http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Co da ekshumacja Pyjasa?

Bartłomiej Kuraś, Małgorzata Skowrońska, Kraków
2010-03-19, ostatnia aktualizacja 2010-03-18 19:20

Stanisław Pyjas oraz jego matka Stanisława Pyjas i siostra Anna Wnętrzak przy grobie Pyjasa w 30. rocznicę jego śmierci
Stanisław Pyjas oraz jego matka Stanisława Pyjas i siostra Anna Wnętrzak przy grobie Pyjasa w 30. rocznicę jego śmierci
Fot. Przemek Jendroska / Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta / Gazeta.pl

Janusz Kurtyka, prezes IPN, zapowiedział ekshumację szczątków Stanisława Pyjasa. Wątpliwości ma rodzina. Zdziwiony jest prokurator, który prowadził śledztwo w sprawie śmierci Pyjasa, zanim przejął je IPN

Decyzję o ekshumacji prezes Instytutu Pamięci Narodowej ogłosił w czwartek rano. Miał ją podjąć prowadzący sprawę prokurator Piotr Piątek. Kurtyka zapewnił, że Piątek miał do tego przesłanki. Jakie? - nie odpowiedział. Nie wyjaśnił też tego prokurator Piątek - przed ogłoszeniem decyzji o ekshumacji poszedł na urlop.

Ciało Stanisława Pyjasa, studenta opozycjonisty, znaleziono 7 maja 1977 r. w bramie kamienicy przy ul. Szewskiej w Krakowie. Prokuratura umorzyła wówczas śledztwo, podając, że "spadł ze schodów". Dla przyjaciół i znajomych Pyjasa ta wersja była od początku niewiarygodna - wiedzieli, że inwigilowała go PRL-owska bezpieka.

Śledztwo wznowiono w 1991 r., potem jeszcze kilkakrotnie podejmowano i umarzano z powodu niemożności wykrycia sprawców. Teraz piąte już śledztwo w sprawie śmierci Pyjasa prowadzi krakowski IPN.

Prokurator: Ekshumacja czy profanacja?

Prokurator Andrzej Urbaniak, który prowadził sprawę w latach 90., jest zdziwiony decyzją IPN: - Ekshumacja to ostateczność. W przypadku Pyjasa uzasadniałby ją tylko przełom w śledztwie. Inaczej mielibyśmy do czynienia z ekshumacją propagandową, a wtedy ocieramy się o profanację zwłok.

- Przełomu - dodaje prokurator Urbaniak - nie należy szukać w zeznaniach świadków, bo niewiele wnoszą, ale albo w dokumentach SB, albo w podważeniu wyników sekcji zwłok.

- Problem w tym, że moim zdaniem wyników sekcji przeprowadzonej w 1977 r. nie da się podważyć. Wszelkie późniejsze hipotezy - np. że Pyjas miał na skroni otwór przypominający ranę postrzałową albo ślad po użyciu jakiegoś ciężkiego narzędzia - nie znalazły potwierdzenia - mówi Urbaniak.

Prokurator twierdzi, że w aktach są bardzo szczegółowe zdjęcia obrażeń opozycjonisty, które pozwalają na weryfikację kolejnych hipotez bez ekshumowania zwłok.

- Biegli nie mieli wątpliwości, że Pyjas zmarł w wyniku pobicia. Kiedy sprawcy podrzucili go do sieni kamienicy na Szewskiej, jeszcze żył. Z tego, co do tej pory ujawnił IPN, wynika, że śledztwo zmierza w kierunku zmiany kwalifikacji z pobicia ze skutkiem śmiertelnym na zabójstwo. Pytanie jednak, czy ma na to mocne dowody - zastanawia się Urbaniak.

Dodaje, że IPN od trzech lat zajmuje się sprawą, ale żadnych istotnych nowych dowodów nie ujawniono, przybyło jedynie akt z przesłuchań świadków.

Przyjaciele Pyjasa podzieleni

Sceptycznie do zapowiedzi IPN podchodzi Bogusław Sonik, przyjaciel Pyjasa: - Choć pewnie IPN ma dobre intencje, to nie wiążę wielkich nadziei z wynikami ekshumacji.

Sonik przytacza ekspertyzę sporządzoną 7 maja 1977 r., tuż po śmierci Pyjasa, przez Zakład Medycyny Sądowej w Krakowie, która wyraźnie wykazuje, że rany zostały zadane "narzędziem tępym lub tępokrawędzistym twardym".

"Oględziny wewnętrzne wykazały obrażenia lewej części głowy w postaci złamania żuchwy, złamania lewego łuku jarzmowego, złamanie przedniej ściany zatoki szczękowej, złamanie części przyśrodkowej dolnego brzegu oczodołu lewego oraz części chrzęstnych nosa. (...) Stwierdzono na twarzy i w obrębie kośćca twarzoczaszki obrażenia powstałe od urazu, względnie urazów zadanych narzędziem tępym lub tępo-krawędzistym twardym" - czytamy w dokumencie.

- Czego więcej dowiemy się po ekshumacji? - dziwi się Sonik.

Ale dawna krakowska opozycjonistka Danuta Skóra mówi: - IPN ma powody, dla których trzeba ekshumować Staszka. Ja bym im zaufała.

Bronisław Wildstein, także przyjaciel Pyjasa, również ma nadzieję, że działania IPN pozwolą wyjaśnić sprawę. W TVN 24 dodał jednak, że "chodzi o potwierdzenie oczywistości". - Pyjas został zatłuczony przez bezpiekę, wiedziałem o tym już wtedy, gdy zobaczyłem zwłoki przyjaciela. Ale może ekshumacja pozwoli dotrzeć do nowych tropów, posunie do przodu śledztwo, które utknęło w martwym punkcie - tłumaczy Wildstein.

Rodzina: IPN nie pyta, tylko oświadcza

Rodzina Stanisława Pyjasa jest zaskoczona.

- Ogłoszenie ekshumacji to wyłącznie decyzja IPN. Pracownicy IPN informują nas o swoich zamierzeniach dotyczących śledztwa. Rodzina przyjmuje je do wiadomości. Ale gdyby to zależało od nas, to nie byłoby ekshumacji. Trudno opisać emocje, jakie teraz odczuwam - mówi "Gazecie" Anna Wnętrzak, siostra Pyjasa.

Dodaje jednak, że rodzina nie będzie protestować przeciwko ekshumacji, by nie powstało wrażenie, że staje na drodze do wyjaśnienia prawdy.

- Uszanujemy wolę rodziny Stanisława Pyjasa i nie zrobimy niczego wbrew jej woli - oświadczył po południu rzecznik IPN Andrzej Arseniuk.

Medyk sądowy: Co da ekshumacja?

Dr Krzysztof Woźniak z Zakładu Medycyny Sądowej Collegium Medicum UJ sądzi, że jeśli są wątpliwości, które ekshumacja mogłaby rozwiać, trzeba je wyjaśnić. Przyznaje jednak, że decyzja o ekshumacji oparta na opiniach świadków może być wątpliwa.

- Decyzja zawsze zależy od prokuratora, ale z doświadczenia wiem, że ludzie w emocjach widzą to, co chcą widzieć. Jeśli bliscy oglądają ciało kogoś, kto się powiesił, widzą na jego twarzy siniaki jak po pobiciu. A będą to plamy pośmiertne. Z tego, co wiem, wyniki sekcji Pyjasa potwierdzają hipotezę, że było to pobicie ze skutkiem śmiertelnym - mówi dr Woźniak.

A co można ustalić po tylu latach od pochówku? Woźniak: - Wszystko zależy od stanu zwłok, jak wyglądają kości, czy są pozostałości tkanek miękkich, bo zdarza się, że zachowują się w całkiem dobrym stanie, np. podlegają mumifikacji.

- Zakres badań zależy od tego, co chce sprawdzić prokurator - dodaje. - Zmieniła się technologia. W 1977 r. nie było np. możliwości badania zwłok techniką obrazowania. My badamy nie tylko szczątki ludzi, którzy zmarli kilka lat temu, ale także tych, którzy zginęli kilkadziesiąt lat temu. Dzięki zdobyczom techniki mogliśmy potwierdzić, że generał Sikorski zginął w katastrofie, a to wykluczyło hipotezę morderstwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':