http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Anna Komorowska. Harcerka

Teresa Torańska
2010-03-20, ostatnia aktualizacja 2010-03-20 18:56

Anna Komorowska
Anna Komorowska
Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta

W puszkach robili dziurkę, wylewali soczek, wlewali alkohol i lutowali, żeby naszym chłopcom było weselej. Rozmowa z żoną Bronisława Komorowskiego

Dla męża jest pani "Anką".

- Zostało z harcerstwa. Najpierw - to zabawne - poznałam jego buty. Niezwykle atrakcyjne. Żółte, amerykańskie, jakich nikt nie miał, pożyczał moim kolegom na rajdy. Nagle sam w nich przyszedł. To było 40 lat temu, w kwietniu. Mieliśmy rajd harcerski w Puszczy Kampinoskiej. Stałam pod piękną, rozłożystą sosną na punkcie jako drużynowa, koledzy podeszli z nim do mnie i został mi przez nich przedstawiony.

W takiej etykiecie?

- Etykieta jest ważna. Mam nadzieję, że będzie zawsze.

180 cm, oczy piwne, włosy ciemny blond, znaków szczególnych brak.

- Nie padłam plackiem. Ktoś inny mi się podobał.

Zaiskrzyło po dwóch latach. Coś razem robiliśmy, o czymś rozmawialiśmy, był szarmancki, z pomysłami, poczuciem humoru. Pomyślałam, że może być z nim interesująco.

Wiedziała pani, w co wchodzi?

- O, tak. Wiedziałam, że był już raz aresztowany, w 1971 roku.

Pani rodzice też wiedzieli?

- Domyślali się.

Był tylko jeden moment, kiedy poczułam niepokój. Poszliśmy na spektakl do STS-u. Ze sceny padały teksty prowokujące publiczność do reakcji antyreżimowej. I Bronek wyrwał się jako jeden z nielicznych i wygłosił całe przemówienie polityczne, głośno, z widowni. Zaimponował mi śmiałością. I nagle ogarnął mnie lęk, że tyle w nim odwagi. A może był i wstyd, że ma potrzebę jej demonstrowania.

Byłam studentką V roku filologii klasycznej, Bronek kończył wydział historii. Mieliśmy szaleńczy plan, żeby wziąć ślub w Jerozolimie. Udało się nam dostać paszporty i pojechaliśmy do Austrii zarobić. Pierwszy raz byłam na Zachodzie. Pracowaliśmy w hotelu. Doznałam szoku cywilizacyjnego. To był stary gasthof w Tyrolu. A w nim zmywarki do naczyń, maszyny do obierania kartofli i (śmiech) toalety na fotokomórki. Wie pani, o czym mówię?

W Szwajcarii obmacywałam ściany i podłogę.

- Boże, jak dobrze, że nasze dzieci nie muszą już przeżywać takiego dyskomfortu.

Pięcioro.

- Troje poza domem, dwoje najmłodszych z nami, jeszcze studiują.

Jakie są?

- Niezależne. Prosiły, żeby nie opowiadać o nich w gazetach.

Źródło: Duży Format
  • 7
  • 60 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    127 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':