Wyrok na Paku wykonano w zeszłym tygodniu, ale dopiero wczoraj ta informacja wydostała się poza granice państwa rządzonego od 1994 roku przez komunistycznego dyktatora Kim Dżong Ila.
Pak był szefem wydziału planowania i finansów Partii Robotniczej. Odpowiadał za wprowadzenie 30 listopada nowych banknotów - obcięto na nich dwa zera w stosunku do starej waluty. Za 1 tys. starych wonów można było więc dostać 10 nowych. Wymienić można było tylko do 100 tys. starych wonów na gospodarstwo domowe (w przeliczeniu 500 dol.). Pozostałe pieniądze zostały zdeponowane w państwowych bankach.
Reżim w Pjongjangu chciał zdławić inflację i uderzyć w szerzący się czarny rynek. Chodziło o ogołocenie posiadaczy większych oszczędności: drobnych przedsiębiorców, szmuglerów i bazarowych handlarzy, których reżim uważa za potencjalnych wrogów.
Zrobiono jednak coś dziwnego - wprowadzając nowe banknoty, ogłoszono, że płace nominalne nie ulegną zmianie. Osoba zarabiająca miesięcznie 3 tys. wonów miała więc nadal je zarabiać, ale w nowych banknotach. Z dnia na dzień Koreańczykom z Północy zarobki podskoczyły stukrotnie.
Obywatele jednego z najbardziej zamkniętych państw świata i jednego z najbiedniejszych w Azji, który dekadę temu nawiedziła spowodowana przez nieudolny reżim klęska głodu, nagle poczuli się bogaci. Ze sklepów zniknęły m.in. rowery chińskiej produkcji - miejscowy odpowiednik jaguara dla Europejczyka czy Amerykanina.
W efekcie
inflacja gwałtownie wzrosła. W ostatnich trzech miesiącach cena ryżu, podstawowego produktu żywnościowego, na bazarach podskoczyła 50-krotnie, aż do 1 tys. nowych wonów. Nastroje w kraju stały się w końcu tak złe, że reżim poświęcił jednego ze swoich ważnych oficjeli. Wyrok śmierci ogłoszono na publicznym wiecu.
Władze wezwały obywateli do "zjednoczenia się i pokonania trudności". Na tym nie koniec - po raz pierwszy Kim Dżong Il ustami jednego ze swych podwładnych stwierdził, że czuje się źle, bo nie spełnił obietnic swego ojca i pierwszego przywódcy komunistycznego państwa Kim Ir Sena, że Koreańczycy staną się bogaci. W 1960 r. Kim Ir Sen obiecał rodakom, że w 2010 r. wszyscy Koreańczycy będą się zajadać ryżem i zupą z wkładką mięsną, a ubierać będą się w jedwabie.
Nieprzemyślana reforma może być kolejnym objawem coraz gorszego stanu zdrowia i umysłu 69-letniego Kim Dżong Ila. Amerykański podsekretarz stanu Kurt Campbell miał niedawno powiedzieć podczas spotkania z władzami Korei Południowej, że komunistyczny dyktator, który przeżył w 2008 r. udar, a teraz ponoć choruje na raka, nie dożyje 2013 r. - ujawniła jedna z gazet w Seulu. Na jego następcę szykowany jest najmłodszy syn Kim Dżong Un, ale zrujnowana gospodarka może skomplikować sukcesję.