http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Anne Applebaum: Trzecia siostra

Teresa Torańska
2010-03-20, ostatnia aktualizacja 2010-03-20 18:58

Anne Applebaum
Anne Applebaum
Fot. Maciej Zienkiewicz / Agencja Gazeta

Z polskich gazet wynika, że popełniłam mezalians. Wyszłam za mąż za absolwenta Oksfordu, który był gwiazdą "National Review", wpływowego amerykańskiego magazynu, straszne! Rozmowa z Anne Applebaum, żoną Radosława Sikorskiego

Można "pani Aniu"?

- Wszyscy polscy przyjaciele mówią do mnie "Aniu", Radek też.

To ładne. Mało o pani wiemy. Zaczynamy od rodziny?

- Rodzice mieszkają w Waszyngtonie. Czytam teraz w polskich gazetach, że są wpływowi i zamożni. Kogoś poniosła fantazja: chciałabym mieć takich rodziców. Niestety, mam - jak na amerykańskie warunki - całkiem normalnych i radzić muszę sobie sama. Ojciec jest prawnikiem, mama pracowała w waszyngtońskiej galerii sztuki współczesnej. Nie mają nic wspólnego ani z polityką, ani z dziennikarstwem. I są trzy siostry.

Z Czechowa?

- Nie, z Applebaumów. Jedna jest prawnikiem i mieszka w Kalifornii, druga pracowała do niedawna w instytucie badającym problemy edukacyjne na Florydzie.

I obie za mężów mają normalnych Amerykanów?

- Tak.

A dzieci?

- Też są normalne. (Śmiech).

Julie ma chłopców bliźniaków i córkę, a Kathy - ta z Florydy - dwie córki. Wystarczy?

Została nam trzecia siostra.

- Czyli ja, najstarsza.

Inna?

- Z polskich gazet wynika, że gorsza, bo popełniła mezalians. Wyszła za mąż za syna projektantów, absolwenta Oksfordu, który był gwiazdą "National Review", wpływowego amerykańskiego magazynu, straszne! Z czego to jest, niech mi pani powie. Z kompleksów, z Tołstoja czy z Sienkiewicza?

Z Mniszkówny.

- Nie czytałam - powinnam?

Nie, nie, mała strata. Studiowała pani na Yale.

- Na Uniwersytecie Yale, tak. Dwa fakultety: historię, głównie rosyjską, oraz literaturę - francuską i rosyjską przede wszystkim. Rodzice nie byli tym zachwyceni. Uczenie się rosyjskiego uważali za stratę czasu, bo Rosja - mówili - jest krajem zamkniętym na cudzoziemców. Nie próbowali mi jednak przeszkadzać. W 1984 roku pojechałam na dwa letnie miesiące do ZSRR.

Źródło: Duży Format
  • 3
  • 140 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    415 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':