Dwa tygodnie temu "Gazeta" informowała, że podczas posiedzenia Rady Krajowej partii - odbędzie się w tę sobotę - jej członkowie będą namawiali Pawlaka do startu w wyborach. Choć prezes
PSL do tej pory deklarował, że udziału w wyborach nie weźmie, a kandydatem partii powinna być kobieta, większość naszych rozmówców była przekonana, że to on będzie kandydatem.
Rezygnacja przez Donalda Tuska z ubiegania się o prezydenturę otworzyła przez prezesem PSL perspektywy, jakich on i jego partia nie miały od lat. Korzyści wyraźnie przeważają nad ewentualnym ryzykiem.
Celem PSL jest promocja przed wyborami samorządowymi i parlamentarnymi. Pawlak jest nadal jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich polityków. Jego ewentualny sukces szanse takiej promocji zwiększa. Wystawienie w wyborach np. mało znanej wicemarszałek Sejmu Ewy Kierzkowskiej - wyraźnie obniża.
Poziom oczekiwań wobec Pawlaka w wyborach jest dość niski. Nikt, łącznie z politykami PSL, nie spodziewa się zwycięstwa. Dobrym wynikiem będzie, zbierze więcej głosów niźli ma PSL w sondażach (a ma 4-7 proc.). Sukcesem byłoby wyprzedzenie kandydata
SLD Jerzego Szmajdzińskiego i Andrzeja Olechowskiego oraz zajęcie trzeciej pozycji. A to wydaje się prawdopodobne.
Wielką niespodzianką byłoby wejście do drugiej tury. Mówił o tym
Janusz Piechociński, a ostatnio w rozmowie z "Polską" Stanisław Żelichowski, ale ten scenariusz wydaje się nazbyt optymistyczny.
Pawlak może liczyć na ciche wsparcie ze strony PO. Owszem, lider PSL może zabrać jakąś część elektoratu Platformy, ale zdecydowanie więcej może uzyskać wśród wyborców wiejskich - którzy do tej pory chętniej skłaniali się ku
PiS. W PSL pojawiły się zarzuty, że PO próbuje wejść na ich teren, zyskuje coraz większe poparcie na wsi. Jeśli Pawlak nie wystartowałby w wyścigu prezydenckim, oznaczałoby to, że PSL w tej cichej rywalizacji od razu ustępuje pola.
W sytuacji gdy
Donald Tusk nie startuje, znika niebezpieczeństwo, że rywalizacja wyborcza może uderzyć w istotną dla PSL koalicję z PO. Rywalizacja o fotel prezydencki odbędzie się "poza rządem". Zresztą od pewnego czasu Pawlak i tak dystansuje się od niektórych pomysłów rządowych. Czyni to jednak ostrożnie - jego krytyka wystarcza, aby zaznaczać jego podmiotowość, ale nie grozi spójności koalicji.
Pawlak - kandydat na prezydenta byłby ponadto ważniejszym koalicjantem niż Pawlak, który ze startu w wyborach zrezygnował. Trzeba się z nim liczyć w czasie kampanii, a - w przypadku sukcesu - i po wyborach. A Pawlak jest politykiem ambitnym.
Ta prosta kalkulacja jest zapewne zrozumiała dla członków PSL i samego Pawlaka. Gdyby jednak nie zdecydował się na start w wyborach, jego koledzy partyjni mogliby go w przyszłości oskarżyć o działalność na szkodę partii. Każde przyszłe niepowodzenie PSL byłoby tłumaczone "wszystko przez to, że Pawlak uchylił się od kandydowania".