Wyrok: Radosław M. - 2,5 roku, jego brat Łukasz M. - 2 lata i 4 miesiące, Paweł S. - 1,5 roku więzienia. Dwaj pierwsi odkręcili tablicę z napisem, Paweł S. był ich kierowcą. Każdy z nich musi wpłacić 10 tys. zł nawiązki na fundację Auschwitz-Birkenau.
To pierwsi skazani w sprawie kradzieży, do której doszło 18 grudnia zeszłego roku. Prokuratura oskarżyła ich o kradzież i uszkodzenie dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury.
- Ten napis był symbolem nazistowskiego obozu. Tymczasem oskarżeni ze zwykłej chęci wzbogacenia się postanowili go ukraść i nie zastanowili się nad tym, co robią - podkreślał sąd w uzasadnieniu wyroku.
Cała trójka żałowała przed sądem. - Przepraszam za to, co zrobiłem - powiedział Radosław M. Jego brat przyznał, że jest mu wstyd. Paweł S. dodał: - Bardzo żałuję. W domu zostawiłem samotną matkę w podeszłym wieku.
W areszcie pozostaje nadal dwóch innych Polaków zamieszanych w kradzież: Andrzej S., który zwerbował skazaną trójkę, oraz Marcin A., który pośredniczył między nimi a Szwedem Andersem Högströmem, prawdopodobnym zleceniodawcą kradzieży.
Prowadzący śledztwo prokurator Piotr Kosmaty przyznał, że to Andrzej S. wskazał, gdzie złodzieje ukryli tablicę (została odnaleziona kilkadziesiąt godzin po kradzieży w Kujawsko-Pomorskiem). - Sam się przyznał, złożył też obszerne wyjaśnienia - mówił po wyroku prokurator Kosmaty.
Krakowska prokuratura czeka teraz na wydanie przez Szwecję Andersa Högströma, któremu chce postawić zarzuty. Szwedzki sąd w zeszłym tygodniu wyraził zgodę na wydanie go, postanowienie czeka teraz na uprawomocnienie się. Obrońca Szweda zapowiedział odwołanie.
Źródło: Gazeta Wyborcza