Tak zdecydowała senacka komisja zdrowia, która wczoraj dyskutowała nad uchwaloną przez Sejm nowelizacją ustawy "o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu".
Projekt wyszedł od
PiS z poparciem
PSL, a także rządu. Miał być bardzo restrykcyjny. Złagodzili go jednak posłowie PO. Został zakaz palenia w miejscach publicznych: środkach transportu publicznego, na przystankach, plażach, placach zabaw, w zakładach pracy, szkołach, szpitalach. Jednak z dozwolonymi palarniami. W pubach czy dyskotekach można by wydzielić pomieszczenie dla palących, a właściciele lokali poniżej 100 m kw. mogliby decydować sami, czy pozwolą w nich palić.
- To satyra, nie ustawa - mówił wczoraj w Senacie wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł. Na sali było sześcioro senatorów z komisji (liczy 11 osób) i ponad 40 gości, głównie przedstawicieli organizacji pracodawców i koncernów tytoniowych, oraz kilkoro posłów z PO, którzy forsowali łagodzące poprawki w Sejmie. Senatorowie jednak zgodnie deklarowali zaostrzenie przepisów.
- Jestem onkologiem, widziałem, jak ludzie umierają z powodu papierosów - mówił senator Rafał Muchacki (PO), i zgłosił poprawkę, która wykreśliła wszystkie liberalne zapisy z nowelizacji ustawy. Muchackiego poparło dwóch innych senatorów lekarzy oraz senator pielęgniarka. I poprawka przeszła. Zgodnie z nią zakaz palenia obowiązywałby wszędzie w miejscach publicznych, również w pubach, restauracjach i dyskotekach. Ale nigdzie (!) nie można by zorganizować palarni, w tym również w zakładach pracy. Nie wolno byłoby palić nawet w domach pomocy społecznej czy w zakonach.
Przewodniczący komisji zdrowia Władysław Sidorowicz (PO) zapowiedział, że zgłosi kontrpoprawkę, która zaostrzy sejmową wersję ustawy.
Posłowie z PO ostrzegali senatorów, że ustawa w takim kształcie przez Sejm na pewno nie przejdzie. Zaproponowali inne ustępstwa - nie dzielić lokali według wielkości, ale pozwolić wydzielić sale dla palących tam, gdzie to możliwe.
Co z tym zrobi Senat? Nie wiadomo.
Po co senatorowie zgłaszali poprawkę, o której z góry wiadomo, że nie przejdzie?
- Chcemy dać sygnał, że środowisko medyczne jest po stronie zdrowia - tłumaczy Muchacki.