie odpowiadać "co do długości i wysokości" i całkowicie nie pasować pod wszystkimi innymi względami.
- Wieża Eiffla pewnie nie zostałaby w ogóle zbudowana, gdyby obowiązywały dzisiejsze przepisy, bo się nie komponowała w żaden sposób z otoczeniem - mówi Gwiazdowski. Przypomina także, że kilka miesięcy temu okazało się, że budowa Sagrada Familia w Barcelonie rozpoczęła się przed 125 laty bez formalnego zezwolenia miejskich władz budowlanych. Zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, jako samowola budowlana, powinna zostać rozebrana. Rzecznik rady miejskiej w Barcelonie oświadczył jednak, że Sagrada Familia jest traktowana inaczej niż zwykłe budowle, "ponieważ chodzi o dzieło wyjątkowe".
- Skoro bez pozwolenia budowlanego można wznosić tak wielki i skomplikowany architektonicznie gmach jak świątynia Świętej Familii, to może i przy wznoszeniu mniej skomplikowanych i mniejszych budowli niepotrzebne są tak dokładne wytyczne budowlane - mówi Gwiazdowski.
6. Urząd odciąga bezrobotnych od szkoleń
- Znalazłem się w dziwnej i kłopotliwej sytuacji - skarży się nasz czytelnik, który uczestniczy w kursie dla bezrobotnych. Szkolenie współfinansowane jest przez Unię Europejską, a wojewódzki urząd pracy jest tu pośrednikiem. Warunkiem uczestnictwa w szkoleniu jest status bezrobotnego.
- I co jakiś czas muszę opuszczać zajęcia z powodu obowiązkowego "odhaczania się" w urzędzie pracy - opowiada czytelnik. Przedstawił swoją sytuację urzędniczce. Pokazał zaświadczenie potwierdzające uczestnictwo w szkoleniu. - Usłyszałem, że muszę potwierdzać swoją gotowość do podjęcia zatrudnienia i, co się z tym wiąże, przyjmować oferty pracy - mówi. Ostatecznie urzędniczka skierowała go do doradcy zawodowego. Za dwa miesiące nasz czytelnik kończy szkolenie. W ramach projektu rozpoczyna staż zawodowy. - Będąc uczestnikiem stażu, oczywiście będę musiał stawiać się w urzędzie pracy - skarży się.
- Obowiązek przyjęcia oferty zaproponowanej przez urząd pracy w okresie, kiedy bezrobotny uczestniczy w szkoleniu, może prowadzić do marnotrawstwa publicznych pieniędzy - mówi Wiktor Wojciechowski, ekonomista fundacji FOR.
I przypomina, że szkolenia dla bezrobotnych mają w założeniu pomagać w znalezieniu pracy, a jednym z podstawowych warunków osiągnięcia sukcesu jest dotrwanie uczestników do końca kursu.
- W przeciwnym razie urzędy pracy będą mogły poszczycić się jedynie wydaniem unijnych pieniędzy, ale, niestety, już nie tym, że szkolenia przyniosły bezrobotnym wymierne korzyści - zaznacza Wojciechowski. - Poza tym wystarczającym dowodem gotowości do podjęcia pracy, która jest niezbędna do utrzymania statusu bezrobotnego, może być regularne uczestnictwo w szkoleniu - przekonuje ekonomista.
7. Kara nieadekwatna do winy
Nasz czytelnik skarży się, że zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi zezwolenie na sprzedaż napojów alkoholowych wygasa w przypadku spóźnienia z opłatą za zezwolenie, czyli opłatę rocznej raty. - Wystarczy jednodniowe spóźnienie i zezwolenie wygasa. Z dnia na dzień. I przez sześć miesięcy nie można wystąpić o nie ponownie - mówi czytelnik. - Sankcja niczym za poważne przestępstwo.
Na takich przepisach tracą też: budżet samorządu, który już nie dostaje co najmniej 2,1 tys. zł od jednego punktu sprzedaży, skarb państwa, do którego nie wpływa dochód z podatku VAT i PIT/CIT, dostawcy sprzedawcy, którzy mają mniejszy zysk (czyli znowu traci skarb państwa). A przedsiębiorca w skrajnej sytuacji może zbankrutować.
- Nawet prawo podatkowe jest bardziej liberalne i racjonalne - mówi czytelnik.
Zwraca też uwagę, że ustawa zachęca do kombinowania. Ten sam przedsiębiorca na ten sam lokal może uzyskać zezwolenie, podstawiając inną spółkę.
Zdaniem Przemysława Hinca, doradcy podatkowego, członka zarządu kancelarii PJH Doradztwo Gospodarcze, przepis w pełni zasługuje na miano bubla: - Przecież przyczyny nieopłacenia raty nie są w ogóle uwzględnione. A mogło się zdarzyć, że przedsiębiorca zapomniał o terminie płatności. Albo go nie dotrzymał, bo zdarzyło się mu nieszczęście, np. powódź, pożar, śmierć osoby bliskiej.
Hinc uważa, że przepis jest podwójnie szkodliwy. Sześciomiesięczne wyłączenie przedsiębiorcy z obiegu narusza stabilność prowadzenia działalności gospodarczej i skłania do poszukiwania dróg obejścia prawa.
- Konsekwencje przekroczenia terminu są niewspółmierne do zaniedbania - mówi Hinc.
I wskazuje też na proste rozwiązanie kwestii. - Wystarczyłoby od nieterminowo zapłaconej raty naliczyć odsetki. Bo handel alkoholem to nie jest działalność gospodarcza, która wymagałaby szczególnej troski. Surowe prawo może oznaczać dla wielu przedsiębiorców likwidację działalności. Warto mieć to na uwadze, zwłaszcza w czasach kryzysu gospodarczego.
8. Podatek od dochodu, którego nie było
Nasz czytelnik prowadzi firmę. Kontrahent nie zapłacił mu za faktury 100 tys. zł. Potem ogłosił upadłość. - Mimo to musiałem za wystawione faktury odprowadzić 19-proc. podatek, czyli 19 tys. zł - mówi.
Aby odzyskać pieniądze, wpłacił do sądu wadium, opłacił prawnika. Po dwóch latach wygrał. Teraz komornik ściąga od dłużnika ok. 1 tys. zł miesięcznie. Odzyskanie długu zajmie ponad osiem lat.
- Dlaczego fiskus zagarnął 19 tys. zł podatku od dochodu, którego w rzeczywistości nie miałem - pyta przedsiębiorca. - Dlaczego nie ma przepisów, które taką sytuację zlikwidują, np. przez wprowadzenie jasnej zasady, że firma zawsze ma możliwość korekty podatku VAT i jego zwrotu, gdy kontrahent nie płaci za fakturę.
- Kiedy kontrahent nie zapłaci za faktury lub upadnie, teoretycznie przedsiębiorca może nie płacić VAT, tylko że jest to przepis w znacznym stopniu martwy - mówi Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. Firma, która chce skorzystać z tzw. ulgi za złe długi, musi spełnić siedem bardzo rygorystycznych warunków.
Zdaniem Arendarskiego konieczne są zmiany przepisów, m.in. wierzytelności powinny zostać uznane za nieściągalne po upływie 180 dni lub po ogłoszeniu upadłości firmy, zniesiona powinna być także konieczność zawiadamiania dłużnika przez przedsiębiorcę o możliwości odpisania wierzytelności jako nieściągalnych.
Przez ten ostatni wymóg często niesolidny kontrahent po dostaniu informacji zmienia status podatkowy, więc pozbawia przedsiębiorcę możliwości dokonania korekty należnego podatku VAT.
9. Orzekanie o niepełnosprawności
- W Polsce mamy ponad 5 mln osób, które mają orzeczoną niepełnosprawność, w tym wiele z nich niesłusznie - mówi Piotr Pawłowski, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji, i opowiada, że jak tylko gdzieś plajtuje duży zakład, to momentalnie w danym rejonie przybywa rencistów.
Przez tę sytuację cierpią osoby najbardziej potrzebujące. Np. rodziny osób niepełnosprawnych boją się dorabiać, bo stracą świadczenie pielęgnacyjne (420 zł), kiedy dochód na osobę przekroczy 583 zł. Dlaczego świadczenie nie zostanie zwiększone albo limit podniesiony? - Za tego typu decyzjami zawsze idą wielkie pieniądze - mówi Pawłowski i przekonuje, że sytuacja osób niepełnosprawnych się nie poprawi, jeśli nie zacznie się od zweryfikowania, kto rzeczywiście jest niepełnosprawny.
Jak bardzo jest to konieczne, widać najlepiej na przykładzie kart parkingowych. - Wystarczy się przyjrzeć, kto podjeżdża na miejsca dla niepełnosprawnych i w jaki sposób wysiada z samochodu. Osoba po zawale nie potrzebuje takiej karty, potrzebuje jej za to ten, kto ma duże problemy z poruszaniem się - uważa Pawłowski.
Jego zdaniem należy zmienić przepisy tak, żeby orzekanie o niepełnosprawności było jasne i sprawne.
Następnie przyjrzeć się, jak pracują lekarze orzecznicy, i zacząć ich kontrolować. I zweryfikować, kto korzysta ze świadczeń i z uprawnień dla niepełnosprawnych. Nie mielibyśmy wtedy też takich absurdów, że w Polsce na ponad 5 mln osób niepełnosprawnych pracuje zaledwie co piąta z tych, które mogłyby pracować. W Europie pracuje co druga.
10. Urzędnik pyta i błądzi
Nasz czytelnik jest właścicielem siedliska, czyli działki rolnej z prawem zabudowy. - Stawiając nowy budynek do produkcji rolnej, muszę wystąpić o tzw. wyłączenie z produkcji rolnej gruntu pod budynkiem. Jeżeli jestem rolnikiem i stawiam na siedlisku budynek do produkcji rolnej, to takiego wyłączenia nie ma - mówi czytelnik i opowiada, że i tak wiążą się z tym formalności. Dlatego musiał iść do starostwa powiatowego, złożyć podanie i opłacić je. - Po odczekaniu trzech tygodni mogłem wreszcie odebrać stosowny dokument potwierdzający to, o czym wszyscy wiedzą - mówi czytelnik, podkreślając, że informacje o rodzaju działki ma zawarte w warunkach zabudowy wydanych przez gminę jako dokument niezbędny do rozpoczęcia starania się o pozwolenie na budowę. - Dlatego uzgodnień w sprawie rodzaju ziemi i ewentualnego odrolnienia mogą dokonać między sobą wydziały tego samego urzędu, bez mojego udziału - mówi czytelnik.
Zdaniem Marcina Piontka, radcy prawnego, eksperta BCC, wspólnika w Kancelarii Prawniczej Piontek, Wiśniewski i Wspólnicy, urząd wymaga od obywatela przedstawienia dokumentów potwierdzających stan, który danemu urzędowi winien być znany nie inaczej jak "z urzędu" właśnie - mówi Piontek. Jego zdaniem jest to klasyczny przejaw biurokracji, która produkuje papier, by uzasadnić swoje istnienie. - Na koszt podatnika oczywiście - dodaje Piontek.
11. Zgłoszenia do urzędu
Nasz czytelnik od 1994 r. jest właścicielem pistoletu pneumatycznego Łucznik wz. 70. Gdy broń kupował, musiał mieć pozwolenie. "Później zmieniły się przepisy i na posiadanie broni pneumatycznej o energii wylotowej pocisku mniejszej niż 17 kJ pozwolenie nie jest już wymagane. A mój pistolet, gdy był nowy, miał energię wylotową pocisku ok. 3 kJ" - pisze czytelnik.
W roku 2004 zmienił on miejsce zamieszkania. Dwa lata po przeprowadzce dostał zawiadomienie, że... naruszył przepisy ustawy o broni i amunicji. Powód? Nie powiadomił policji, że się przeprowadził. I teraz czeka go grzywna. A może nawet areszt.
"Miły policjant poinformował mnie na komendzie, że on wszystko rozumie. I wie, że to bzdura, ale takie są przepisy" - twierdzi czytelnik.
Okazało się, że ponieważ jego stara broń jest już zarejestrowana, musi przeprowadzki zgłaszać.
Rada policjanta? Otóż konsekwencje prawne nie zostaną wyciągnięte, jeśli czytelnik uda się z pistoletem pneumatycznym do koncesjonowanego warsztatu rusznikarskiego. Gdy ekspertyza balistyczna wykaże, że energia wylotowa pocisku jest mniejsza niż wymagana przy pozwoleniu, broń zostanie skreślona z ewidencji.
"To jak wysyłanie właściciela cinquecento z kratką do stacji kontroli pojazdu po ekspertyzę, czy nie jest przypadkiem ciężarówką powyżej 3,5 t" - skarży się czytelnik, który musiał na ekspertyzę wydać ponad 80 zł.
Jego zdaniem cała sytuacja była idiotyczna,.
Zdaniem doradcy podatkowego Przemysława Hinca przypadek w pełni zasługuje na tytuł bubla tygodnia. - Pokazuje nadmierną i niesłużącą zupełnie niczemu biurokrację - mówi Hinc.
- Powszechnie wiadomo, że wiatrówka ma określone parametry. Skreślenie broni z rejestru powinno nastąpić z urzędu - przekonuje Hinc.
- Wszelkie dodatkowe zgłoszenia tworzą klimat do poszukiwania dróg obejścia prawa. Powodują niepotrzebną biurokrację i narażają na niepotrzebne wydatki osoby, które muszą spełnić takie zbędne warunki ustawowe - uważa Hinc.
12. Obowiązkowy meldunek
Nasz czytelnik skarży się na obowiązek meldowania się. - Przepisy nakazują meldować znajomych z zagranicy, jeśli zostają dłużej niż cztery dni w twoim domu. Trzeba też wymeldowywać się i meldować z powrotem, jeśli opuszcza się kraj na dłużej niż trzy miesiące - wymienia czytelnik. Jego zdaniem nikt do tych przepisów się nie stosuje.
Zdaniem Henryka Michałowicza, eksperta Konfederacji Pracodawców Polskich, obowiązek meldunkowy powinien zostać zlikwidowany. - Z punktu widzenia teorii prawa nie ma nic gorszego niż nakładanie na obywatela obowiązków, które są nieegzekwowalne lub pozbawione głębszego uzasadnienia. To zniechęca do przestrzegania prawa w ogóle - podkreśla Michałowicz.
Jego zdaniem rozważyć jednak należałoby nałożenie obowiązku zawiadamiania gminy (właściwej z uwagi na miejsce urodzenia) o miejscu aktualnego zamieszkiwania. - Dla obywatela nie powinno to oznaczać konieczności umieszczania takich informacji np. w dowodzie osobistym. Jest kosztowne, bowiem każda zmiana miejsca zameldowania oznacza konieczność wyrobienia nowego dokumentu - zaznacza Michałowicz.
13. Ksero, stempel i 5 zł
Nasz czytelnik starał się o dotację unijną. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości poleciła mu dostarczyć aktualny wpis do działalności gospodarczej. Okazało się, że przybicie pieczątki na skserowanym dokumencie kosztuje 5 zł za stronę.
Przy rejestracji firmy nasz czytelnik wpisał wszystkie numery Polskiej Klasyfikacji Działalności, którymi był potencjalnie zainteresowany. PKD obowiązują bowiem każdego przedsiębiorcę - w umowie spółki i na fakturach musi wpisać rodzaj działalności, który wybiera z długiej listy numerów.
- Jestem młodym przedsiębiorcą, za każde dopisanie PKD płaci się 50 zł. Chciałem sobie oszczędzić kosztów, ale widzę, że z biurokracją nie wygram - skarży się nasz czytelnik, który uważa za zwykłe nadużycie pobieranie od niego 55 zł za przybicie pieczątki na 11 stronach. - Czy nie można byłoby przybić jedną i napisać: "Za zgodność z oryginałem strony 1-11"? - pyta się przedsiębiorca.
Zdaniem Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, ekonomistki z Polskiej Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan", opisana sytuacja zasługuje na miano bubla.
Wprawdzie oczywiste jest, że jeśli przedsiębiorca ubiega się o dotację unijną, PARP musi mieć pewność, że rzeczywiście ma zarejestrowaną działalność gospodarczą.
- Jednak system powinien być tak zbudowany, aby osoby kompletujące dokumentację przed podpisaniem umowy mogły same potwierdzić w systemie e-administracji wszystkie potrzebne, a będące oficjalnymi informacje, w tym m.in. wpis do rejestru działalności gospodarczej - zaznacza Krzysztoszek. Jednak taki system dopiero ma powstać. I tym sposobem wszystkie informacje muszą zostać dostarczone przez przedsiębiorcę.
- Dlaczego musi on płacić w urzędzie miasta absurdalne kwoty za spełnienie w absurdalny sposób obowiązku, który został na niego nałożony przez inną instytucję państwową? - zastanawia się Starczewska-Krzysztoszek. Jej zdaniem 5 zł za stempel na stronie jawi się jako perpetuum mobile: jedna instytucja państwowa nakłada obowiązki na przedsiębiorcę czy obywatela, a w innej trzeba te obowiązki wypełnić, ale za sowitym wynagrodzeniem. - To świetny pomysł dla ministra finansów na szybkie uzupełnienie niedoborów w kasie państwa - stwierdza Starczewska-Krzysztoszek, zastanawiając się, jak to się ma do zasady, że administracja państwowa ma pomagać obywatelom, wspierania przedsiębiorczości i rządowego programu obniżenia kosztów administracyjnych o 25 proc. do 2010 r.
14. 308 dni na pozwolenie na budowę
W Niemczech przedsiębiorca na pozwolenie na budowę czeka 100 dni. Czech - 180. Słowak - 287 dni. A Polak? Aż 308! Tak wynika z raportu "Doing Business" Banku Światowego na rok 2009.
- Nie można rozsądnie planować rozwoju firmy, jeśli nie można skalkulować kosztów i czasu związanych z inwestycją - odpowiada Jarosław Bełdowski, prezes Fundacji FOR.
To potężna bariera dla rozwoju przedsiębiorczości, co państwu się zupełnie nie opłaca. Bo jeśli z powodu przedłużających się procedur firma nie podejmie się inwestycji, która może mieć kluczowe znaczenie dla jej rozwoju i ekspansji, to w rezultacie oznacza to mniejsze wpływy z podatków, jakie zapłaci do budżetu.
15. Budowanie na terenach górniczych
- Stargard ma wody geotermalne i ciepłownię geotermalną. W związku z tym cały obszar gminy znajduje się na tzw. terenie górniczym - opowiada czytelnik. Zgodnie z ustawą o planowaniu przestrzennym każda decyzja o warunkach zabudowy musi być zaopiniowana przez Urząd Górniczy w Poznaniu. Urząd bada, czy zamierzona budowa nie wpłynie negatywnie np. na układ wód geotermalnych. Jak to robi? - Każdy wniosek odsyłany jest do stargardzkiej ciepłowni geotermalnej. Po czym opinia wędruje z powrotem do Poznania, skąd wraca do stargardzkiego urzędu miejskiego. Trwa to średnio 30 dni - wymienia czytelnik.
Do Poznania wędrują projekty decyzji o położeniu pięciu metrów kabla energetycznego, wybudowaniu garażu, o zmianie sposobu użytkowania lokalu itp.
- Sam jestem urzędnikiem i z pokorą muszę wysłuchiwać słusznych opinii o idiotycznym prawie i urzędnikach - skarży się czytelnik i opisuje, że stargardzki urząd wystosował do Poznania wniosek o ograniczenie uzgodnień jedynie do inwestycji (budów) mogących mieć wpływ na układ wód geotermalnych. Ale Urząd Górniczy nakazuje literalnie stosować prawo.
- Przepisy powinny w sposób przejrzysty regulować kwestie wymaganych konsultacji, tak aby w sposób maksymalny je zawęzić do przypadków, w których są one faktycznie celowe - mówi tymczasem Agnieszka Durlik-Khouri, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej.
16. Odpis aktu urodzenia "nie podlega opłacie"
Nasz czytelnik od wielu lat mieszka w Bielsku-Białej. W tym mieście chce się ożenić. Ponieważ urodził się w Ciechanowie, do załatwienia wszystkich formalności potrzebuje odpisu aktu urodzenia wystawionego przez tamtejszy urząd. Ma taki wydany w 2007 r. Urzędniczka USC poinformowała go, że to wystarczy. Kiedy jednak przyszedł do urzędu załatwić wszystkie formalności, okazało się, że odpis jest niewłaściwy. - Wszystko dlatego, że jest na nim stempel "nie podlega opłacie", a więc został wydany na inne cele niż zawarcie małżeństwa. Potrzebny jest dokładnie taki sam akt urodzenia, tylko z adnotacją "zapłacone" - opowiada czytelnik i skarży się, że nie może zapłacić w Bielsku. - Pani w urzędzie nie przyjmuje pieniędzy, nie mogę dla urzędu zrobić przelewu, po to by załatwić tu odpis, pani nie ma również żadnych znaczków, dzięki którym posiadany przeze mnie akt nabrałby wartości urzędowej - wymienia. Zdaniem czytelnika to, że urzędy nie mogą się ze sobą porozumieć, jest śmieszne.
- Obywatele płacący na co dzień podatki i liczne daniny na rzecz państwa i jego organów powinni być zwolnieni z opłat za wymagane przez to samo państwo poświadczenia zaświadczenia i potwierdzenia - uważa Maciej Grelowski, przewodniczący Rady Głównej BCC i dodaje: - Ciemnogrodem jest brak możliwości pozyskiwania niezbędnych informacji na odległość przy wykorzystaniu sieci informatycznej.
17. Swoboda architektów
Piotr Pawłowski, prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji uważa, że problemem są przepisy dotyczące dostosowania budynków i przestrzeni publicznej do potrzeb osób niepełnosprawnych.
Pawłowski zwraca uwagę, że wciąż brakuje standardów i norm, które powinni stosować projektanci. W efekcie znaki drogowe, kosze na śmieci, doniczki itd. ustawia się w taki sposób, że są niebezpieczne dla osób niewidomych. Jego zdaniem architekci wciąż popełniają wiele błędów. - Konieczne są lepsze kontrole, a także wprowadzenie sankcji za złe dostosowanie budynków do potrzeb osób niepełnosprawnych. We Francji architektowi za takie błędy grożą wysokie kary pieniężne, a nawet odebranie uprawnień - mówi Pawłowski.
18. Kto daje i odbiera...
Zdaniem Adama Kwaśnika, eksperta Konfederacji Pracodawców Polskich, na miano bubla zasługuje podwójna zaliczka na podatek dochodowy za ostatni miesiąc w roku. Podatnicy mają obowiązek wpłacania zaliczek na podatek dochodowy co miesiąc lub kwartał. Ale w grudniu muszą wpłacić podwójną zaliczkę: za listopad oraz za grudzień, obliczaną na podstawie dochodów w listopadzie.
W listopadzie 2008 r. została uchwalona ustawa, która od 2010 r. rozwiązałaby problem, nakładając obowiązek wpłacania zaliczek za grudzień w styczniu. W lecie Ministerstwo Finansów oszacowało ubytek dla budżetu z tego tytułu na 2 mld zł. Uchwalono więc ustawę, która odsuwa o dwa lata wejście w życie tej preferencji podatkowej.
19. Dwa razy akt dla ZUS
ZUS po raz drugi chce ode mnie oryginału aktu urodzenia dziecka - skarży się nasz czytelnik, który najpierw był na urlopie macierzyńskim, potem na ojcowskim.
- Państwo wymaga od obywateli zaświadczeń, odpisów i wypisów z informacjami, które samo posiada lub które uzyskało już wcześniej, i to tylko dlatego, że zaistniały jakieś nowe okoliczności - mówi Jarosław Kantorowicz z fundacji FOR i podaje inny przykład: rejestrując własność nieruchomości, przedsiębiorca musi uzyskać wypis z ewidencji gruntów i budynków. - Można by przedsiębiorcę odciążyć, gdyby dokumentację prowadzono w formie elektronicznej, a wgląd online do rejestrów mieliby wszyscy zainteresowani - mówi Kantorowicz.
20. Zasady rozliczania ulgi internetowej
Zdaniem Przemysława Hinca, członka zarządu kancelarii PJH Doradztwo Gospodarcze na miano bubla zasługuje rozliczanie z fiskusem ulgi internetowej. Żeby z niej skorzystać potrzebny jest dowód zapłaty za internet wystawiony na nazwisko podatnika. Nasz czytelnik skarży się, że ma problemy, bo jeśli nie ma konta z dostępem do przelewu internetowego, a jego żona płaci faktury ze swojego konta, to ulga internetowa mu nie przysługuje. - Jeśli małżonkowie mają wspólnotę majątkową, to nie powinno być podstaw do odmowy skorzystania z ulgi na internet z tego powodu, że za fakturę zapłacił małżonek, który nie jest wymieniony na fakturze - mówi Hinc.
Źródło: Mój Biznes