Ziobro zeznawał wczoraj przed komisją naciskową jako świadek po raz drugi. Po oświadczeniu: "Mam nadzieję, że moje przesłuchanie dowiedzie, że żadnych nacisków nie było, ale jedynie ciężka praca", trzy godziny omawiał sprawę afery gruntowej i przecieku o akcji CBA w 2007 r. Operacja dotycząca korupcji w Ministerstwie Rolnictwa skończyła się na złapaniu dwóch "załatwiaczy", a ówczesnego ministra Andrzeja Leppera sąd uznał za pokrzywdzonego. Przecieku - czyli ostrzeżenia Leppera przed CBA - prokuratura nie potwierdziła. Jednak Zbigniewa Ziobrę usłyszeliśmy wczoraj takiego jak ponad dwa lata temu. Oskarżał Leppera, Kaczmarka, chwalił CBA.
Zeznał, że dwa dni po nieudanej akcji CBA - 8 lipca 2007 r. - Janusz Kaczmarek "zwrócił się do mnie, żebyśmy ustalili, że jego w tej sprawie nie ma. Sytuacja wydała się kuriozalna, że minister spraw wewnętrznych namawia mnie, żebym składał fałszywe zeznania". Kaczmarek o finale akcji CBA dowiedział się od Ziobry dzień przed nią i według schematu przecieku zaprezentowanego na słynnej konferencji multimedialnej zastępcy Ziobry Jerzego Engelkinga - to od niego wyszło ostrzeżenie Leppera.
Ziobro rozmowę z Kaczmarkiem z 8 lipca powtórzył Engelkingowi. "Janusz strzelił z ucha" - miał skomentować wiceprokurator generalny". - To sformułowanie, którego używa się w gwarze służb, kiedy mamy do czynienia z przeciekiem - tłumaczył wczoraj posłom Ziobro.
Jeszcze wczoraj na słowa Ziobry odpowiedział Kaczmarek. - Wystąpię z pozwem do sądu - mówił "Gazecie". - To kuriozalne, gdyby ta relacja miała być prawdziwa, Ziobro od razu powinien zawiadomić prokuraturę.
W pozwie Kaczmarek zarzuci też Ziobrze, że uznał go za źródło przecieku, a także nazwał "pomocnikiem bossa Ryszarda Krauzego". - Powiedziałem prawdę i samą prawdę. Ziobro nie ma wątpliwości, że Engelking przedstawił rzeczywisty łańcuch przecieku, jest zdziwiony prokuratorskim umorzeniem.
Źródło: Gazeta Wyborcza