Proces oskarżonych o korupcję Sawickiej i Mirosława Wądołowskiego jest więc zagrożony. Prokurator Zbigniew Laskowski po decyzji sadu powiedział dziennikarzom, że do lipca na pewno biegły z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sadowych wykona analizę autentyczności jednego z kluczowych nagrań. Czy do lipca usunie szumy nagrane przez CBA? - Będę prosił, molestował - odpowiada Laskowski.
Po taśmach do prawdy - Bez pełnego zapoznania się z treścią rozmów pomiędzy oskarżonymi, a funkcjonariuszami CBA, niemożliwe jest ustalenie prawdy w procesie posłanki Beaty Sawickiej i burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego - mówił przed rokiem, a powtórzył w styczniu sędzia Hubert Gąsior (sprawozdawca w procesie). Sąd dał w w styczniu prokuraturze dwa miesiące na zrobienie tzw. badań fonoskopijnych. Biegli najpierw mieli potwierdzić czy kluczowe dla oskarżenia burmistrza nagranie jest autentyczne, czy nie zostało zmanipulowane. Potem wszystkie płyty CD, na które CBA zgrało podsłuchy, specjalistycznymi metodami oczyścić. Doprowadzić do stanu, w którym będzie można usłyszeć, jakie padły słowa. Bo gdy sąd zaczął odtwarzać płyty okazało się, że poza wyrwanymi z kontekstu zdaniami, pojedynczymi słowami i tłem pełnym szumu i gwaru (rozmowy prowadzone były w miejscach publicznych) nic nie słychać. A nagrań jest kilkadziesiąt godzin. Sprawa po przerwie sprawa wróciła wczoraj na wokandę, ale prokuratura analizy nie miała.
W piśmie do sądu prokurator poinformował, że usunięcie szumów zajmie dwa lata!
Sędziowie zdumieni Sędzia Marek Celej (przewodniczący w procesie) mówi: - Jestem zdumiony.
I przypomina, że już w marcu 2009 r. z powodu braku opinii potwierdzającej autentyczność nagrań, luk w stenogramach i szumu (zamiast słów) sąd zdecydował się zwrócić sprawę prokuraturze. Prokuratorzy z Poznania protestowali wtedy i przed sądem apelacyjnym wygrali zażalenie na decyzję o zwrocie akt. Prokuratura informowała wtedy, że znalazła biegłego z Katedry Akustyki Politechniki Wrocławskiej, który z szumami i analizą autentyczności nagrania upora się w miesiąc. Sąd apelacyjny prokuraturze uwierzył. Teraz prokurator mówi o dwóch latach. A to oznacza, że po przerwie do 2012 r. proces musiałby się rozpocząć od nowa.
Atmosfera na sali rozpraw zrobiła się nerwowa.
Prok. Zbigniew Laskowski z ławy dla oskarżyciela: - Jestem zdumiony tym co słyszę.
I tłumaczy, że jest różnica między oczyszczeniem z szumów 10 rozmów oskarżonych, czego chciał sąd przed rokiem. A korekcja 50 godzin nagrań (ze wszystkich podsłuchów), czego sąd zażądał w styczniu. - Instytut wrocławski nie posiada tajnej kancelarii, a większość nagrań ma kaluzulę ściśle tajne. Biuro Badań Kryminalistycznych
ABW odpowiedziało nam, że badania może wykonać w 2017 r. IES z Krakowa dał termin - I kwartał 2012 r. - mówił.
Sędzia Celej na to: - Do przesłuchania zostało nam już tylko czterech świadków, co pan proponuje, żebyśmy przez dwa lata robili? Laskowski: - Jedna minuta rozmowy to dwie godziny pracy nad sporządzeniem stenogramu.
I prosił sąd, by ograniczył liczbę rozmów, które mają zostać wyczyszczone. A na koniec dodaje, że i tak bez specjalistycznego sprzętu oraz słuchawek sędziowie na sali sądowej, gdzie dobiegają dźwięki z zewnątrz, wszystkiego nie usłyszą.
Adwokaci oskarżonych, zgodnie: - Sąd nie powinien już "nadrabiać niedoskonałości śledztwa". Uważają, że prokuratura powinna powołać biegłych, potwierdzić autentyczność, i oczyścić nagrania jeszcze w śledztwie. - A może powołać biegłych z zagranicy? - sugerują. I dodają: - Wszystkie wątpliwości w tej sprawie tłumaczyć trzeba na korzyść oskarżonych.
... treść niezrozumiała Po naradzie sędziowie znajdują salomonowe wyjście. Dają prokuraturze (i biegłym) czas do połowy lipca). Co będzie jeśli nie zdążą. Sędzia Celej: - Prokuratura na etapie śledztwa miała świadomość jakości nagrań, konieczności wykonania analizy fonoskopijnej, ale może prokurator będzie w stanie wykazać tezy aktu oskarżenie innymi środkami.
W to można wątpić, bo sam Laskowski przynaje, że 10 nagranych rozmów jest kluczowych dla oskarżenia. Przypomnijmy, że była posłanka PO zatrzymana została 1 października 2007 r. W tym dniu przyjęła od agenta CBA 50 tys. zł łapówki w zamian za ustawienie przetargu na zakup wartej 3 mln zł działki na Helu (pierwsze 50 tys. zł wzięła we wrześniu). Inny agent CBA wręczył burmistrzowi Helu Mirosławowi Wądołowskiemu aktówkę ze 150 tys. zł w środku. Oboje oskarżeni nie przyznają się do łapownictwa. Sawicka mówi, że te pieniądze były pożyczką.
Gdy według prokuratury Sawicka miała zażądać 100 tys. zł mówiła (cytat za stenogramem):
Jeśli chodzi (treść niezrozumiała) potrzebuję (treść niezrozumiała) stówę." I dalej: ...(treść niezrozumiała), że jak się uda po prostu te pieniądze (treść niezrozumiała).
>
Burmistrz twierdzi, że nie wiedział, iż w teczce były pieniądze. Kwestionuje autentyczność nagrania, na którym słychać, jak agent CBA mówi: "tu w środku jest zaliczka, po wszystkim się rozliczymy". Co agent słyszy w odpowiedzi, nie wiadomo.
W maju sąd przesłucha dwóch agentów CBA - świadków incognito - ukrywających się pod pseudonimami "Tomasz Małecki" i "Marek Przecławski". Sąd chciał to zrobić dopiero po zapoznaniu się z nagraniami, ale okazało się to niemożliwe.